Benji był bardzo rodzinnym psem, nieważne, jak bardzo Charlotte upierała się, że pies należał tylko do Jessiego, no i może trochę do Rity i Theo i Jonathana, ale absolutnie nie do niej. Cieszył się na widok każdego z nich tak samo, witając ich z takim samym entuzjazmem. Cóż, taki był urok tego psa.
I niczym dziwnym było, że to z Jessiem psiak wytworzył najsilniejszą więź, bo to właśnie w ramionach Jaspera Benji spędził najwięcej czasu po tym, jak został bohatersko uratowany przez Jonathana od samobójczej śmierci.
-Hm... Pora obciąć pazurki? - spytał psiaka, podnosząc mu łapki i sprawdzając, jak długie faktycznie były jego pazury.
Nie spałem. Oglądałem powieki od spodu, odpowiedział w myślach na pytanie Theo.
-Czasami taka drzemka się przydaje. Działa na cienie pod oczami - odpowiedział już na głos, patrząc wymownie na młodego.
Uwagę o rajstopach wpuścił jednym uchem, a drugim wypuścił, bo był pewien, że jego mama miała takich rajstop jeszcze niejedną parę w swojej szafie, więc od jednej pary mniej by nie zbiedniała. Jeszcze raz spojrzał na brata, gdy ten mówił o jedzeniu, i tak się mi chwilę przyglądał. Robiąc sobie śniadanie z rana, zostawił porcje również dla Theo i chyba mu nawet przypominał, żeby nie zapomniał o jedzeniu. Może mu się przyśniło? Albo młody znowu go nie posłuchał? Chciał już o to spytać, ale pytanie matki odwróciło jego uwagę.
-Ja nic nie zrobiłem - powiedział, rzucając bratu jeszcze jedno spojrzenie.
Znowu coś zrobił i próbuje to zrzucić na Jaspera?
Benji zaczął powarkiwać. Marszcząc brwi, Jasper podniósł się powoli z kucek, podnosząc również psa. Szron na lustrach nie był jego sprawką, bo niby jak byłoby to możliwe?
-Theo? - odezwał się z tym samym czasie, gdy jego młodszy brat kierował pytanie do niego.
Nie Theo? Rity nie było w domu, więc to nie mogła być jej sprawka. Chyba...
-Mamo... Nie zabrałaś do domu czegoś, czego nie powinnaś zabierać, bo było ładne i chciałaś to odnieść trochę później, prawda?