04.11.2024, 14:08 ✶
Spojrzenie Charlesa, które miało zmiękczać serca, zrobiło się jeszcze łagodniejsze, jeszcze bardziej niewinne. Światło tańczyło w ciemnych tęczówkach, wyciągając z nich złote promienie, gdy wpatrywał się w Rodolphusa i chłonął wszystkie jego słowa.
- Nie mów tak, Rolph… - Znalazł w sobie pokłady wstydu, które wpłynęły różem na jego twarz. I chociaż uczucie było przyjemne, rozgrzewało od środka i sprawiało, że kolana miękły jeszcze bardziej, to wiedział, że takie emocje były niemęskie i powinien je powstrzymać. Nie powinien tak brnąć w ramiona drugiego mężczyzny i pozwalać traktować się jak panienka. Można było określić go wieloma przymiotami, ale panienka do nich nie należało. Nie zmieniało to jednak faktu, że dłoń na włosach była tak przyjemna, tak ciepła, tak wiele dawała w zimnym, smutnym życiu Charlesa...
Należało skupić się na zadaniu. Kwiatek potrzebował pomocy, bo jego dobrostan odpowiadał bezpośrednio za dobrostan tak Rodolphusa, jak i w przedłużeniu Charlesa. Z pewnym ociąganiem wyswobodził się z ramion Lestrange'a.
- Wuj Alexander z pewnością wie, komu ufać. - Podsumował sprawę, poprawiając koszulę niby bez większego przejęcia. Mankiety musiały wyglądać na idealne. A starszy Mulciber był na tyle rozważną osobą (przynajmniej w oczach Charlesa), że panna Chang widniała jako odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu, nawet jeśli tak naprawdę mogła nie mieć pojęcia o kwiatkach. Nie miało to znaczenia, skoro Alex potwierdził, że Maeve pomoże. - Dlatego ufa tobie. - Dodał Charlie z lekkim uśmiechem.
Kiedy poprawiał rękawy, pocałunek wziął go z zaskoczenia, ale nie było to nieprzyjemne zaskoczenie. Przecież nie mógł wiedzieć, że jest tylko kolejną pozycją do odhaczenia na liście. Zmniejszonego kwiatka włożył do kartonowego pudełka, które zostało gdzieś z boku po tym, jak planował pakowanie swoich kolejnych świeczek (delikatne wzory należało zabezpieczać na czas transportu), po czym złapał Rolpha za ramię. Mogli przenieść się do palarni Changów.
- Nie mów tak, Rolph… - Znalazł w sobie pokłady wstydu, które wpłynęły różem na jego twarz. I chociaż uczucie było przyjemne, rozgrzewało od środka i sprawiało, że kolana miękły jeszcze bardziej, to wiedział, że takie emocje były niemęskie i powinien je powstrzymać. Nie powinien tak brnąć w ramiona drugiego mężczyzny i pozwalać traktować się jak panienka. Można było określić go wieloma przymiotami, ale panienka do nich nie należało. Nie zmieniało to jednak faktu, że dłoń na włosach była tak przyjemna, tak ciepła, tak wiele dawała w zimnym, smutnym życiu Charlesa...
Należało skupić się na zadaniu. Kwiatek potrzebował pomocy, bo jego dobrostan odpowiadał bezpośrednio za dobrostan tak Rodolphusa, jak i w przedłużeniu Charlesa. Z pewnym ociąganiem wyswobodził się z ramion Lestrange'a.
- Wuj Alexander z pewnością wie, komu ufać. - Podsumował sprawę, poprawiając koszulę niby bez większego przejęcia. Mankiety musiały wyglądać na idealne. A starszy Mulciber był na tyle rozważną osobą (przynajmniej w oczach Charlesa), że panna Chang widniała jako odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu, nawet jeśli tak naprawdę mogła nie mieć pojęcia o kwiatkach. Nie miało to znaczenia, skoro Alex potwierdził, że Maeve pomoże. - Dlatego ufa tobie. - Dodał Charlie z lekkim uśmiechem.
Kiedy poprawiał rękawy, pocałunek wziął go z zaskoczenia, ale nie było to nieprzyjemne zaskoczenie. Przecież nie mógł wiedzieć, że jest tylko kolejną pozycją do odhaczenia na liście. Zmniejszonego kwiatka włożył do kartonowego pudełka, które zostało gdzieś z boku po tym, jak planował pakowanie swoich kolejnych świeczek (delikatne wzory należało zabezpieczać na czas transportu), po czym złapał Rolpha za ramię. Mogli przenieść się do palarni Changów.
Koniec sesji