21.01.2023, 18:50 ✶
Zapewne jeszcze przed paroma miesiącami zareagowałby zupełnie inaczej, teraz, z tym całym manifestem, o którym wszyscy mówili, oraz trąbiły niemal wszystkie gazety, Thomasowi udzielił się ogólna nerwowość. Szczególnie, że pracował, gdzie pracował i widział rzeczy, które dobitnie stwierdzały o prawdziwości zagrożenia, które czyhało.
- Nic się nie stało, choć proszę, nie zachodź ludzi od tyłu, bo któreś wyląduje w Mungu, albo ze stresu, albo od w panice rzuconego zaklęcia. Ja czasem zapominam, że mam różdżkę. - Zaśmiał się, próbując złagodzić trochę sytuację. Może i go przestraszyła, ale nie musiała od razu kłaść po sobie uszu. Zresztą, większość jego reakcji stanowił niepotrzebny dramatyzm, w którym się lubował.
W końcu po chwili paplał niczym najęty, kompletnie zapominając o sytuacji sprzed chwili.
Thomas miał niesamowitą pamięć do ludzi i nazwisk, przez co, nawet jeśli spotkał się w Hogwarcie tylko kilka razy, potrafił tę osobę zapamiętać i skojarzyć po tych kilku latach. Lubił towarzystwo, lubił zaskakiwać ludzi szczegółami, gdy spotykali się ponownie, cieszył się ich uśmiechami i śmiechem.
Skinął, gdy kobieta zgodziła się na wyprawę do kawiarni. Musieli opuścić Pokątną i przejść jeszcze dobry kawałek, zanim nie znaleźli odpowiedniego miejsca. Wędrówce towarzyszyła im cisza, podczas której Thomas roztrząsał, o co mogło chodzić, z miernym skutkiem, bo pomysłów było za wiele, w tym te dotyczące pracy, jak i innych dziedzin życia. A co, jeśli stało się coś złego? Komuś stała się krzywda? Przez chwilę ogarnęła go panika, nie dał jednak tego po sobie poznać, choć czuł ciężar w żołądku, który zaczął się zaciskać.
Wkroczył do ciepłego pomieszczenia za Lucy, coraz bardziej głodny wieści, które miała mu przekazać. Emocje i przypuszczenia dalej w nim buzowały, grzecznie usiadł jednak na krzesełku, naprzeciwko kobiety. Sam zamówił czarną kawę, nie chcąc siedzieć z pustymi rękami.
- Jasne - odpowiedział na prośbę o rzucenie zaklęcia. Po chwili z różdżką schowaną w większości w rękawie jego skórzanej kurtki, której nie zdjął, wykonał odpowiedni gest i inkantację. Otoczenie wokół nich przycichło, choć nie zamilkło kompletnie. By nie wzburzać podejrzeń, sprawił, że mimo że nie dało się zrozumieć, o czym rozmawiali, słychać było cichy szmer. W ten sposób mugole nie zaczną zwracać na nich uwagi, uznając, że coś jest nie tak.
Mógł się w końcu skupić na temacie, który mieli poruszyć. Pytanie, które usłyszał, wcale go nie zaskoczyło. Był to temat królujący na ustach niemal wszystkich. Parsknął więc tylko lekko, zanim nie spojrzał lekko smutno na Lucy.
- Jak się czuję? Chujowo - oznajmił w mocnych słowach, nie zamierzając koloryzować. - Wiesz, znam tę nienawiść lepiej, niż większość z czarodziejów. Jestem mugolakiem, więc już w czasach szkolnych moi rówieśnicy potrafili traktować mnie jak gówno, właśnie z powodu mojej krwi. A teraz? Jakiś gościu oznajmia, że w sumie to nie ma miejsca dla mnie w magicznej społeczności i że powinienem zdychać. Jak mam wiec się czuć? - Znów się prawie zaśmiał sucho, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że nie powinien się wyżywać na kobiecie, tylko dlatego, że zadała nieświadomie pytanie, które go zabolało - Przepraszam - mruknął. - Po prostu jestem przez to wszystko wkurzony - dodał, opierając się ciężko na krześle.
