02.11.2024, 22:23 ✶
Warknął pod nosem, nie miał co oczekiwać pomocy od pozostałej trójki w tej chwili, po prostu cudownie, miał na rękach umierającą kobietę, jeszcze przed chwilą mającą oblicze nawiedzającej go w snach i na jawie Ziemi, jasnego punktu pośród otaczającego go mroku. Rozerwane na strzępy serce nadal nie było w stanie tego pojąć, że to nie ona. Teraz jednak przypominała te, która była powodem jego obecności tutaj. Co było prawdą? Co było kłamstwem?
Czuł jak targaj nim emocje, które wzbierają za szczelnie postawionymi murami jakimi się otaczał. Nie mógł opanować serca, które szarpało mu krtań z mieszaniny strachu, wściekłości i rozpaczy. W oczach odbijając mu obłęd, lęk i łaknienie krwi. Cyz tak skończą? Skacząc sobie do gardeł? Skoro już zaczęli...
A może uciec, to przecież nie byłą jego walka, mógł stąd uciec, miał powód by żyć, by nie umierać tutaj... Ale nie mógł, poczucie obowiązku i chęci pomocy innym buntowało się, strach schodził na dalszy plan. Gdyby teraz ich porzucił to nigdy nie mógłby spojrzeć na siebie i ze sobą wytrzymać.
Przerwał bo nagle ciało kobiety wygięło się tak, jakby ktoś ją trafił jakimś zaklęciem, w uszach wibrował mu jej krzyk, budzący grozę i przerażenie. A on sam nie wiedział co zrobić, jak jej pomóc czy ulżyć. Bez różdżki nie potrafił zrobić nic, z różdżką w sumie byłoby podobnie, dlatego po prostu ją trzymał.
- To nie on, ona... Przyszła go pokonać - zapewnił, ale w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie jest taki pewny. Odłączył się od nich, nie widział ich długi czas, bo pędził za nieprawdziwą Millie. Ale czy naprawdę to była Ger? Przecież Ger leżała tutaj i potrzebowała pomocy... nie widział ich cały czas, czy to naprawdę byli ci z którymi tutaj przyszedł? Nie mogło być dwóch Geraldine jak nie mogło tu być Millie. Czuł niepokój, niczym zwierzę osaczone w swojej jamie, bez możliwości ucieczki. Nie mogło być dwóch Yaxley - Ambroise, kurwa! Chodź tu i jej pomóż, ONA UMIERA! - zawył czując się osaczony, w pułapce bez wyjścia z drapieżnikiem zbliżającym się coraz bardziej. - Wytrzymaj, ja muszę znaleźć różdżkę - powiedział chcąc przekazać Greengrasowi ranną. Nie znał się na leczeniu, nie mógł uratować jej życia, to magomedyk był jej jedyną nadzieją. Thomas za to potrzebował różdżki, jakkolwiek nie chciał jej zostawiać, wciąż niepewny kim jest kobieta. Potrzebował jej by walczyć, by się móc bronić. Bez niej czuł się jakby brakowało mu kończyny, niczym wilk trójłapy...
Percepcja ◉◉○○○ - Odszukanie różdżki
Czuł jak targaj nim emocje, które wzbierają za szczelnie postawionymi murami jakimi się otaczał. Nie mógł opanować serca, które szarpało mu krtań z mieszaniny strachu, wściekłości i rozpaczy. W oczach odbijając mu obłęd, lęk i łaknienie krwi. Cyz tak skończą? Skacząc sobie do gardeł? Skoro już zaczęli...
A może uciec, to przecież nie byłą jego walka, mógł stąd uciec, miał powód by żyć, by nie umierać tutaj... Ale nie mógł, poczucie obowiązku i chęci pomocy innym buntowało się, strach schodził na dalszy plan. Gdyby teraz ich porzucił to nigdy nie mógłby spojrzeć na siebie i ze sobą wytrzymać.
Przerwał bo nagle ciało kobiety wygięło się tak, jakby ktoś ją trafił jakimś zaklęciem, w uszach wibrował mu jej krzyk, budzący grozę i przerażenie. A on sam nie wiedział co zrobić, jak jej pomóc czy ulżyć. Bez różdżki nie potrafił zrobić nic, z różdżką w sumie byłoby podobnie, dlatego po prostu ją trzymał.
- To nie on, ona... Przyszła go pokonać - zapewnił, ale w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie jest taki pewny. Odłączył się od nich, nie widział ich długi czas, bo pędził za nieprawdziwą Millie. Ale czy naprawdę to była Ger? Przecież Ger leżała tutaj i potrzebowała pomocy... nie widział ich cały czas, czy to naprawdę byli ci z którymi tutaj przyszedł? Nie mogło być dwóch Geraldine jak nie mogło tu być Millie. Czuł niepokój, niczym zwierzę osaczone w swojej jamie, bez możliwości ucieczki. Nie mogło być dwóch Yaxley - Ambroise, kurwa! Chodź tu i jej pomóż, ONA UMIERA! - zawył czując się osaczony, w pułapce bez wyjścia z drapieżnikiem zbliżającym się coraz bardziej. - Wytrzymaj, ja muszę znaleźć różdżkę - powiedział chcąc przekazać Greengrasowi ranną. Nie znał się na leczeniu, nie mógł uratować jej życia, to magomedyk był jej jedyną nadzieją. Thomas za to potrzebował różdżki, jakkolwiek nie chciał jej zostawiać, wciąż niepewny kim jest kobieta. Potrzebował jej by walczyć, by się móc bronić. Bez niej czuł się jakby brakowało mu kończyny, niczym wilk trójłapy...
Percepcja ◉◉○○○ - Odszukanie różdżki
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Slaby sukces...