Warto było uczyć się na błędach, wyciągać wnioski. Wydawało jej się, że całkiem nieźle sobie z tym poradzili. Ostrożność była wskazana w czasach, w jakim przyszło im żyć i powinni o niej pamiętać. Oczywiście nie łatwo było ich wystraszyć, nie uważała, żeby powinni całkowicie odcinać się od świata, ale dobrze było wybudować wokół siebie mur, który mógł gwarantować bezpieczeństwo w czasach w jakich przyszło im żyć. To było zdrowe podejście, które mogło przynieść oczekiwane efekty.
Faktycznie mimione wydarzenia dosyć mocno przypomniały im o tym, że również są częścią tej wojny, bez względu na to, że mogło im się wydawać, że wcale tak nie jest. Nie zmuszano ich może póki co do tego, aby faktycznie opowiedzieli się po jednej ze stron, ale bierność nie zawsze była możliwa. Zdarzały się sytuacje obok których nie dało się przejść obojętnie. Ona nie potrafiła i wydawało jej się, że mało kto byłby w stanie. Miała niekiedy dosyć miękkie serce, chociaż mogło się wydawać zupełnie inaczej, bo była raczej szorstka w obyciu, jednak to tylko pozory. Łatwo było u niej wzbudzić współczucie, które bardzo prosto przejmowało kontrolę nad jej zachowaniem. Gdyby mogła pewnie pomogłaby każdemu, kto tej pomocy potrzebował. Miała świadomość, że powinna to nieco w sobie zmienić, bo nie mogła uratować wszystkich. Nie dało się tego zrobić.
Oczywiście nie ograniczyła zakresu swoich usług, nie pytała, tak jak nie robiła tego wcześniej kto i do czego potrzebuje danych komponentów. Miała to gdzieś, chciała, aby jej praca wyglądała jak wcześniej. To było tylko niekończące się źródło galeonów, które były dla niej dość istotne. Niby niczego jej nie brakowało, mogłaby utrzymywać się pewnie przez kilka lat ze zgromadzonych środków, ale wolała jednak nie tracić dochodów. One powodowały, że była dosyć mocno niezależna od swojej rodziny, nigdy nie chciała, żeby mogli jej grozić tak błachą rzeczą, jaką było odcięcie od rodzinnego majątku, a kto wie, czy nie zrobiłaby czegoś, co mogłoby to spowodowować. Czuła się zdecydowanie bezpieczniej mając świadomość, że wszystko, co aktualnie posiada zawdzięcza sobie.
Była zadowolona, że udało im się chociaż trochę wrócić do normalności. Nie rozmawiali może zbyt często o tym, co się wydarzyło, ale wiedziała, że ma to spore oddziaływanie na to, jak wygląda ich codzienność. Zaczęli jeszcze bardziej skupiać się na swoim bezpieczeństwie, które było dla niej bardzo istotne. Nie chciała, żeby coś popsuło im to, co udało im się stworzyć. Ich mały, wspólny świat. Bała się, że decyzja którą wtedy podjęła może spieprzyć wszystko, co osiągnęli, na szczęście tak się nie stało. Nadal w tym trwali, co najważniejsze razem. Ambroise nie ukrywał swojego niezadowolenia spowodowanego jej nieprzemyślanym zachowaniem, jednak nie stracił do niej zaufania. Na szczęście, wolała nawet nie myśleć o tym, że miałaby się odnajdywać w tym obcym świecie sama. Razem zdecydowanie przychodziło im to łatwiej, jej było łatwiej, kiedy miała go u swojego boku. Bardzo ceniła to, co udało im się razem osiągnąć. Byli silni i mogli zrobić naprawdę wiele, kiedy patrzyli w tę samą stronę, tak, to było życie, jakiego pragnęła.
- Wiem. - Nie mogła mieć tej pewności, ale coś podpowiadało jej, że byli bezpieczni. Nie do końca miała pojęcie z czego to wynikało, ale jakoś podświadomie to czuła.
Nie miała problemów ze snem, Piaskownica wydawała się jej być ich ostoją. Przede wszystkim to, że zadbali o to, aby to faktycznie było ich miejsce. Nikt inny nie wiedział o jego istnieniu, naprawdę przywiązywali wagę do tego, żeby tak pozostało. Wszystkim zajmowali się sami, byle tylko nie sprowadzić tutaj kogoś, kto mógłby wiedzieć, że tutaj mieszkają. Był to ich mały świat, który sobie stworzyli, ich dom. Zdecydowanie czuła się tutaj pewniej niż na Horyzontalnej.
- Dobrze, nie chciałam ci przeszkadzać. - Nie do końca nawet zdawała sobie sprawę z tego, co tutaj robił, to nie były dziedziny magii, które kiedykolwiek jakoś mocno ją interesowały, nie miała odpowiedniej wiedzy, aby mu pomagać, a też nie chciała go odrywać od tego zajęcia, bo wiedziała, iż jest to dla niego istotne. Ambroise mocno zaangażował się w to, aby ich dom był bezpieczny. Wziął na siebie tę odpowiedzialność, trochę jej było głupio, że nie miała w to nawet drobnego wkładu, ale zdawała sobie sprawę, że w tym przypadku mogła tylko zaszkodzić. Nie udowadniała, że potrafi sobie radzić z każdą dziedziną magii, bo tak nie było.
