04.11.2024, 00:58 ✶
Istniało wiele rzeczy, które mógłby zrobić, aby uczynić się w tej sytuacji jakkolwiek przydatnym. Mógłby oświetlić tę ciemną jak dupa komnatę, powiedzieć Thomasowi, że łapie się na jakieś tanie sztuczki, mógłby... mógłby nawet opowiedzieć jakiś durny dowcip, żeby rozładować atmosferę i zrobiłby więcej niż to, na co ostatecznie ociekając szaleństwem się zdecydował. Crow ignorował paniczne krzyki, choćby i sam Jezus Chrystus sapał mu teraz za plecami, prawdopodobnie nie zdołałby odwrócić jego uwagi od Grengrassa, któremu chciałby teraz wsadzić twarz w te cholerne grzyby i przejechać nią wzdłuż ściany dla pewności, że zahaczył zębami o przynajmniej kilka z nich.
Nie mógł tego zrobić, bo nigdy nie popchnąłby ani nie skrzywdził próbującej ich rozdzielić Geraldine. Nie miało to większego znaczenia czy trzymała go za fraki, czy nie, czy udało jej się napiąć mięśnie, czy poległaby w starciu z jego furią. On zwyczajnie nie wymierzyłby ciosu, który zahaczyłby o niewinną blondynkę, nawet jeżeli czuł teraz do niej olbrzymią niechęć przez zachowanie milczenia... Rzadko miał się w takich sytuacjach za ofiarę, ale Yaxley miała talent w pakowaniu go w sytuacje, których nie powinno się nikomu życzyć.
On zaś miał talent do bycia absolutnym zjebem. Zamienił w piekło życie każdego swojego partnera, bo nigdy nie potrafił powiedzieć dość i teraz też tego nie zrobił - zacisnął palce na ubraniu Yaxleyówny, ruszając się tam, gdzie ona, ale nie spuszczając spojrzenia z jej popierdolonego kochanka i zrobił coś, od czego jego też miało zapiec, ale nie czoło, tylko policzek.
Spróbował translokować mu prosto w mordę cios z otwartej dłoni. Precyzyjny, mocny, nieco babski, wymierzony tak, żeby szczypiący ból rozszedł się po prawej części twarzy. Przepiękne, brązowe oczy mężczyzny nawet nie błysnęły, a on sam ledwo drgnął. Nie dało się rzucać zaklęć bez żadnego ruchu, Crow twierdził jednak, że w sytuacji kryzysu byłby w stanie rzucić zaklęcie stopą. Na szczęście nie musiał testować się dzisiaj - bo wszyscy zebrani wiedzieli już, że miał mentalnie pięć lat.
Nie mógł tego zrobić, bo nigdy nie popchnąłby ani nie skrzywdził próbującej ich rozdzielić Geraldine. Nie miało to większego znaczenia czy trzymała go za fraki, czy nie, czy udało jej się napiąć mięśnie, czy poległaby w starciu z jego furią. On zwyczajnie nie wymierzyłby ciosu, który zahaczyłby o niewinną blondynkę, nawet jeżeli czuł teraz do niej olbrzymią niechęć przez zachowanie milczenia... Rzadko miał się w takich sytuacjach za ofiarę, ale Yaxley miała talent w pakowaniu go w sytuacje, których nie powinno się nikomu życzyć.
On zaś miał talent do bycia absolutnym zjebem. Zamienił w piekło życie każdego swojego partnera, bo nigdy nie potrafił powiedzieć dość i teraz też tego nie zrobił - zacisnął palce na ubraniu Yaxleyówny, ruszając się tam, gdzie ona, ale nie spuszczając spojrzenia z jej popierdolonego kochanka i zrobił coś, od czego jego też miało zapiec, ale nie czoło, tylko policzek.
Spróbował translokować mu prosto w mordę cios z otwartej dłoni. Precyzyjny, mocny, nieco babski, wymierzony tak, żeby szczypiący ból rozszedł się po prawej części twarzy. Przepiękne, brązowe oczy mężczyzny nawet nie błysnęły, a on sam ledwo drgnął. Nie dało się rzucać zaklęć bez żadnego ruchu, Crow twierdził jednak, że w sytuacji kryzysu byłby w stanie rzucić zaklęcie stopą. Na szczęście nie musiał testować się dzisiaj - bo wszyscy zebrani wiedzieli już, że miał mentalnie pięć lat.
◉◉◉○○ translokacja - cios z liścia, przewaga walka wręcz
Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.