03.11.2024, 14:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2024, 14:52 przez Brenna Longbottom.)
– Spokojnie, Tommy, wiem, że to nie tak wyglądało i musieliście jakoś zareagować, chodzi mi tylko o to… że to coś, co trzeba sprawdzić – sprostowała Brenna łagodnie, bardzo starając się zachować spokój w tej sytuacji: gdy obiad obrał nieco… nieprzewidziane tory. Jej pierwszym odruchem była chęć wstania i ruszenia za Mabel, ale pocieszenie dziewczynki było zadaniem dla Nory, Thomasa, może Sama: nie dla niej. Ona w tej chwili miała do załatwienia coś innego i było to coś, co zdecydowanie nie powinno czekać. Nie gdy chodziło o dzieciaka oraz dobro Figgów.
Nie wdawała się w przepychanki słowne, nie próbowała wyrykować, co powinno zrobić, a czego nie, i jak wygląda sytuacja – dostała od nich informacje, teraz pozostawało rozejrzeć się w okolicach chaty, porozmawiać z rybakiem, sprawdzić czy jakieś dane na jego temat są w Ministerstwie. Potem może pogadać z chłopcem. To, co miało stać się dalej, i jak bardzo będzie kreatywnie podchodziła do przepisów, zależało już od tego, czego się dowie.
– Ogarniemy to, wpadnę do Ministerstwa, sprawdzę szybko informacje, czy mamy tam kogoś zarejestrowanego, skoczę na… mały wywiad środowiskowy. Erik? Wybacz, braciszku, ale będzie szybciej, jak pójdziesz ze mną, wypełnisz papierki, że niby to dostaliśmy zgłoszenie, a ja polecę w teren.
Klepnęła brata w ramię, podrywając się z miejsca, a potem posłała Norze uśmiech.
– Nie martwcie się, postaramy się, żeby chłopcu nie stała się krzywda – obiecała. A przynajmniej… że wybierze się najlepsze możliwe rozwiązanie. Bo pewna krzywda już się działa, skoro jego matka odeszła: ale żyli w świecie, w którym działy się znacznie gorsze rzeczy. – Uściskajcie ode mnie Mab, spróbuję w najbliższych dniach wpaść do Sama, możecie mu przekazać…
Brenna zgarnęła jeszcze ze stołu wielki kawałek pizzy.
– Na drogę – rzuciła radośnie, jakby nigdy nic, a potem z pizzą (którą szybko pochłaniała, już idąc) w jednym ręku, i drugą ręką trzymając pod ramię brata, skierowała się do wyjścia z mieszkanka Figgów, by teleportować się do atrium Ministerstwa Magii.
Nie wdawała się w przepychanki słowne, nie próbowała wyrykować, co powinno zrobić, a czego nie, i jak wygląda sytuacja – dostała od nich informacje, teraz pozostawało rozejrzeć się w okolicach chaty, porozmawiać z rybakiem, sprawdzić czy jakieś dane na jego temat są w Ministerstwie. Potem może pogadać z chłopcem. To, co miało stać się dalej, i jak bardzo będzie kreatywnie podchodziła do przepisów, zależało już od tego, czego się dowie.
– Ogarniemy to, wpadnę do Ministerstwa, sprawdzę szybko informacje, czy mamy tam kogoś zarejestrowanego, skoczę na… mały wywiad środowiskowy. Erik? Wybacz, braciszku, ale będzie szybciej, jak pójdziesz ze mną, wypełnisz papierki, że niby to dostaliśmy zgłoszenie, a ja polecę w teren.
Klepnęła brata w ramię, podrywając się z miejsca, a potem posłała Norze uśmiech.
– Nie martwcie się, postaramy się, żeby chłopcu nie stała się krzywda – obiecała. A przynajmniej… że wybierze się najlepsze możliwe rozwiązanie. Bo pewna krzywda już się działa, skoro jego matka odeszła: ale żyli w świecie, w którym działy się znacznie gorsze rzeczy. – Uściskajcie ode mnie Mab, spróbuję w najbliższych dniach wpaść do Sama, możecie mu przekazać…
Brenna zgarnęła jeszcze ze stołu wielki kawałek pizzy.
– Na drogę – rzuciła radośnie, jakby nigdy nic, a potem z pizzą (którą szybko pochłaniała, już idąc) w jednym ręku, i drugą ręką trzymając pod ramię brata, skierowała się do wyjścia z mieszkanka Figgów, by teleportować się do atrium Ministerstwa Magii.
Erik i Brenna
Postacie opuszczają sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.