• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine

[02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
04.11.2024, 12:08  ✶  

- Nie do końca o takie polowanie mi chodziło. - Bardziej o łączenie ich codziennych umiejętności z tym, czym aktualnie się zajmowali. Gdyby posiadała wiedzę mogłaby bez problemu radzić sobie z ludźmi, którzy mieliby chęć zrobić im krzywdę. Nawet nie musiałaby tego robić sama, bo mogliby wpaść w przygotowane przez nią pułapki. To wcale nie było takie głupie rozwiązanie. - Ale to chyba dobry moment na to, aby zainteresować się tematem. - Nie zamierzała odpuszczać, była to dziedzina, w której wiedzę mogła poszczerzyć, pewnie zajmie jej to trochę czasu, ale szkoda było zmarnować potencjał. Oczywiście to nie tak, że teraz zamierzała polować na ludzi, nie, przynajmniej aktualnie tak to nie wyglądało. Kto wie, czy to nie zmieni się w przyszłości.

- Porywczość? - Uniosła brwi i przyglądała mu się dłuższą chwilę. - Nie zgadzam się z tym, zdecydowanie nie, odwaga brzmi lepiej. - Faktycznie trudno było przewidzieć jej wybory, reagowała na wszystko emocjonalnie pod wpływem chwili, nigdy nie była w stanie zapanować w pełni nad tym, co działo się wokół niej, ale wolała unikać określania tego jako porywczości, ono nie brzmiało zbyt pozytywnie. Odwaga wydawała jej się być bardziej odpowiednim nazewnictwem, chociaż wiedziała, że nie do końca nią była. Lubiła się jednak wybielać.

- Oczywiście, nie zamierzam przestawać. - Chociaż nie wydawało jej się, aby jej słowa cokolwiek zmieniały. Roise nie wyglądał, jakby był w pełni zadowolony z tego, co udało mu się stworzyć. Nie miała pojęcia dlaczego wymagał od siebie tak wiele, szczególnie, że przecież robił dużo więcej niż by zakładała. Szukał informacji, testował nowe zaklęcia, rytuały, naprawdę nie dało się dać od siebie więcej, niż on dawał w tej chwili. Nie do końca podobało jej się, że tak wiele od siebie wymagał.

- Zaczynam chyba coraz więcej rozumieć. - Tak, z początku wcale nie było łatwo jej się w tym odnaleźć, teraz może nie znała szczegółów, ale przynajmniej wiedziała do czego zmierzaja. To rozjaśniało jej wizję tego, co właściwie tutaj robił.

Tak właściwie to nie miała pojęcia do czego byłaby w stanie się aktualnie posunąć. Kiedyś pewnie łatwiej byłoby jej określić granice, aktualnie jednak wolała tego nie robić. Nie chciała rzucać słów na wiatr i później udawać, że to nie miało miejsca. Nie mogła przewidzieć, jak zachowa się, gdy będzie przystawiona do ściany. Sytuacje mogły być różne, niestety było jej dane już otworzyć oczy. Tamci nie mieli żadnych granic, ona też nie do końca powinna się kierować moralnością. Nie przejmowali się tym komu odbierali życie, jej też powinno być obojętne to co właściwie zrobi, żeby być bezpieczną, lub ochronić tych, na których jej zależało. Oczywiście nie miała zamiaru się wystawać, biegać między walczącymi czarodziejami, ale nie mogła przewidzieć w jakiej sytuacji może się znaleźć zupełnie przypadkowo. To ją najbardziej martwiło, bo miała świadomość, że jeśli zostanie zmuszona do podejmowania spontanicznych, brutalnych decyzji to na pewno już się nie zawaha. Oni sięgali po magię, która należała do tych najgorszych rodzajów, uważali się za panów życia i śmierci, nie mogła być gorsza, bo to mogło ją wiele kosztować. Nie była w stanie zapłacić największej ceny za to, że nie potrafiła podjąć odpowiedniej decyzji.

Przewróciła oczami, kiedy z jego ust padły jej ulubione słowa. Tak, to prawda, nic nie musiał, już dawno ustalili, że mogli robić to na co mieli ochotę, nic nie musieli. To ich nie dotyczyło. Tyle, że nie do końca uważała za konieczne to, aby angażował się w to, aż tak bardzo. Ona również miała ręce i mogła z nich korzystać, to nie tak, że była zupełnie bezbronna. Potrafiła o siebie zadbać, przynajmniej starała się to robić. Naprawdę nie musiał brać na siebie tego brać.

