21.01.2023, 22:30 ✶
Obserwowała, jak Mavelle rzuca zaklęcie, raz, potem drugi. Gdy ta zdecydowała się trzymać nieposłuszną miotłę sama, na wszelki wypadek Greengrass jedną ręką manewrowała miotłą, a drugą była gotowa podeprzeć Bones w tej samej chwili, w której ta miałaby zlecieć na ziemię. Nie była pewna, jak ta zareaguje: podświadomie chyba Green oczekiwała, że miotła zacznie skakać, fikać koziołki i spróbuje zrzucić je także z drugiego środka lokomocji. Na szczęście nic takiego się nie stało. Nawet Mackenzie, mimo pewności, z jaką zachowywała się na górze, odczuła ulgę, gdy wylądowały bezpiecznie. Nie miała dużych problemów z zabraniem kogoś na miotłę, ale kiedy ta osoba siedziała z przodu, naprawdę ciężko było sterować.
- Żaden problem – oświadczyła, kiedy Mavelle jej podziękowała. Miotła już nie leciała w powietrzu, a znalazła się w ręku Mackenzie. Teraz Bones miała okazję przyjrzeć się im obu. Miotle, bardzo reprezentacyjnej, z pewnością niebotycznie drogiej. I jej właścicielce. Dziewczynie młodszej od samej Mavelle o ładnych kilka lat, bladej, szczupłej, odzianej w ciepły, ale znoszony płaszcz. Z kucykiem blond włosów, rozczochranych po długim przelocie i trochę zaczerwienionych policzkach oraz nosie – na skutek długiego przebywania w powietrzu. Szyję owijał szalik w czarno – białej barwie, z niewielką ikonką Srok z Montrose, często noszony przez fanów drużyny.
Twarz mogła zdać się znajoma lub nie – w zależności od tego, czy Mavelle kiedykolwiek interesowały zawody quidditcha, zarówno w Lidze, jak i międzynarodowe. Ona sama nie rozpoznawała kobiety, choć ta na pewno mignęła jej przynajmniej kilka razy przy stole Gryffindoru. Od tego czasu minęły jednak całe lata.
- Sprawdź ją – doradziła, wskazując palcem na miotłę. – I niech nikt na nią nie wsiada. Witki wyglądają na uszkodzone, ale samo zachowanie mogło wynikać z tego i jeszcze dodatkowo zaklęcia – ostrzegła. Miotła, dość duża, chyba na co dzień używana przez kogoś raczej ciężkiego, zdaniem Greengrass nie powinna zachowywać się w ten sposób. Nawet jeżeli Bones nie bardzo potrafiła sobie z nią radzić. – Dotrzesz stąd do siebie? – upewniła się jeszcze.
A potem, po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej, odwróciła się po prostu na pięcie i ruszyła w ciemność lasu. Drobny wypadek w powietrzu był niewątpliwie interesującym urozmaiceniem wyprawy, ale niezbyt wstrząsnął Mackenzie i nie zmienił jej planów ani o jotę. Weszła pomiędzy drzewa, kierując się ku Kniei Godryka, gdzie według legend chowano jej przodków.
- Żaden problem – oświadczyła, kiedy Mavelle jej podziękowała. Miotła już nie leciała w powietrzu, a znalazła się w ręku Mackenzie. Teraz Bones miała okazję przyjrzeć się im obu. Miotle, bardzo reprezentacyjnej, z pewnością niebotycznie drogiej. I jej właścicielce. Dziewczynie młodszej od samej Mavelle o ładnych kilka lat, bladej, szczupłej, odzianej w ciepły, ale znoszony płaszcz. Z kucykiem blond włosów, rozczochranych po długim przelocie i trochę zaczerwienionych policzkach oraz nosie – na skutek długiego przebywania w powietrzu. Szyję owijał szalik w czarno – białej barwie, z niewielką ikonką Srok z Montrose, często noszony przez fanów drużyny.
Twarz mogła zdać się znajoma lub nie – w zależności od tego, czy Mavelle kiedykolwiek interesowały zawody quidditcha, zarówno w Lidze, jak i międzynarodowe. Ona sama nie rozpoznawała kobiety, choć ta na pewno mignęła jej przynajmniej kilka razy przy stole Gryffindoru. Od tego czasu minęły jednak całe lata.
- Sprawdź ją – doradziła, wskazując palcem na miotłę. – I niech nikt na nią nie wsiada. Witki wyglądają na uszkodzone, ale samo zachowanie mogło wynikać z tego i jeszcze dodatkowo zaklęcia – ostrzegła. Miotła, dość duża, chyba na co dzień używana przez kogoś raczej ciężkiego, zdaniem Greengrass nie powinna zachowywać się w ten sposób. Nawet jeżeli Bones nie bardzo potrafiła sobie z nią radzić. – Dotrzesz stąd do siebie? – upewniła się jeszcze.
A potem, po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej, odwróciła się po prostu na pięcie i ruszyła w ciemność lasu. Drobny wypadek w powietrzu był niewątpliwie interesującym urozmaiceniem wyprawy, ale niezbyt wstrząsnął Mackenzie i nie zmienił jej planów ani o jotę. Weszła pomiędzy drzewa, kierując się ku Kniei Godryka, gdzie według legend chowano jej przodków.
Koniec sesji