- Nie, nie, nie, ja tylko rozważam różne opcje, nie nadążasz za mną kolego. - Nie miała pojęcia, jak się nazywa, więc stwierdziła, że uzna go za kolegę, to było chyba w miarę optymalnym podejściem. Mógłby powiedzieć, że nie są kolegami, ale wtedy pewnie by coś całkiem zgrabnie odpyskowała, zawsze były jakieś opcje na odgryzienie się.
- Nie lubię podejmować decyzji pochopnie, tutaj trzeba rozważyć wszystkie opcje. - Tak, jasne, próbowała po prostu jakoś wyjść z twarzą ze swojego niezdecydowania, tak właściwie to sama się zaczęła gubić w zeznaniach, ale mniejsza o to, nie miała zamiaru się tym przejmować. To nie był na to odpowiedni czas.
Nie mógł o tym wiedzieć, ale Geraldine nie bała się śmierci, nie martwiło ją to, co jest po drugiej stronie. Wiedziała, że może umrzeć dosyć szybko, nie miała nic przeciwko temu, nie bała się tego, że może nagle odejść, w przypadku drogi, którą zamierzała podążać było to całkiem prawdopodobne. Oswoiła się z tym, że dosyć szybko może kopnąć w kalendarz, w sumie pewnie nie zostałaby duchem, tylko ruszyła dalej chuj jeden wie, gdzie właściwie.
- Serio, myślisz, że ona byłaby w stanie kogoś zabić? - Roześmiała się w głos, bo co jak co, ale Marta zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto mógłby zrobić krzywdę komukolwiek. Na pewno nie jej, heh. Nie bała się duchów, właściwie to nie bała się chyba niczego, co nie było do końca zdrowym podejściem, ale można było już wcześniej zauważyć, że brakuje jej rozsądku.
- Prędzej ja ujebię bahankę. - Nie potrafiła się zamknąć, za każdym razem musiała mieć ostatnie słowo, była to naprawdę dziwna przypadłość, ale funkcjonowała dokładnie w ten sposób od lat. Nie wiedziała kiedy wypadało odpuścić, było wielce prawdopodobne, że nigdy nie nabierze ogłady, chociaż może, kiedyś przy kimś będzie się w stanie ogarnąć? Niedoczekanie.
Geraldine przewróciła oczami, czy naprawdę obchodziło ją ile ten duch miał lat? No nie. Miała to w głębokim poważaniu, chociaż może była jeszcze jakaś nadzieja dla innych uczniów Hogwartu, dla kolejnych pokoleń, że z czasem się nieco uspokoi i nie będzie taka irytująca.
- Skąd to wiesz? - Przeniosła spojrzenie na Ambroisa, czy odbywał już jakąś rozmowę z Martą, czy może grzebał w tym temacie? Kto go tam wiedział. Tak właściwie, to wychodziło, że wcale nie umarła tak dawno, to była dosyć świeża sprawa. Może jej morderca czaił się gdzieś jeszcze i szukał kolejnej ofiary? To byłoby ciekawe.
- To ciekawe, czemu teraz płaczesz i jęczysz, duchy przecież nie mają uczuć. - Tak, nie zamierzała się zatrzymywać, skoro już zaczęła ją denerwować to brnęła nadal przed siebie niczym taran, taka już była Yaxleyówna.
- Chyba coś kłamiesz, nikt nie ma oczu w takim kolorze... - Chyba, że to nie był człowiek, cóż, tylko niby jakim cudem jakaś bestia miałaby się dostać do Hogwartu, skoro był najbardziej bezpiecznym miejscem w Wielkiej Brytanii? Czerwono-złote oczy... otworzyła bestariusz który miała w swojej głowie, żeby zacząć szukać odpowiedzi na pytanie, jakie zwierzęta mogą mieć taki kolor ślepi.