Obserwowała ruch jego dłoni w powietrzu, obrazował jej odpowiednio to, co zamierzał zrobić, doceniała to, że jej nie zbywał, tylko tłumaczył to wszystko. To wiele dla niej znaczyło. Nigdy nie machał ręką, tylko opowiadał o kolejnych krokach tego, co zamierzał. Nawet jeśli nie do końca to wszystko rozumiała.
Yaxley wiedziała, że decyzja którą podjęła mogła wpłynąć na ich dalsze życie. Wplątała w to swojego ukochanego, który zareagował, gdy znalazła się w niebezpieczeństwie. Uratował ją, zresztą nie pierwszy raz. Doceniała jego wsparcie, ale trochę była na siebie zła, że to na nim wymusiła. Miała świadomość, że nie chciał się w to wszystko mieszać, a przez nią został postawiony pod ścianą. Mogli ich powiązać z jedną ze stron konfliktu mimo, że oficjalnie nie opowiedzieli się po żadnej z nich. Ktoś mógł ich rozpoznać, co mogło się dla nich nie skończyć dobrze. Zdawała sobie z tego sprawę. Wolała nawet nie myśleć o tym, jak wiele konsekwencje mogło przynieść tamto zachowanie. Przez nie teraz musieli się pilnować nieco bardziej, bo tak naprawdę nie mieli świadomości co do tego, czy kiedyś w nich to znowu nie uderzy. Była zła na siebie o to, że kierowała się instynktem, wiedziała przecież, że to bywa zdradliwe, a i tak dała się ponieść.
- Zostanę, będę ci towarzyszyć. - Może było tutaj nieco chłodno, ale jej to nie przeszkadzało. Była przyzwyczajona do różnych warunków atmosferycznych, zimno nie było jej straszne, do tego zadbała o to, aby ubrać się odpowiednio do panującej na zewnątrz temperatury. Chciała z nim zostać, chociaż tyle mogła dla niego zrobić. Może nie umiała pomóc mu w tym, co robił, ale mogła przy nim po prostu być. To wiele dla niej znaczyło. Lubiła, kiedy robili rzeczy razem. Sprawiało jej to przyejmność, miała dzięki temu wrażenie, że faktycznie są we wszystkim razem, nawet jeśli nie miała na to, co się działo zbyt wielkiego wpływu.
Wypuściła go w końcu ze swojego uścisku, bo dzięki temu miał szansę zająć się tym, co zostało mu do zrobienia. Wsunęła obie ręce głęboko w kieszenie swojego płaszcza. Nie miała wątpliwości ku legalności tego co robił, te zabezpieczenia nie wydawały jej się być związane z czymś, czego nie powinien robić, przynajmniej oficjalnie. Zresztą znała go na tyle, że wiedziała, że nie chciałby, żeby powiązano ich z czymś nieodpowiednim. Byli bardzo ostrożni, kiedy przychodziło o te mniej dozwolone praktyki.
- Możesz mi opowiedzieć o tym coś więcej, być może też będę mogła się w to zaangażować. - Chociaż trochę go odciążyć, bo wydawało jej się, że ostatnio zbyt wiele ma na swoich barkach, a mieli przecież się wspierać, tworzyć to wszystko razem. Nie chciała stać z boku, kiedy on wykazywał takie ogromne zaangażowanie. Może nie była specjalnie biegła w tych wszystkich rytuałach, czy zaklęciach, ale całkiem szybko się uczyła, pewnie z czasem nabrałaby wprawy i faktycznie potrafiłaby go wspierać.
Nie była oporna na zdobywanie wiedzy, przy nim nauczyła się nawet rozpoznawać niektóre rośliny, do czego raczej kiedyś podchodziła lekkomyślnie, nie przejmowała się nigdy bowiem tymi dziedzinami magii. Zdarzało jej się nawet przyglądać jak tworzył eliksiry, chociaż kiedyś broniła się przed tym rękoma i nogami i uważała to za stratę czasu. Wydawało jej się, że mają sobie nadal wiele do zaoferowania, bo dziedziny w których byli biegli bardzo się od siebie różniły. Dawali i brali od siebie nawzajem, co było całkiem zdrowym rozwiązaniem. Właściwie razem mogli zdobyć świat, faktycznie coraz bardziej czuła taką pewność. Mało kto byłby w stanie im zagrozić, kiedy się wspierali.
Nawet ten styczniowy atak pokazał, że nie tak łatwo jest wykończyć jedno z nich. Może nie był to szczególnie dobry przykład, chociaż idealnie pokazywał to, że gdy znajdowali się u swojego boku to druga strona mogła czuć się bezpiecznie. Byli w stanie dla siebie przekroczyć chyba każdą możliwą granicę.