05.11.2024, 00:00 ✶
- To naprawdę długa perspektywa! - Charles uśmiechnął się pod nosem, zakładając nogę na nogę. Zamieszał w swojej kawie, chcąc, by cukier rozpuścił się do końca. - Jestem świadom, że jeszcze dużo mi brakuje, żeby zacząć coś naprawdę... prawdziwego. - Stwierdził z wahaniem, nie znalazłszy lepszego słowa. - Muszę znaleźć dobrego zaklinacza, żeby pomógł mi w nauce nakładania zaklęć na świeczki. Może ty jakiegoś znasz? - Podpytał od razu, unosząc spojrzenie na Peregrinusa. W tych oczach nie było nic, prócz szczerości i nadziei. Charles rzeczywiście potrzebował pomocy kogoś bardziej doświadczonego i nie krył się z tym. Pomoc wuja z miejsca odpadała. - Skoro znasz nawet Isaaca Bagshota? - Uczepił się zaraz tematu reportera.
Dla Charlesa, temat Isaaca był trudny. Bagshot wydawał się mieć same dobre intencje, lecz ojciec jasno przedstawił sprawę: Isaac Bagshot wykorzystał Charlesa do własnych celów. Ale czy na pewno była to prawda? Czy to Charlie sam nie zdjął koszuli, nie zapozował do zdjęcia (choć ciągle się wstydził), czy sam nie opowiedział o świeczkach, chcąc chronić skórę wuja? Kiedy Mulciber wracał do listów, które wymienili w czasie tych nieszczęsnych dni po Lammas, dochodził do wniosku, że być może... być może w tym jednym ojciec nie miał racji. Być może obaj przesadzili i Isaac chciał dobrze, oferując wywiad, a to Charles nie pomyślał o konsekwencjach?
- Co o nim myślisz? Czy to rzetelny reporter? - Podpytał od razu, chcąc poznać opinię Peregrinusa. - N-nie musisz szukać tych map od razu! - Zawołał za nim, widząc, że do tego zabiera się nowy kolega. A nie wyglądał na narwanego! - Dziękuję! - Dodał głośno, bo wiedział, że chociaż map mogło być pod dostatkiem, to pożyczanie takiej komuś zupełnie obcemu mogło nie być komfortowe.
Trelawney miał wiele do powiedzenia do Alexandrze i Charlie nie wiedział, czy jego słowa mu się podobają, czy nie. Przyciągnął do siebie mapy, a domniemania na temat zaopatrywania lokalu w świece skwitował uprzejmym skinieniem głową.
- To bardzo ciekawe, co mówisz. Zauważyłem, że wuj budzi w ludziach skrajne odczucia. - Wyraził się delikatnie, skupiając się na tym kawałku mapy, który widoczny był w rulonie. - Jestem przekonany, że wuj Alexander jest stworzony do wielkich rzeczy. Że, cóż, tak jak mówisz, nauczy się być geniuszem. - Uśmiechnął się pod nosem, ale tym razem ten uśmiech był tylko dla niego. Kiedy mówił o wuju Alexandrze, w jego klatce piersiowej rozlewało się ciepło, bardzo przyjemne, przesycone dumą z dzielenia krwi z kimś takim. Może kiedyś stanie się podobny wujowi. Kiedyś.
I choć wieść o tym, że Lyssa była córką mistrza była zaskakująca, to nawet w najmniejszym stopniu nie tak, jak to zupełnie niepodważalne odmówienie bycia w grupie tworzącej Prawa Czasu i gabinet pani doktor.
- Ale... będziemy pracować w jednym miejscu. - Zauważył Charles z pewną żałością, która wylała się z niego wraz z rozczarowaniem. - Przecież będziemy się widywać? Rozmawiać ze sobą? Miałem nadzieję poznać was wszystkich bliżej...
Dla Charlesa, temat Isaaca był trudny. Bagshot wydawał się mieć same dobre intencje, lecz ojciec jasno przedstawił sprawę: Isaac Bagshot wykorzystał Charlesa do własnych celów. Ale czy na pewno była to prawda? Czy to Charlie sam nie zdjął koszuli, nie zapozował do zdjęcia (choć ciągle się wstydził), czy sam nie opowiedział o świeczkach, chcąc chronić skórę wuja? Kiedy Mulciber wracał do listów, które wymienili w czasie tych nieszczęsnych dni po Lammas, dochodził do wniosku, że być może... być może w tym jednym ojciec nie miał racji. Być może obaj przesadzili i Isaac chciał dobrze, oferując wywiad, a to Charles nie pomyślał o konsekwencjach?
- Co o nim myślisz? Czy to rzetelny reporter? - Podpytał od razu, chcąc poznać opinię Peregrinusa. - N-nie musisz szukać tych map od razu! - Zawołał za nim, widząc, że do tego zabiera się nowy kolega. A nie wyglądał na narwanego! - Dziękuję! - Dodał głośno, bo wiedział, że chociaż map mogło być pod dostatkiem, to pożyczanie takiej komuś zupełnie obcemu mogło nie być komfortowe.
Trelawney miał wiele do powiedzenia do Alexandrze i Charlie nie wiedział, czy jego słowa mu się podobają, czy nie. Przyciągnął do siebie mapy, a domniemania na temat zaopatrywania lokalu w świece skwitował uprzejmym skinieniem głową.
- To bardzo ciekawe, co mówisz. Zauważyłem, że wuj budzi w ludziach skrajne odczucia. - Wyraził się delikatnie, skupiając się na tym kawałku mapy, który widoczny był w rulonie. - Jestem przekonany, że wuj Alexander jest stworzony do wielkich rzeczy. Że, cóż, tak jak mówisz, nauczy się być geniuszem. - Uśmiechnął się pod nosem, ale tym razem ten uśmiech był tylko dla niego. Kiedy mówił o wuju Alexandrze, w jego klatce piersiowej rozlewało się ciepło, bardzo przyjemne, przesycone dumą z dzielenia krwi z kimś takim. Może kiedyś stanie się podobny wujowi. Kiedyś.
I choć wieść o tym, że Lyssa była córką mistrza była zaskakująca, to nawet w najmniejszym stopniu nie tak, jak to zupełnie niepodważalne odmówienie bycia w grupie tworzącej Prawa Czasu i gabinet pani doktor.
- Ale... będziemy pracować w jednym miejscu. - Zauważył Charles z pewną żałością, która wylała się z niego wraz z rozczarowaniem. - Przecież będziemy się widywać? Rozmawiać ze sobą? Miałem nadzieję poznać was wszystkich bliżej...