Czasami się zastanawiał, jak to się stało, że otaczało go tylu aurorów i brygadzistów, ale potem sądził, że może nie warto pytać. Może warto się cieszyć. Brak pytań nie do końca był w manierze Laurenta. Co innego powstrzymywać się przy obcych, co innego powstrzymywać swój umysł w tym zaciszu, w którym się aktualnie znajdujesz. Tylko ty i twój piękny umysł. Albo tylko ty i twoja zupełnie zepsuta jaźń. Cieszyło go to, bo przy tym, co się ostatnio działo czuł się chociaż trochę bezpieczniej. Minimalnie. Nie wtykał jednak nosa w to, jak przebiegały śledztwa i co się działo. Tutaj to niepytanie było wręcz intencjonalne. Nie na darmo mówią, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
- Nie... na szczęście żadnych więcej mężczyzn z... nożami i strzelbami. - Strzelbami? Tak, Victoria już go o to pytała, kiedy przyszedł jej zgłosić ten incydent do biura aurorów. Nie pierwszy, jak się okazywało. Najwyraźniej śledztwo tkwiło w martwym punkcie, po mordercy nigdzie nie było śladu. Laurent się wzdrygnął i trochę nienaturalnie naprostował na tym krześle, kiedy jego myśli zabłąkały się do tamtych wspomnień.
- Hmm... chyba nie. Egzotyczny wygląd to trochę za mało, żebym tak śmiało stawiał taką teorię. - Powiedział to po obejrzeniu jaszczura z paru stron. Któremu trochę się nie spodobało to przewracanie go i rozdziawił paszczę, ewidentnie gotowy ugryźć go w palec. Tak, przerażający jesteś, kolego. Chyba gdyby nie widmo wspomnienia mordercy ze snów to nawet by się uśmiechnął do swojej myśli. - Natomiast magia potrafi być czasem bardzo nieoczywista. Piszczyskoczki przypominają do złudzenia skoczki pustynne, a różnice są subtelne. - Zresztą nie trzeba nawet szukać tak daleko - koty Figgów. Zwykły kot na pierwszy rzut oka. Dopiero przy badaniu go można się zorientować, że nie taki zwykły, jak go malują. Zresztą Diva, która smacznie sypia z Dumą, też wydaje się zwykłym kotem na pierwsze spojrzenie. - Jeśli przez taki czas nie pokazały żadnych dziwnych właściwości to chwilowo założę, że to jednak niemagiczne jaszczurki. - Powoli odłożył jaszczurkę z powrotem do jej współbraci i zdjąć rękawice. Wsunął okulary na nos i otworzył jedną z ksiąg.
- Skoro tak o tym myślisz to znaczy, że wypoczęłaś. - Trochę stwierdził, a trochę jednak zapytał. - Aaach... tak, miałem okazję odwiedzić Egipt. Również nie chciałbym tam zostać dłużej. Za dużo piasku, za mało wody. - Uśmiechnął się do Brenny znad książki. - Żona mojego ojca pochodzi z Turcji. Ale tam jeździła tylko moja siostra. - To nie to samo, ale w końcu z Turcji do Egiptu nie było już tak daleko.