01.11.2024, 12:51 ✶
- Oczywiście, że im nie powiem. Gdybym im powiedziała, byliby na mnie oburzeni.
Większa inteligencja i zdolność mowy nie sprawiały, że koty Figgów przestały być kotami. Wręcz przeciwnie: były nimi b a r d z i e j. Brenna wątpiła, aby Karl i Kapitan byli chętni dzielić się swoimi zabawkami.
Uśmiechnęła się do Thomasa pogodnie na jego słowa.
- Właśnie dlatego proszę ciebie, zamiast prosić, grozić, przekupywać i szantażować kogoś w jakimś zakładzie na Pokątnej - zapewniła lekkim tonem. Bo oczywiście, że wiedziała. I gdy potrzebowała czyichś umiejętności, nie miała większych oporów, aby zwrócić się do któregoś z przyjaciół, który je posiadał. Pod tym względem Brenna była zadziwiająco wręcz rozsądna: doskonale wiedziała, czego zrobić absolutnie nie potrafi i grzeczna szła do mądrzejszych od niej.
- Hm...
Zastanawiała się przez chwilę nad jego pytaniem. Pod uwagę musiała brać nie tylko to, by nie wpaść sama na siebie: ale też by nie wpaść na kogoś, kto parę minut później wejdzie w interakcje z nią z przeszłości.
Tego dnia nie spotkała Thomasa. Dopiero kolejnego, wieczorem, podczas zebrania. Ale czekając w Stawie albo siedząc w Norze Norzy mogłaby natknąć się na kogoś, kim rozmawiać nie powinna.
- Myślę, że skoczę załatwić parę rzeczy, i wrócę tutaj za jakieś... dwie, trzy godziny. - Za trzy godziny umówili się pod Azylem, ale gdyby Figg potrzebował więcej czasu, będą po prostu musieli na nią chwilę poczekać. Nie była pewna, co zrobi z tymi paroma godzinami, ale coś na pewno wymyśli. - Jeśli zdążysz do tego czasu, zostaw je w altanie, jeżeli nie, to tam będę na ciebie czekała. I dzięki, wiem, że to głupio brzmi, ale naprawdę b a r d z o potrzebuję tych myszy.
Poczekala na decyzję Thomasa, gotowa się teleportować, na razie do swojego londyńskiego mieszkania. Może to była pora na jakieś drobne zakupy... gdzieś, gdzie nie wpadnie na nikogo znajomego.
Większa inteligencja i zdolność mowy nie sprawiały, że koty Figgów przestały być kotami. Wręcz przeciwnie: były nimi b a r d z i e j. Brenna wątpiła, aby Karl i Kapitan byli chętni dzielić się swoimi zabawkami.
Uśmiechnęła się do Thomasa pogodnie na jego słowa.
- Właśnie dlatego proszę ciebie, zamiast prosić, grozić, przekupywać i szantażować kogoś w jakimś zakładzie na Pokątnej - zapewniła lekkim tonem. Bo oczywiście, że wiedziała. I gdy potrzebowała czyichś umiejętności, nie miała większych oporów, aby zwrócić się do któregoś z przyjaciół, który je posiadał. Pod tym względem Brenna była zadziwiająco wręcz rozsądna: doskonale wiedziała, czego zrobić absolutnie nie potrafi i grzeczna szła do mądrzejszych od niej.
- Hm...
Zastanawiała się przez chwilę nad jego pytaniem. Pod uwagę musiała brać nie tylko to, by nie wpaść sama na siebie: ale też by nie wpaść na kogoś, kto parę minut później wejdzie w interakcje z nią z przeszłości.
Tego dnia nie spotkała Thomasa. Dopiero kolejnego, wieczorem, podczas zebrania. Ale czekając w Stawie albo siedząc w Norze Norzy mogłaby natknąć się na kogoś, kim rozmawiać nie powinna.
- Myślę, że skoczę załatwić parę rzeczy, i wrócę tutaj za jakieś... dwie, trzy godziny. - Za trzy godziny umówili się pod Azylem, ale gdyby Figg potrzebował więcej czasu, będą po prostu musieli na nią chwilę poczekać. Nie była pewna, co zrobi z tymi paroma godzinami, ale coś na pewno wymyśli. - Jeśli zdążysz do tego czasu, zostaw je w altanie, jeżeli nie, to tam będę na ciebie czekała. I dzięki, wiem, że to głupio brzmi, ale naprawdę b a r d z o potrzebuję tych myszy.
Poczekala na decyzję Thomasa, gotowa się teleportować, na razie do swojego londyńskiego mieszkania. Może to była pora na jakieś drobne zakupy... gdzieś, gdzie nie wpadnie na nikogo znajomego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.