Miała świadomość, że czasy były wątpliwe, że musieli sobie jakos radzić, ale nie byli, aż takimi pierdołami, żeby się wszystkim przejmować aż nadto. On i ona należeli do tej części społeczeństwa czarodziejów, która potrafiła korzystać z różnych metod, dzięki którym mogli zapewnić sobie bezpieczeństwo. Gdyby doszło do bezpośredniego starcia również by sobie poradzili, szczególnie po tym styczniowym. Geraldine dostała bowiem nauczkę i na pewno nie zamierzała popełnić drugi raz takiego samego błędu. Zdała sobie sprawę z tego, w jaki sposób walczą ich przeciwnicy, otworzyła oczy i zamierzała się do tego dostosować. Przemoc za przemoc, nie było innej drogi. Pogodziła się z tym.

- Jasne, zobaczymy. - Miała w tym przypadku przewagę i była tego świadoma, zresztą to nie było coś w czym chciałaby z nim konkurować. Nie kiedy w grę mogło wchodzić wyziębienie, które mogło przynieść konsekwencje w postaci chociażby przeziębienia. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Wiedziała jednak, że był uparty i nie miała w tej chwili za bardzo szans, aby na niego wpłynąć. Musiała się pogodzić z tym, że decyzja została już podjęta, czy jej się to podobało, czy nie. Oczywiście, że zamierzała z nim zostać i mu pomóc, to mogłoby przyspieszyć te działania. Tyle była w stanie zrobić.

- Oszukujesz, wcale nie jest ci przykro. - Dodała jeszcze. Nie miała zamiaru się z nim spierać, pozostawało im jedynie dokończyć to, co zaczął, a później będą mogli zaszyć się w domu. To było tego warte, i świadomość tego, że faktycznie ich dom będzie bezpieczniejszy.

- Bywa chłodniej, ale mam wrażenie, że morze nieco potęguje poczucie zimna. - Ten wiatr był zupełnie inny od tego, który towarzyszył jej w rodzinnym domu. Potrafił docierać niemalże do samych kości, albo po prostu tak się jej wydawało.

Nie zamierzała juz ciągnąć dalej dyskusji na temat warunków atmosferycznych. Podjęli wspólną decyzję o tym, że dokończą teraz to, co zaczął. Nie było już innego wyboru.

Sięgnęła dłonią po woreczek, który wyciągnął w jej kierunku. - Oczywiście, że chcę, chociaż do tego mogę się przydać. - Zadanie, które miała wykonać nie wydawało jej się jakoś szczególnie skomplikowane, powinna sobie poradzić z tym sypanem soli, tak, to na pewno była w stanie zrobić.

Nie miała pojęcia, czy to faktycznie zadziała, zapewne tak, skoro on mówił, że to powinno pomóc to na pewno tak było. Rozpoczęła więc spacer, dokładnie wyznaczając okrąg z soli, którą jej wręczył. Była precyzyjna, wiedziała bowiem, że to może mieć znaczenie, nie chciała też wykonywać tego na odpierdol, racze przeciwnie. Miała zrobić wszystko, co w jej mocy, aby ten okrąg był idealnym okręgiem.

Jako, że niemalże od razu przeszła do rzeczy mógł zrozumieć jej odpowiedź na pytanie, które jej zadał. Nie potrzebowała wiedzieć nic więcej, skupiona była aktualnie na tej, pojedynczej czynności. Tak jak sugerował - wyciszyła się i myślała tylko wyłącznie o tym, że robi to po to, aby ich dom był bezpieczny. Wiedziała, że to było dość istotne podczas rytuałów ochronnych, chociaż tak naprawdę nigdy żadnych podobnych nie odprawiała, to był jej pierwszy raz. Może niezbyt dobrze się składało, że przyszło jej testować podobne czynności akurat w ich własnym miejscu zamieszkania, ale czy to właściwie coś zmieniało? Może trochę. Naprawdę zależało jej na tym, aby udało im się osiągnąć cel, szczególnie, że Ambroise naprawdę mocno się w to zaangażował.

Bez słowa więc, później już zupełnie mechaniczne szła przed siebie i tworzyła okrąg z soli. Zajęło jej to dłuższą chwilę, aczkolwiek udało jej się skończyć. Dopiero wtedy uniosła wzrok i na niego spojrzała, nadal bez słowa, ale mógł wyczytać z jej twarzy pytanie o to, co właściwie teraz powinna zrobić.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (14428), Geraldine Greengrass-Yaxley (10639)




Wiadomości w tym wątku
[02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 17:32
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 20:11
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 22:40
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.11.2024, 10:35
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.11.2024, 12:21
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.11.2024, 20:33
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.11.2024, 23:04
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.11.2024, 17:50
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 03:02
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 17:30
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 21:27
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 23:47
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 04.11.2024, 01:45
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.11.2024, 12:08
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 04.11.2024, 20:35
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.11.2024, 22:21
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.11.2024, 11:59
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.11.2024, 00:08
RE: [02.1971] Czekając na nadejście dnia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.11.2024, 16:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa