W tych jego rozważaniach było nieco prawdy. Yaxleyówna nigdy nie zakładała bowiem, że zostanie Gryfonką, była niemalże pewna, że tak jak wszyscy inni członkowie jej rodziny trafi do Slytherinu, tiara jednak zrobiła jej sporą niespodzankę i praktycznie od razu stwierdziła, że ma trafić do domu Godryka. Nie, żeby jej to jakoś bardzo przeszkadzało, przez te kilka lat, które chodziła do szkoły stwierdziła, że nigdzie indziej nie odnalazłby się tak dobrze. Zdecydowanie nie brakowało jej gryfońskiej głu... odwagi, odwagi, o odwagę chodziło.
- Od razu wypędza, spójrz tylko na Irytka, żyje sobie w Hogwarcie i ma tutaj jak pączek w maśle, pewnie trafiłabym na równie atrakcyjne miejsce. - Oczywiście nie zakładała, że ktokolwiek mógłby chcieć ją wypędzić skądkolwiek. Na pewno szybko zaprzyjaźniłaby się z pozostałymi lokatorami, no chyba, że trafiłaby na kogoś jego pokroju, wtedy mogłoby być naprawdę ciężko. Tak, niektórzy ludzie byli okropnie irytujący.
- Nie krępuj się, nic cię nie ogranicza. - Tak, mogłaby go zachęcić do tego, aby spróbował ją zabić, to mogłoby być całkiem ciekawe doświadczenie. Nie miała z tym najmniejszego problemu, mimo swojego młodego wieku była całkiem pewna swoich umiejętności, od najmłodszych lat bowiem ćwiczyła najróżniejsze dyscypliny walki, wydawało jej się, że nie ma możliwości, aby jej ciało ją zawiodło. Było jej świątynią, miała świadomość, że wiele w jej życiu zależało od tego w jakiej będzie formie, więc dużo czasu poświęcała na najróżniejsze treningi. Miała się przecież kiedyś stać dosłownie maszyną do zabijania potworów, musiała być pewna, że poradzi sobie ze wszystkimi z nich, a ludzie to przecież były najstraszniejsze bestie.
Yaxleyówna sama nie była w stanie przewidzieć swojego ewentualnego zachowania. Reagowała bezmyślnie na wszystko, co działo się wokół niej. Nigdy nie zastanawiała się szczególnie nad tym co robiła, ani nad tym, jakie mogła ponieść konsekwencje. Nie przeszkadzało jej to jakoś specjalnie w egzystencji, chociaż kilka razy oberwała nieco mocniej niż zakładała. Większość ran jednak dało się uleczyć, raczej nie tak łatwo było zabić drugiego człowieka, szczególnie w szkole. Chętnie więc prowokowała, żeby sprawdzić na ile może sobie pozwolić, jak wyglądają granice innych uczniów. Testowała ich w ten sposób.
Obecność Marty zamiast jej pomóc przyniosła więcej szkód. Duch zachowywał się bowiem chyba jeszcze gorzej, niż zazwyczaj. Ger wcale nie dziwiło to, że to akurat ona wtedy umarła. Musiała kogoś naprawdę mocno wkurwić, ciekawe jak to zrobiła, w sumie co trzeba zrobić, żeby faktycznie ktoś postanowił cię zabić? Hmm, może powinna dołączyć takie próby do swoich testów, chociaż lepiej nie, zdecydowanie wolałaby nie skończyć tak jak Marta.
- Nie wiem dlaczego się tak oburzasz, skoro przecież tak to wygląda. Nie możesz stąd wyjść, nie możesz opuścić tej łazienki, jakby nie patrzeć stałaś się elementem tego kibla. - Wzruszyła jeszcze ramionami, Zamierzała wyjaśnić duchowi, jak to wygląda, bo najwyraźniej nie do końca potrafiła to dostrzec. Była częścią tej łazienki, czy jej się to podobało, czy nie. Dlaczego nikt jej wcześniej tego nie wyjaśnił?
- Chyba twoje. - Oburknęła jeszcze do chłopaka, a nawet pokazała mu język. Zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka, w sumie chyba nią po prostu była.
Miała w nosie to, że może jeszcze bardziej uruchomić Martę, przynajmniej nie musiała się skupiać na tym typie, który też ją irytował. Widok wkurzonego ducha jej to wynagradzał, śmiesznie wyglądała, kiedy traciła nad sobą kontrolę, szkoda, że przy tym tak głośno się darła. Mogłaby im oszczędzić tych dodatkowych efektów dźwiękowych.
- Olivia Hornby cię zabiła? - Nie miała pojęcia kim była ta dziewczyna, ale w sumie z każdą mijającą minutą chyba rozumiała, jakie mogła mieć ku temu powody. Brawo Olivia, szkoda tylko, że zostawiła ten problem w szkole, bo teraz oni byli skazani na obecność Marty.
- Och, może jestem jej kolejnym wcieleniem, teraz będę tutaj przychodzić dopóki nie skończę szkoły, żeby mieć pewność, że się za bardzo nie nudzisz. - Tak, najwyraźniej chciała ją wkurzyć, miała dzisiaj gorszy dzień i zdecydowanie szukała zaczepki.
- Jak ona cię zabiła? Udusiła? Rzuciła zaklęcie, coś innego? - Nie miała pojęcia, czy Marta w ogóle pamięta swoją śmierć, ale warto było o to zapytać.