03.11.2024, 20:25 ✶
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że w oczach Lyssy bredzi, zaś w oczach Charliego odbija się ona sama; nie patrzyła na swoich towarzyszy, spojrzenie nadal miała rozbiegane po przybytku. Jednak wcześniejszy zachwyt opadał, ekscytacja, która przez tak długi czas malowała się na twarzy Scylli blakła, przyćmiewana narastającym uczuciem niepokoju. Nie mogła wytłumaczyć tego sobie samej, a co dopiero komuś, kto nie dzielił z nią zmysłów, więc nie odzywała się na ten temat, ale miała wrażenie, że powietrze zgęstniało. Coś w nim wisiało, niczym topór kata nad bogu ducha winną głową, ale nie mogła powiedzieć, że cokolwiek więcej niż przeczucie.
Odruchowo przetarła otwartą dłonią wierzch lewego ramienia, które pokryło się gęsią skórką. Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc jej pochodzenia - przecież w pomieszczeniu było naprawdę ciepło.
- Ciekawość - odpowiedziała na pytanie Mulcibera, unosząc kąciki ust w uśmiechu, choć w tym momencie już nieco wbrew sobie. Nie dlatego, że Charlie wywoływał w niej nieprzyjemne uczucia, wręcz przeciwnie; nie zmuszała się przecież do spędzania czasu w jego towarzystwie. Po prostu nie mogła się pozbyć tego poczucia, że za moment wydarzy się coś nieprzyjemnego.
Później temat zszedł na wróżenie z krwi, przez co poczuła się jeszcze bardziej niekomfortowo. Zacisnęła na moment wargi, próbując powstrzymać rozkwitający nieprzyjemny wyraz twarzy, wyprostowała się na krześle spięta. Nie wiedziała, czy powinna odkrywać karty związane z rodzinną przypadłością, mówić tak otwarcie, że Greybackowie wyczytują ze smaku krwi mniej więcej tyle, co krwiożercze zwierzę. To nie była rzecz, która spotykała się z aprobatą innych; budziła fascynację tylko w tych, którzy wyczuwali w zdolności potencjał do przekucia jej w niecne czyny, ale to był zwykle gatunek ludzi groźnych, na granicy poczytalności. Lyssa i Charlie nie byli takimi ludźmi, ale na pewno byli kimś, na kogo aprobatę liczyła. Musiała więc jakoś wyminąć ten temat, choć nie znosiła zatajać prawdy.
- Nie nazwałabym tego wróżeniem - odparła z nieukrywanym zmieszaniem. - Ale, muszę przyznać, potrafi być pomocna w pewnych kwestiach... - mruknęła gwoli wyjaśnienia, które nie miało na celu nakierować ich na nic konkretnego. Bezpłciowa odpowiedź, która nie była dobra, ale była lepsza od niezręcznej ciszy lub odmowy składania zeznać.
Uśmiechnęła się, gdy Charles wrócił na trakt okruszków, ucieszona zboczenia z tematu krwi. Kiwnęła głową, zgadzając się, że to niebezpieczne.
- Okruszków przynajmniej zawsze mam pod dostatkiem - przyznała. Potem odwróciła głowę w kierunku Lyssy, chcąc odpowiedzieć na jej kolejne pytanie. - Nietypowa? Niech pomyślę - zastanowiła się na moment, unosząc spojrzenie ku sufitowi, prawie jakby właśnie tam miała wypisaną ściągę pełną gotowych odpowiedzi. - Chyba muszę cię zawieść, przepraszam. Nic ponad curriculum mistrza Dolohova nie robiłam - odparła zgodnie z prawdą, uśmiechając się przepraszająco do dziewczyny.
Nie zauważyła, kiedy kelner przyniósł rachunek, był niesamowicie dyskretny. Niemniej spostrzegła rachunek leżący w okolicy Charlesa i chociaż nie zobaczyła znajdującej się wewnątrz kwoty, znowu poczuła nieprzyjemny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. A potem chłopak oświadczył, że portfel zostawił w pracy.
Zanurkowała rękoma w kieszeniach (tak, ta sukienka miała kieszenie!), grzebiąc w nich przez kilka chwil dosyć zacięcie. Scylla zwykle nie nosiła portfela, ale za to miała dużo drobnych w każdym zakamarku swojego odzienia. Niestety tym razem wyjęła z nich niewiele.
