03.11.2024, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2024, 15:41 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte pod pewnymi względami była matką zadziwiająco rozsądną, czego pewnie nie spodziewaliby się po niej przyjaciele i wrogowie – umiała stawiać wymaganiami, ale umiała też zostawiać przestrzeń na własne decyzje. Pod innymi natomiast… no nie dostałaby orderu Rodzica Roku, bo lekkie przepychanki Theo z rodzeństwem ignorowała od zawsze, póki nie zamieniały się w wielką awanturę, bo przecież „to tylko dzieci” albo gdy szło o synów, bo „chłopcy będą chłopcami”. Dlatego lekki przycinek puściła pomimo uszu, jak gdyby wcale nie dostrzegała, że chyba Theo chciał zwrócić jej uwagę na domniemane lenistwo brata…
– Potrzebujesz kremu, kochanie? Mam odpowiedni, możesz go sobie pożyczyć – rzuciła do Jaspera i to całkiem na serio, bo przecież cienie pod oczami to poważna sprawa!!! – Przemęczasz się w banku?
Pewnie przez te cholerne gobliny.
– Mogę zerknąć na twój artykuł, kiedy wrócimy – dorzuciła jeszcze, zarówno dlatego, że była autentycznie ciekawa, jak szły prace syna, jak i dlatego, że znała swoje dziecko i pewne rzeczy robiła już odruchowo: Theo jeszcze poczułby się pominięty, gdyby wykazała zainteresowanie jego bratem, a nim nie. Wprawdzie teraz wszyscy byli już dorośli, ale pewne zwyczaje wchodziły w krew.
Zaraz zresztą Charlotte zapomniała o obiadach, o artykułach, ba, nawet o kremach pod oczy, zbyt zaintrygowana dziwnym zjawiskiem. Ostrożnie dźgnęła lustro palcem i poczuła pod opuszkiem chłód: lód tylko jeszcze szybciej zaczął skuwać powierzchnię.
– Oczywiście, że nie, jeśli coś zabieram, to tylko jeśli nikt i tak nie będzie za tym tęsknił i dla dobra nauki… – oburzyła się Kelly, ale wyszła z powrotem do przedpokoju i otworzyła położoną na szafce torebkę. Nie zabrała tego dnia niczego z pracy, nie nosiła też przy sobie żadnych podejrzanych artefaktów, ale przyszło jej do głowy, że ktoś mógł jej coś podrzucić… – Hm, nie, nikt nic tu nie włożył – oceniła, szybko przetrząsając zaklętą torebeczkę, robiąc przegląd wśród notatników, eliksirów, kosmetyków i tysiąca innych Absolutnie Niezbędnych Każdej Kobiecie Rzeczy. – Może to te nowe meble? – spytała odrobinę podejrzliwie, sięgając po różdżkę, by rzucić zaklęcie rozpraszające.
Bo robiło się coraz zimniej.
Benji zaskomlał i przylgnął do nóg Jessiego, nagle czymś przestraszony.
Szron pokrywał podłogę.
A źródłem zimna, gdyby zacząć się rozglądać i szukać… byłby pokój Rity: drzwi były tylko lekko uchylone, nie dało się więc zobaczyć, co dzieje się w środku, ale klamka zamarzła już całkiem, a ich powierzchnia znikała pod lodem, tak samo jak lustra.
Czar rozpraszający Charlotte zadziałał, szron znikł z podłogi wokół nich, lustro w przedpokoju pokryło się wilgocią, kiedy stopniał lód, zrobiło się jakby odrobinę cieplej... ale od pokoju Rity wciąż wionęło chłodem.
– Potrzebujesz kremu, kochanie? Mam odpowiedni, możesz go sobie pożyczyć – rzuciła do Jaspera i to całkiem na serio, bo przecież cienie pod oczami to poważna sprawa!!! – Przemęczasz się w banku?
Pewnie przez te cholerne gobliny.
– Mogę zerknąć na twój artykuł, kiedy wrócimy – dorzuciła jeszcze, zarówno dlatego, że była autentycznie ciekawa, jak szły prace syna, jak i dlatego, że znała swoje dziecko i pewne rzeczy robiła już odruchowo: Theo jeszcze poczułby się pominięty, gdyby wykazała zainteresowanie jego bratem, a nim nie. Wprawdzie teraz wszyscy byli już dorośli, ale pewne zwyczaje wchodziły w krew.
Zaraz zresztą Charlotte zapomniała o obiadach, o artykułach, ba, nawet o kremach pod oczy, zbyt zaintrygowana dziwnym zjawiskiem. Ostrożnie dźgnęła lustro palcem i poczuła pod opuszkiem chłód: lód tylko jeszcze szybciej zaczął skuwać powierzchnię.
– Oczywiście, że nie, jeśli coś zabieram, to tylko jeśli nikt i tak nie będzie za tym tęsknił i dla dobra nauki… – oburzyła się Kelly, ale wyszła z powrotem do przedpokoju i otworzyła położoną na szafce torebkę. Nie zabrała tego dnia niczego z pracy, nie nosiła też przy sobie żadnych podejrzanych artefaktów, ale przyszło jej do głowy, że ktoś mógł jej coś podrzucić… – Hm, nie, nikt nic tu nie włożył – oceniła, szybko przetrząsając zaklętą torebeczkę, robiąc przegląd wśród notatników, eliksirów, kosmetyków i tysiąca innych Absolutnie Niezbędnych Każdej Kobiecie Rzeczy. – Może to te nowe meble? – spytała odrobinę podejrzliwie, sięgając po różdżkę, by rzucić zaklęcie rozpraszające.
Bo robiło się coraz zimniej.
Benji zaskomlał i przylgnął do nóg Jessiego, nagle czymś przestraszony.
Szron pokrywał podłogę.
A źródłem zimna, gdyby zacząć się rozglądać i szukać… byłby pokój Rity: drzwi były tylko lekko uchylone, nie dało się więc zobaczyć, co dzieje się w środku, ale klamka zamarzła już całkiem, a ich powierzchnia znikała pod lodem, tak samo jak lustra.
Rzut PO 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Czar rozpraszający Charlotte zadziałał, szron znikł z podłogi wokół nich, lustro w przedpokoju pokryło się wilgocią, kiedy stopniał lód, zrobiło się jakby odrobinę cieplej... ale od pokoju Rity wciąż wionęło chłodem.