Kolejne zaklęcie zadziałało i wyglądało na to, że wszystko miało zakończyć się pomyślnie. Maź, pozostałość po przeklętym rytuale, zbierała się w sobie, kupiła i zapadała się w runie. Kącik ust Jaspera uniósł się delikatnie, gdy oczy obserwowały nieuchronny koniec magicznej paskudy, ale ręką, trzymająca różdżkę, nie opadła. To nigdy nie był dobry pomysł - opuścić różdżkę, zanim wszystko się skończy. Magia, a przede wszystkim klątwy, były nieprzewidywalne. Zawsze należało być gotowym na wszystko.
Krzyku się nie spodziewał. Kąciki ust opadły w jedną sekundę, różdżka drgnęła lekko w dłoni, żeby zacisnęły się, gdy maź znów zaczęła się scalać. Był gotowy użyć kolejnych zaklęć.
Nie spodziewał się jednak krzyku.
Krzyk wdarł się do jego wnętrza jeszcze zanim chłopak zdążył zasłonić uszy.
Czuł go całym swoim jestestwie. Całym ciałem i całą duszą. Czuł, jakby krzyk go otaczał, osaczał i wykrzykiwał mu wszystkie swoje męki, ale głosy nakładały się na siebie i przekrzykiwały jeden drugiego, czyniąc słowa niesłyszalnymi.
Na szczęście nie trwały to długo i zapadła cisza. Cisza, która nie przyniosła ukojenia, bo krzyk pozostawił w duszy pustkę i wspomnienie makabry. Cisza, przez którą dzwonienie w uszach było jeszcze bardziej irytujące.
Grymas pojawił się na twarzy Jaspera, gdy poczuł, jakby jego żołądek właśnie wykonał perfekcyjne salto. Odsunął dłonie, pokręciła głową i kilka razy poklepał się po uszach, jakby to miało pomóc z tym irytującym dzwonieniem.
-"Paskuda" to mało powiedziane - odpowiedział, a jego głos zabrzmiał dla niego jakoś dziwnie. -Wszystko w porządku?