Kolejna smutna historia do dopisania w życiorysie. Opowieść, którą wtłaczasz na kartki własnej biografii. Jedna z wielu - czy ta też miała być zaginioną stronicą wśród tych tomiszczy? Laurent najchętniej pamiętałby je wszystkie, ale tak się nie dało funkcjonować. Kiedy już załamywałeś ręce nad wszystkimi wokół, to przecież musiałeś też pochylić się nad sobą samym. Coraz częściej sądził, że powinien się bardziej na tym skupić. Żeby spoglądać na siebie, a nie wszystkich dookoła. Chciał dla bliskich dobrze, chciał dla całego świata dobrze! Zaczynał widzieć jednak bardzo wyraźnie, że tak się nie dało żyć. A przynajmniej nie dało się żyć zbyt długo.
Przesunął palcem po filiżance, przyjmując słowa kuzyna w ciszy. Zawsze miał komentarz na większość rzeczy, ale tutaj czuł niemoc i niechęć do wypowiedzenia prostego "przykro mi". Basilius znał go na tyle dobrze, żeby wiedzieć jak niewielu innych, że przykro mu było. Pozwolił sobie na tę dozę ciszy, bo w jego towarzystwie czuł się komfortowo. Oto byli - w niewielkiej, bezpiecznej przestrzeni, chociaż była publiczna. Wystarczyło jednak, żeby mieć doktora Prewett po drugiej stronie stołu. Stracić kogoś bliskiego tak, by już więcej nie otworzył oczu - jakie to było realne w czasach, w których żyli. Czasem zastanawiał się, czy znieczulenie nie było najlepszym, bo najprostszym, rozwiązaniem tych problemów.
Uniósł wzrok na kuzyna i rozchylił usta, gotów kłamać, wymigiwać się, manipulować, żeby się z tego wykręcić. Mógł, prawda? Na pewno mógł próbować. Czy chciał? Jak daleko można było sunąć na kłamstwach, szczególnie wobec bliskich, których wcale nie chciało się od siebie odcinać? Niedaleko. Z drugiej strony czy można zawieść kogoś oczekiwania, nie spełnić obietnic o sekretach? Nie wiedział. Nie znał odpowiedzi na te pytania, nie tu i teraz.
- Miałem małe załamanie nerwowe po tym jeziorze, zraniłem się, straciłem trochę krwi, ale... już wszystko dobrze, jak widzisz. Po prostu... trochę mojej głupoty. - Bardzo dużo jego głupoty, bo przecież nikt normalny nie kusi sobą wampira. Ale Laurent to zrobił z myślą, że może łatwiej byłoby zamknąć oczy na wieki. A jednak nie. Wcale nie byłoby łatwiej. Laurent naprawdę chciał żyć. - Tak. Sprawa została załatwiona po cichu, nie chciałbym rozgłosu w mediach, że New Forest jest celem kolejnych ataków po tym, jak Śmierciożercy się tam pojawili.