Prychnęła jedynie słysząc jego kolejny komentarz. Na całe szczęście nie słyszał jej myśli i nie mógł wejść do jej głowy, wiedziała, że niektórzy to potrafili, ale na pewno nie żaden z uczniów Hogwartu. Czuła się pod tym względem w miarę bezpiecznie, chociaż jak się zaczęła nad tym zastanawiać to może faktycznie powinna się zainteresować temat i zacząć robić coś w tym kierunku, żeby potrafić się obronić przed atakami na jej prywatność?
Na szczęście nie miała pojęcia o tym, że wziął ją za Lovegoodównę, wtedy to by się dopiero na niego zirytowała. To byłaby prawdziwa obraza majestatu. Geraldine bowiem sama dosyć mocno gardziła tymi odklejonymi rodzinami. Może była nieco narwana i nie do końca panowała nad słowami, które wypadały z jej ust, aczkolwiek jeszcze sporo jej brakowało do tych wariatów. Tak, zdecydowanie. Sama też nie do końca wiedziała z kim rozmawia, ale dla niej nie było to szczególnie istotne. Był to ktoś z ich domu, do tego cwaniaczył, nie widziała potrzeby, aby poznawać go bliżej, był jednym z wielu, wkurwiających typów, którzy chodzili do tej szkoły. Na szczęście wyglądał na starszego od niej, co łączyło się z tym, że pewnie niedługo opuści szkołę i być może było to ich jedyne takie bliskie spotakanie. To była całkiem pokrzepiająca myśl.
- To bardzo prawdopodobne. - Dodała z krzywym uśmiechem. Właściwie to definicja chyba powinna być jedna? Niby to trochę, jak z racją, każdy miał swoją, jednak oficjalna na pewno była jedna.
- Nie, ludzie są gorsi od zwierząt, ale co ty właściwie możesz wiedzieć o zwierzętach, hm? - Nie wyglądał jej na kogoś, kto się na nich szczególnie znał. Mogły to być tylko pozory, ale też jej pewność siebie pozwalała wierzyć dziewczynie w to, że w tym temacie na pewno nie byłby jej w stanie dorównać. Była bardzo mocno świadoma swojej wiedzy, szczególnie w tej dziedzinie, praktycznie nikt nie mógł jej dorównać. Tak, nie miałaby problemu z tym, żeby się tym przechwalać.
- i chyba zapomniałeś o tym, że ona nie jest człowiekiem, jest duchem. - Najwyraźniej gdzieś mu umknął ten drobny szczegół, nie rozmawiali konkretnie o ludziach.
- Nie odzywaj się niepytana. - Mruknęła jeszcze do Warren, bo trochę ją zirytowało, że postanowiła się wtrącić w tę jakże ciekawą konwersację.
- Nic nie wiesz o panienkach jak ja. - Zdecydowanie musiała go wyprowadzić z błędu. Nie miała pojęcia, co właściwie o niej myślał, ale czuła, że zdecydowanie źle ją oceniał. Może kiedyś będzie miał szansę przekonać sie o tym, jak błędnie ją ocenił. Tak naprawdę bardzo chętnie utarłaby mu nosa i pokazała na co ją stać. To nie był jednak odpowiedni moment, oby w przyszłości jeszcze kiedyś na niego wpadła.
- Nie zamierzam przecież pić jej jadu, głupi. - Może i były trujące, ale wstarczyło je umiejętnie zabić, aby tego nie odczuć. Cóż, nie wszyscy o tym wiedzieli, najwyraźniej to wcale nie była taka elementarna wiedza.
Wzruszyła jedynie ramionami, cóż - słuchanie nie zawsze jej wychodziło, a przynajmniej nie takie ze zrozumieniem, brakowało jej cierpliwości, aby analizować wszystko, co inni do niej mówili. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu i skupiać się odpowiednio długo, to nie było szczególnie dobrą cechą, no ale już tak miała. Właściwie to często łapała się na tym, że kiedy ktoś mówił zbyt długo to po prostu się wyłączała i kiwała głową, aby nie zrobić mu przykrości.
- Nie zostanę duchem Marto, nie ma na to szans. - Ton jej głosu brzmiał jakby faktycznie była pewnie tego, że nie ma takiej możliwości.
Warren po raz kolejny zniknęła w którymś z odpływów, najwyraźnien nie do końca radziła sobie ze złością, całkiem śmiesznie się denerwowała, nie sądziła w ogóle, że może się, aż tak wkurzyć. W sumie chętnie by sprawdziła na co faktycznie ją stać, może to będzie jej kolejna misja w Hogwarcie, testowanie cierpliwości wkurzającego ducha.
Nie spodziewała się, że woda spadająca na twarz wyrwie ją z tych rozmyslań. Przetarła oczy rękawem swojej szaty i wtedy to zobaczyła. Nie byli już tutaj sami. Mina jej nieco zrzedła, bo nie spodziewała się, że pojawi się tutaj McGonagall. Westchnęła jedynie ciężko. - To nie tak, jak pani profesor myśli... - Chyba zbyt późno było na jakiekolwiek tłumaczenie, bo Minerwa wyprowadziła ich dwójkę z tej toalety, jej bystremu oku nie umknęły oczywiście niedopałki znajdujące się na zewnętrznej stronie parapetu, kobieta bardzo szybko wymyśliła swoją własną wersję tego, co się tutaj wydarzyło. Ku niezadowoleniu Yaxley dostali szlaban, który miał ich czekać w najbliższym tygodniu.