- Nic się nie stało, choć proszę, nie zachodź ludzi od tyłu, bo któreś wyląduje w Mungu, albo ze stresu, albo od w panice rzuconego zaklęcia. Ja czasem zapominam, że mam różdżkę. - Zaśmiał się, próbując złagodzić trochę sytuację. Może i go przestraszyła, ale nie musiała od razu kłaść po sobie uszu. Zresztą, większość jego reakcji stanowił niepotrzebny dramatyzm, w którym się lubował.
W końcu po chwili paplał niczym najęty, kompletnie zapominając o sytuacji sprzed chwili.
Thomas miał niesamowitą pamięć do ludzi i nazwisk, przez co, nawet jeśli spotkał się w Hogwarcie tylko kilka razy, potrafił tę osobę zapamiętać i skojarzyć po tych kilku latach. Lubił towarzystwo, lubił zaskakiwać ludzi szczegółami, gdy spotykali się ponownie, cieszył się ich uśmiechami i śmiechem.
Skinął, gdy kobieta zgodziła się na wyprawę do kawiarni. Musieli opuścić Pokątną i przejść jeszcze dobry kawałek, zanim nie znaleźli odpowiedniego miejsca. Wędrówce towarzyszyła im cisza, podczas której Thomas roztrząsał, o co mogło chodzić, z miernym skutkiem, bo pomysłów było za wiele, w tym te dotyczące pracy, jak i innych dziedzin życia. A co, jeśli stało się coś złego? Komuś stała się krzywda? Przez chwilę ogarnęła go panika, nie dał jednak tego po sobie poznać, choć czuł ciężar w żołądku, który zaczął się zaciskać.
Wkroczył do ciepłego pomieszczenia za Lucy, coraz bardziej głodny wieści, które miała mu przekazać. Emocje i przypuszczenia dalej w nim buzowały, grzecznie usiadł jednak na krzesełku, naprzeciwko kobiety. Sam zamówił czarną kawę, nie chcąc siedzieć z pustymi rękami.
- Jasne - odpowiedział na prośbę o rzucenie zaklęcia. Po chwili z różdżką schowaną w większości w rękawie jego skórzanej kurtki, której nie zdjął, wykonał odpowiedni gest i inkantację. Otoczenie wokół nich przycichło, choć nie zamilkło kompletnie. By nie wzburzać podejrzeń, sprawił, że mimo że nie dało się zrozumieć, o czym rozmawiali, słychać było cichy szmer. W ten sposób mugole nie zaczną zwracać na nich uwagi, uznając, że coś jest nie tak.
Mógł się w końcu skupić na temacie, który mieli poruszyć. Pytanie, które usłyszał, wcale go nie zaskoczyło. Był to temat królujący na ustach niemal wszystkich. Parsknął więc tylko lekko, zanim nie spojrzał lekko smutno na Lucy.
- Jak się czuję? Chujowo - oznajmił w mocnych słowach, nie zamierzając koloryzować. - Wiesz, znam tę nienawiść lepiej, niż większość z czarodziejów. Jestem mugolakiem, więc już w czasach szkolnych moi rówieśnicy potrafili traktować mnie jak gówno, właśnie z powodu mojej krwi. A teraz? Jakiś gościu oznajmia, że w sumie to nie ma miejsca dla mnie w magicznej społeczności i że powinienem zdychać. Jak mam wiec się czuć? - Znów się prawie zaśmiał sucho, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że nie powinien się wyżywać na kobiecie, tylko dlatego, że zadała nieświadomie pytanie, które go zabolało - Przepraszam - mruknął. - Po prostu jestem przez to wszystko wkurzony - dodał, opierając się ciężko na krześle.