Chwila spokoju jak Vincent wisiał w powietrzu i nic się nie działo. Względna cisza, może przed burzą? Miał nadzieję, ze Basilius poćwiczył swoje umiejętności czarowania i ściągnie go w końcu na dół. Nie miał zamiaru lądować znowu u Florence na kozetce z kolejnym złamanie. Chyba wtedy to już miałby wysuszoną głowę do końca swojego życia, albo w sumie to nawet i po śmierci nie zapomniałby tego spotkania, nie?
Chwila ciszy minęła zdecydowanie zbyt szybko, bo nagle miotłę znowu zerwało na szarpanie się, wzbiła się wyżej i jeszcze wyżej, aby szybciej zacząć pikować w dół. Chyba to, co robił jego bratanek sprawiło, że miotła jeszcze bardziej była wściekła. Jako, że nie założył gogli do latania miał załzawione oczy i zapewne wszędzie przylepione robactwa do brody, włosów i twarzy. Nie podobało mu się to, ale starał się nie otwierać usta, bo dodatkowa porcja białka nie była mu dzisiaj potrzebna. Miał ochotę zwyzywać pół świata za to, co się z nim działo.
Próbował szarpać miotłą, aby opóźnić spotkanie z wioską, aby dać więcej czasu Basiliusowi na naprawienie tej sytuacji, ale to niewiele dawało. Miotła się z nim kłóciła jak dzieci o to, kto wygrał w gargulki.