03.11.2024, 17:55 ✶
Mężczyzna wyprostował się na krześle i spojrzał na nią bardzo, bardzo dziwacznie, ale było w tym widoczne bardziej rozbawienie niż pogarda, chociaż faktycznie pomyślał o niej teraz, że musiała być bardzo mało domyślna i spostrzegawcza. Chodził w skórzanej kurtce i z odsłoniętym brzuchem, z burzą zadbanych, czarnych loków. Po co się tak ubierał? No, żeby dobrze wyglądać, tak jak każdy człowiek na tym świecie. I nie, Crow jako człowiek szeroko zorientowany w tym, jak działało społeczeństwo, nie wierzył w takie bzdury: mnie nie obchodzi co o mnie myślą, ja się ubieram wygodnie. Każdy ubiór był sygnałem wysyłanym w świat, czy człowiek tego chciał czy nie. I każdy o tym wiedział, nawet jeżeli próbował zdusić prawdę w zarodku.
- Nie wiem.
Parsknął. To nie brzmiało jak żart i chyba nie miało być żartem, dźwięk jaki z siebie wydał brzmiał bardziej jak reakcja obronna. The Edge nie wyglądał na specjalnie charyzmatycznego, kiedy nie miał na sobie maski... Miał w sobie czar - płynność ruchów, piękne spojrzenie, atrakcyjność, tę mgiełkę tajemniczości, którą owijał wokół swojej duszy jak woalkę. Przyciągał spojrzenie. Słowa natomiast, reakcje - one przychodziły mu z trudem. I może dlatego tak dobrze tańczył? Bo w tańcu nie liczyły się słowa ani konwenanse, te rzeczy były ogranicznikami w pewności siebie i ruchach, niwelowały giętkość ciała i myśli, czyniły człowieka sztywnym.
- Są miejsca, do których ciebie nie wpuszczą, a takich spoceńców jak ja już tak, uwierzysz? - Te ciemne, pod mostami, te na Ścieżkach, te... dedykowane chłopakom, dla których Olivia Quirke nie była ani trochę atrakcyjna, a przynajmniej ginęła w tłumie, kiedy stał obok Crow. Imiona kobiet wypowiadało się tam szeptem w opowieściach o swoim dniu. - Na pewno nie do takiego, o którym właśnie wspomniałem - chociaż wbrew pozorom to być może tam bawiłaby się najlepiej - bo nie byłaby obiektem, czymś do zdobycia w gęstwinie wirujących ciał. - Byłaś kiedyś w The Loft? - Wstał, podniósł się i wyprostował, a później przeciągnął się nieco teatralnie, eksponując wyrzeźbione mięśnie. Następnie podał jej rękę. Puste talerze po obiedzie wzniosły się w powietrze same bez użycia różdżki, a on podał jej rękę.
Mieli z jej chłopakiem sporo wspólnego. Sporo, czyli milczenie i to, że oboje uważali ją za słodką.
- Nie wiem.
Parsknął. To nie brzmiało jak żart i chyba nie miało być żartem, dźwięk jaki z siebie wydał brzmiał bardziej jak reakcja obronna. The Edge nie wyglądał na specjalnie charyzmatycznego, kiedy nie miał na sobie maski... Miał w sobie czar - płynność ruchów, piękne spojrzenie, atrakcyjność, tę mgiełkę tajemniczości, którą owijał wokół swojej duszy jak woalkę. Przyciągał spojrzenie. Słowa natomiast, reakcje - one przychodziły mu z trudem. I może dlatego tak dobrze tańczył? Bo w tańcu nie liczyły się słowa ani konwenanse, te rzeczy były ogranicznikami w pewności siebie i ruchach, niwelowały giętkość ciała i myśli, czyniły człowieka sztywnym.
- Są miejsca, do których ciebie nie wpuszczą, a takich spoceńców jak ja już tak, uwierzysz? - Te ciemne, pod mostami, te na Ścieżkach, te... dedykowane chłopakom, dla których Olivia Quirke nie była ani trochę atrakcyjna, a przynajmniej ginęła w tłumie, kiedy stał obok Crow. Imiona kobiet wypowiadało się tam szeptem w opowieściach o swoim dniu. - Na pewno nie do takiego, o którym właśnie wspomniałem - chociaż wbrew pozorom to być może tam bawiłaby się najlepiej - bo nie byłaby obiektem, czymś do zdobycia w gęstwinie wirujących ciał. - Byłaś kiedyś w The Loft? - Wstał, podniósł się i wyprostował, a później przeciągnął się nieco teatralnie, eksponując wyrzeźbione mięśnie. Następnie podał jej rękę. Puste talerze po obiedzie wzniosły się w powietrze same bez użycia różdżki, a on podał jej rękę.
Mieli z jej chłopakiem sporo wspólnego. Sporo, czyli milczenie i to, że oboje uważali ją za słodką.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.