- Mogę pomóc, ale tylko wtedy, jeśli zaakceptują płatność w guzikach - oświadczyła, kładąc przed nimi na stole cztery brązowe guziki, które mieniły się odbitym światłem stojących nieopodal świec. - Może uda się ich przekonać? To bardzo ładne guziki. - Podniosła spojrzenie, czekając na reakcję towarzyszy. Chyba zadała to pytanie zupełnie na serio.
Odruchowo przetarła otwartą dłonią wierzch lewego ramienia, które pokryło się gęsią skórką. Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc jej pochodzenia - przecież w pomieszczeniu było naprawdę ciepło.
- Ciekawość - odpowiedziała na pytanie Mulcibera, unosząc kąciki ust w uśmiechu, choć w tym momencie już nieco wbrew sobie. Nie dlatego, że Charlie wywoływał w niej nieprzyjemne uczucia, wręcz przeciwnie; nie zmuszała się przecież do spędzania czasu w jego towarzystwie. Po prostu nie mogła się pozbyć tego poczucia, że za moment wydarzy się coś nieprzyjemnego.
Później temat zszedł na wróżenie z krwi, przez co poczuła się jeszcze bardziej niekomfortowo. Zacisnęła na moment wargi, próbując powstrzymać rozkwitający nieprzyjemny wyraz twarzy, wyprostowała się na krześle spięta. Nie wiedziała, czy powinna odkrywać karty związane z rodzinną przypadłością, mówić tak otwarcie, że Greybackowie wyczytują ze smaku krwi mniej więcej tyle, co krwiożercze zwierzę. To nie była rzecz, która spotykała się z aprobatą innych; budziła fascynację tylko w tych, którzy wyczuwali w zdolności potencjał do przekucia jej w niecne czyny, ale to był zwykle gatunek ludzi groźnych, na granicy poczytalności. Lyssa i Charlie nie byli takimi ludźmi, ale na pewno byli kimś, na kogo aprobatę liczyła. Musiała więc jakoś wyminąć ten temat, choć nie znosiła zatajać prawdy.
- Nie nazwałabym tego wróżeniem - odparła z nieukrywanym zmieszaniem. - Ale, muszę przyznać, potrafi być pomocna w pewnych kwestiach... - mruknęła gwoli wyjaśnienia, które nie miało na celu nakierować ich na nic konkretnego. Bezpłciowa odpowiedź, która nie była dobra, ale była lepsza od niezręcznej ciszy lub odmowy składania zeznać.
Uśmiechnęła się, gdy Charles wrócił na trakt okruszków, ucieszona zboczenia z tematu krwi. Kiwnęła głową, zgadzając się, że to niebezpieczne.
- Okruszków przynajmniej zawsze mam pod dostatkiem - przyznała. Potem odwróciła głowę w kierunku Lyssy, chcąc odpowiedzieć na jej kolejne pytanie. - Nietypowa? Niech pomyślę - zastanowiła się na moment, unosząc spojrzenie ku sufitowi, prawie jakby właśnie tam miała wypisaną ściągę pełną gotowych odpowiedzi. - Chyba muszę cię zawieść, przepraszam. Nic ponad curriculum mistrza Dolohova nie robiłam - odparła zgodnie z prawdą, uśmiechając się przepraszająco do dziewczyny.
Nie zauważyła, kiedy kelner przyniósł rachunek, był niesamowicie dyskretny. Niemniej spostrzegła rachunek leżący w okolicy Charlesa i chociaż nie zobaczyła znajdującej się wewnątrz kwoty, znowu poczuła nieprzyjemny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. A potem chłopak oświadczył, że portfel zostawił w pracy.
Zanurkowała rękoma w kieszeniach (tak, ta sukienka miała kieszenie!), grzebiąc w nich przez kilka chwil dosyć zacięcie. Scylla zwykle nie nosiła portfela, ale za to miała dużo drobnych w każdym zakamarku swojego odzienia. Niestety tym razem wyjęła z nich niewiele.
- Mogę pomóc, ale tylko wtedy, jeśli zaakceptują płatność w guzikach - oświadczyła, kładąc przed nimi na stole cztery brązowe guziki, które mieniły się odbitym światłem stojących nieopodal świec. - Może uda się ich przekonać? To bardzo ładne guziki. - Podniosła spojrzenie, czekając na reakcję towarzyszy. Chyba zadała to pytanie zupełnie na serio.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga