03.11.2024, 23:46 ✶
Nie chciał, żeby ktokolwiek pomagał mu w walce z nałogiem, a w obecnych okolicznościach ostatnią osobą, od której tego oczekiwał, był Alexander. Nie usiadł obok niego, nie przytulił go, teraz sam przyćpał się i nie będzie już chciał od niego nic - a przecież Flynn tej uwagi i bliskości potrzebował jak powietrza. Coraz mocniej oddalał się myślami od reszty rodziny, aż wreszcie milczał tak długo, że nikt już pewnie nie zauważy jego zniknięcia, więc...
Pora zniknąć.
Zaszyć się gdzieś, gdzie nie słychać tej wesołej muzyki i poużalać się nad sobą, a jeżeli ktokolwiek zechce zadać mu pytanie, dlaczego stąd idzie, to skłamie - jak zawsze - że niby musi odpocząć przed występem, ale to nie była prawda. Zostawił tutaj to wino, te złote ozdoby, których koloru nie mógł zobaczyć i przyrównać ich do słońca, lata ani jesieni. Jutrzejsze Lammas faktycznie miało być dla niego czymś wielkim i ciągle o tym myślał, ale na moment jego uwaga uciekła w bok, do bliskich mu relacji, do kończących się miłości, do toksyny. Nazwał się lata temu krukiem, wroną - nadał sobie pseudonim po takach uznawanych za najinteligentniejsze, dziś wydawało mu się, że łączy je z nimi jedynie czerń piór. Bo człowiek inteligentny nie zmagałby się pewnie z tyloma rozterkami i zrobiłby swoją lalkę tutaj, ze wszystkimi, a nie w zaciszu wozu Fiery, w którym ukrył się przed oceniającymi spojrzeniami.
Wyszła tragicznie. W takim razie to chyba dobrze, że poszedł stamtąd, zanim ktokolwiek to zobaczył.
Pora zniknąć.
Zaszyć się gdzieś, gdzie nie słychać tej wesołej muzyki i poużalać się nad sobą, a jeżeli ktokolwiek zechce zadać mu pytanie, dlaczego stąd idzie, to skłamie - jak zawsze - że niby musi odpocząć przed występem, ale to nie była prawda. Zostawił tutaj to wino, te złote ozdoby, których koloru nie mógł zobaczyć i przyrównać ich do słońca, lata ani jesieni. Jutrzejsze Lammas faktycznie miało być dla niego czymś wielkim i ciągle o tym myślał, ale na moment jego uwaga uciekła w bok, do bliskich mu relacji, do kończących się miłości, do toksyny. Nazwał się lata temu krukiem, wroną - nadał sobie pseudonim po takach uznawanych za najinteligentniejsze, dziś wydawało mu się, że łączy je z nimi jedynie czerń piór. Bo człowiek inteligentny nie zmagałby się pewnie z tyloma rozterkami i zrobiłby swoją lalkę tutaj, ze wszystkimi, a nie w zaciszu wozu Fiery, w którym ukrył się przed oceniającymi spojrzeniami.
Wyszła tragicznie. W takim razie to chyba dobrze, że poszedł stamtąd, zanim ktokolwiek to zobaczył.
Postać opuszcza sesję
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.