02.11.2024, 21:43 ✶
Sam zamysł meblościanek wydawał się nawet mu całkiem zgrabny i sprytny. Problem tkwił natomiast w tym, że za tym całkiem zgrabnym i sprytnym zamysłem nie szła jakakolwiek artystyczna wizja, lub chociaż odrobina gustu. Może kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przyszłości, meblościanki przepotwarzą się z kąciastych gąsienic w barwne motyle, ale to najwyraźniej nie był jeszcze ten moment historii.
– Nie mówię, że nigdy nigdzie nie powstanie estetyczna meblościanka, ale to tak samo jak nie mówię, że nigdy nie będzie wyraźnie nie-rudego Weasleya. Szanse niby są, ale na obecny moment raczej nie zbyt duże – odpowiedział w końcu. – No i na świecie jednak łatwiej o ładne regały. Większy wybór. Uwierz mi moja droga, nie pożałujesz jeśli posłuchasz się mojej rady.
Prawdę mówiąc Jonathan nie za bardzo mógł krytykować Monę w jej wyborach miłosnych, bo sam raczej nie podejmował zawsze najlepszych. Z drugiej strony jednak łatwiej było widzieć niepokojące oznaki u kogoś w kim nie było się zauroczonym.
– Jesteś pewna? Na pewno nie miał nic wspólnego z żadnym prowadzeniem kasyn, lub organizowaniem wyścigów konnych? Nawet mniej oficjalnie? Chociaż może masz rację. Może rzeczywiście zbyt krytycznie oceniam jego rodzinę.– Powinien nie lubić Icarusa za to co zrobił Monie, a nie że jego rodzina nieco za bardzo lubiła pokera. Zmarszczył brwi. – Rzeczywiście kojarzę, że twój ojciec coś kiedyś na nich narzekał, ale już nie pamiętam dlaczego.
Na jej ostatnie słowa Jonathan po prostu uniósł brwi do góry. No cóż... On nie odpisywał na listy od swojego kochanka, bo w ramach rozstania tamten złamał mu żebro. A jaki powód miał niby Icarus?
– Hm... Często przebywa w tamtym barze? Może tam się z nim skonfrontuj? – zaproponował, upijając niewielki łyk alkoholu. – Bar jest też o tyle dobrym miejscem, że zawsze można dramatycznie tam oblać kogoś jakimś napojem i to jeszcze przy ludziach. – Ale jak można było w ogóle tak potraktować Monę? – Chociaż nie wiem, czy będzie miał cokolwiek mądrego do powiedzenia, bo to że nie odpisywał na twoje listy, można porównać tylko do tego jakby po niebie leciał właśnie opalooki antypodzki, a ktoś patrzyłby się uparcie w błoto pod nogami.
– Nie mówię, że nigdy nigdzie nie powstanie estetyczna meblościanka, ale to tak samo jak nie mówię, że nigdy nie będzie wyraźnie nie-rudego Weasleya. Szanse niby są, ale na obecny moment raczej nie zbyt duże – odpowiedział w końcu. – No i na świecie jednak łatwiej o ładne regały. Większy wybór. Uwierz mi moja droga, nie pożałujesz jeśli posłuchasz się mojej rady.
Prawdę mówiąc Jonathan nie za bardzo mógł krytykować Monę w jej wyborach miłosnych, bo sam raczej nie podejmował zawsze najlepszych. Z drugiej strony jednak łatwiej było widzieć niepokojące oznaki u kogoś w kim nie było się zauroczonym.
– Jesteś pewna? Na pewno nie miał nic wspólnego z żadnym prowadzeniem kasyn, lub organizowaniem wyścigów konnych? Nawet mniej oficjalnie? Chociaż może masz rację. Może rzeczywiście zbyt krytycznie oceniam jego rodzinę.– Powinien nie lubić Icarusa za to co zrobił Monie, a nie że jego rodzina nieco za bardzo lubiła pokera. Zmarszczył brwi. – Rzeczywiście kojarzę, że twój ojciec coś kiedyś na nich narzekał, ale już nie pamiętam dlaczego.
Na jej ostatnie słowa Jonathan po prostu uniósł brwi do góry. No cóż... On nie odpisywał na listy od swojego kochanka, bo w ramach rozstania tamten złamał mu żebro. A jaki powód miał niby Icarus?
– Hm... Często przebywa w tamtym barze? Może tam się z nim skonfrontuj? – zaproponował, upijając niewielki łyk alkoholu. – Bar jest też o tyle dobrym miejscem, że zawsze można dramatycznie tam oblać kogoś jakimś napojem i to jeszcze przy ludziach. – Ale jak można było w ogóle tak potraktować Monę? – Chociaż nie wiem, czy będzie miał cokolwiek mądrego do powiedzenia, bo to że nie odpisywał na twoje listy, można porównać tylko do tego jakby po niebie leciał właśnie opalooki antypodzki, a ktoś patrzyłby się uparcie w błoto pod nogami.