21.01.2023, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 21:35 przez Mavelle Bones.)
„Zbędne ruchy” to pojęcie dość szerokie, zwłaszcza gdy nie było się znakomicie zaznajomionym z miotłami i ich upodobaniem. Stąd też dla Mav zabrzmiało to jak „zamień się w kamień i ani drgnij” – bo chyba tylko to tak naprawdę gwarantowało brak zbędnych ruchów. Tyle że jednocześnie graniczyło z niemożliwością, jeśli wziąć pod uwagę, iż nie można było pozostawić drugiej miotły samej sobie.
Wręcz strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby odpuścić i pozwolić jej lecieć, gdzie tylko zapragnie. Zwłaszcza że była brygadzistką, wybitnie nie wypadało dopuszczać do zakłócenia ustalonego porządku świata, polegającego na zdradzeniu istnienia magii mugolom.
- Postaram się – obiecała szczerze; bardzo głupio by wyszło, gdyby okazało się, że przez nieopatrzny ruch, cała ta wręcz akrobatyka okazała się wybitnie niepotrzebna; już pół biedy, gdyby sama kiepsko skończyła, niemniej teraz narażałaby kogoś innego.
- Dobra, to próbuję, oby tylko nie zaczęła wierzgać jak jakiś koń – mruknęła, po czym wycelowała w miotłę różdżką i wypowiedziała zaklęcie.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Ku zdumieniu kobiety niemal wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak. Choć tyle, że różdżka nie postanowiła wybuchnąć czy wypuścić kłęby gęstego dymu; zamiast lin, mających za zadanie opleść oszalałą miotłę, pojawiły się jedynie nici – na pierwszy rzut oka kojarzące z tymi, które pomagały dbać o porządek w uzębieniu. Zaklęła cicho pod nosem, mamrocząc też coś o cholernych miotłach – choć może nie powinna, może właśnie kolejną prowokowała do zbieszenia się? - przez które zaklęcia nie chciały wychodzić, jak należy. Właściwie stanowiło to też swego rodzaju ujmę na honorze, no bo jak to – była przecież całkiem niezła w kształtowaniu, a tu taki klops!
- … jeszcze raz – uprzedziła Mackenzie na wszelki wypadek dając znać, iż nie zamierzała składać różdżki po jednym niepowodzeniu. Po kolejnym zresztą też nie; była gotowa rzucać zaklęcie aż do skutku.
Lub do wybuchnięcia różdżki. Czy coś.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Tym razem wystrzeliły trzy liny, które owinęły się wokół miotły, zdecydowanie utrudniając jej dalszy lot w upatrzoną stronę. Ich końców nie zdecydowała się już związać wokół siebie czy też z miotłą Mackenzie, obawiając się, iż zaklęty – przeklęty – wehikuł zacznie stawiać taki opór, iż związanie wyjdzie kobietom bokiem. Dosłownie i w przenośni. Stąd też uznała za bezpieczniejsze trzymanie ich; w ten sposób mogła w każdej chwili doprowadzić do rozdzielenia.
Szczegół, że wtedy już nie miałaby skrupułów przed całkowitym zniszczeniem miotły.
W trakcie lotu ku ziemi mogła trochę odetchnąć, ale tylko trochę – dopiero gdy poczuła pod stopami pewny grunt, kobietę zalała fala ulgi. Przeżyła. Być może kiedyś z tego będzie się śmiać, jednakże w tej chwili po prostu skończył się najprawdziwszy horror. Wcale nie musiała iść – jak widać – do mugolskiego kina, żeby taki przeżyć…
Zeszła z miotły, choć nie tak od razu – potrzebowała chwili na złapanie paru oddechów – po czym spojrzała na swą wybawicielkę.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem wdzięczna za pomoc – wyrzekła z wdzięcznością w głosie – Widzę ci przeogromną przysługę...
Wręcz strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby odpuścić i pozwolić jej lecieć, gdzie tylko zapragnie. Zwłaszcza że była brygadzistką, wybitnie nie wypadało dopuszczać do zakłócenia ustalonego porządku świata, polegającego na zdradzeniu istnienia magii mugolom.
- Postaram się – obiecała szczerze; bardzo głupio by wyszło, gdyby okazało się, że przez nieopatrzny ruch, cała ta wręcz akrobatyka okazała się wybitnie niepotrzebna; już pół biedy, gdyby sama kiepsko skończyła, niemniej teraz narażałaby kogoś innego.
- Dobra, to próbuję, oby tylko nie zaczęła wierzgać jak jakiś koń – mruknęła, po czym wycelowała w miotłę różdżką i wypowiedziała zaklęcie.
rzut na kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ku zdumieniu kobiety niemal wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak. Choć tyle, że różdżka nie postanowiła wybuchnąć czy wypuścić kłęby gęstego dymu; zamiast lin, mających za zadanie opleść oszalałą miotłę, pojawiły się jedynie nici – na pierwszy rzut oka kojarzące z tymi, które pomagały dbać o porządek w uzębieniu. Zaklęła cicho pod nosem, mamrocząc też coś o cholernych miotłach – choć może nie powinna, może właśnie kolejną prowokowała do zbieszenia się? - przez które zaklęcia nie chciały wychodzić, jak należy. Właściwie stanowiło to też swego rodzaju ujmę na honorze, no bo jak to – była przecież całkiem niezła w kształtowaniu, a tu taki klops!
- … jeszcze raz – uprzedziła Mackenzie na wszelki wypadek dając znać, iż nie zamierzała składać różdżki po jednym niepowodzeniu. Po kolejnym zresztą też nie; była gotowa rzucać zaklęcie aż do skutku.
Lub do wybuchnięcia różdżki. Czy coś.
rzut na kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Tym razem wystrzeliły trzy liny, które owinęły się wokół miotły, zdecydowanie utrudniając jej dalszy lot w upatrzoną stronę. Ich końców nie zdecydowała się już związać wokół siebie czy też z miotłą Mackenzie, obawiając się, iż zaklęty – przeklęty – wehikuł zacznie stawiać taki opór, iż związanie wyjdzie kobietom bokiem. Dosłownie i w przenośni. Stąd też uznała za bezpieczniejsze trzymanie ich; w ten sposób mogła w każdej chwili doprowadzić do rozdzielenia.
Szczegół, że wtedy już nie miałaby skrupułów przed całkowitym zniszczeniem miotły.
W trakcie lotu ku ziemi mogła trochę odetchnąć, ale tylko trochę – dopiero gdy poczuła pod stopami pewny grunt, kobietę zalała fala ulgi. Przeżyła. Być może kiedyś z tego będzie się śmiać, jednakże w tej chwili po prostu skończył się najprawdziwszy horror. Wcale nie musiała iść – jak widać – do mugolskiego kina, żeby taki przeżyć…
Zeszła z miotły, choć nie tak od razu – potrzebowała chwili na złapanie paru oddechów – po czym spojrzała na swą wybawicielkę.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem wdzięczna za pomoc – wyrzekła z wdzięcznością w głosie – Widzę ci przeogromną przysługę...
466/2102