05.11.2024, 09:00 ✶
Tak jak Vincent obserwował ją jak opętaną, tak ona patrzyła na niego jakby nagle oszalał. Każde kolejne zdanie, jakie wypowiadał, było tylko bardziej absurdalne. Zieleń? Brenna lubiła zieleń, ale nigdy specjalnie nie stawiała na ten kolor, dziadek chyba wreszcie by ją wydziedziczył, gdyby ustroiła Warownię w zielone barwy. Że nie znał Patricka ani trochę nie dziwiło, że znał paru aurorów niby też, jego kuzyni nimi byli, ale dlaczego uważał to za dziwne, że nie wiedział, kim jest Patrick?
Coś było nie tak.
Coś bardzo było nie tak.
Pomyślała znowu o resztkach zmieniacza czasu, które nie wiedzieć czemu wciąż nosiła w kieszeni - zamierzała je wyrzucić, ale jakoś bała się cisnąc je po prostu do mugolskiego kosza. Nie miała w zwyczaju ulegać panice, ale myśl, że zrobiła coś źle, zachwiała czasem i coś się zmieniło, wbijała się w nią igiełkami strachu. Skupiona na tym, na opracowaniu planu, co zrobić, do kogo iść - Morpheus, brat babki? - nie od razu odpowiedziała Prewettowi. Po chwili jednak wymieniane przez niego szczegóły uruchomiły ciąg skojarzeniowy...
- Zaraz, masz na myśli Rodericka Pluma? - spytała, czując nagle mdłości.
Roderick Plum, który dokonał paru włamań w magicznym Londynie, od kilku miesięcy siedział przecież w więzieniu.
Podniosła się wreszcie z tego zielonego fotela, którego obcość kuła ją niemal w fizyczny sposób. Zatrzymała się przy oknie, wyglądając przez nie w dużej mierze dlatego, że nie chciała pokazywać Vincentowi twarzy. O ile to był Vincent.
Myśl, nakazała sobie, bo przecież nie mogła cofając się o trzy dni zmienić tak wielu rzeczy, sięgających daleko wstecz. Rodericka aresztowano pół roku temu.
Czy uszkadzając czasozmieniacz, uszkodziła coś jeszcze?
I czy da się to naprawić?
Brenna utkwiła spojrzenie w ulicy, a choć pochłonięta myślami od razu czuła, że coś jest nie tak, dopiero po chwili zrozumiała, co konkretnie. Mugolskie auta sunęły po ulicach, trzymając się prawej strony: dokładnie tak, jak w innych krajach Europy. A przecież to, do cholery, była Anglia. To ludzie robili dokładnie odwrotnie, bo tak.
Oszalałam wreszcie, pomyślała Brenna, zaciskając palce mocno na parapecie. Łatwiej było uwierzyć w szaleństwo własne niż całego świata. Łatwiej było uznać, że jej odbiło niż że zmieniło się wszystko i... cholera, czy to jej wina?
- Jeśli chcecie dorwać Rodericka, sprawdźcie Pearl Vegas. To jej pseudonim. Tak naprawdę jest jego siostrą - powiedziała martwym głosem, chociaż zaraz uświadomiła sobie, że Pearl Vegas może nie być siostrą Rodericka, nie tutaj, nie... w tej linii czasu? Chociaż... najwyraźniej ona była dalej siostrą Erika.
Który chciał od niej pieniędzy i z którym nie utrzymywała kontaktów.
- Podziemne ścieżki dziś odwołane, coś mi wypadło.
Wpadłam w dziurę w czasie i przestrzeni i muszę wymyślać, jak wrócić do siebie.
Do domu.
Coś było nie tak.
Coś bardzo było nie tak.
Pomyślała znowu o resztkach zmieniacza czasu, które nie wiedzieć czemu wciąż nosiła w kieszeni - zamierzała je wyrzucić, ale jakoś bała się cisnąc je po prostu do mugolskiego kosza. Nie miała w zwyczaju ulegać panice, ale myśl, że zrobiła coś źle, zachwiała czasem i coś się zmieniło, wbijała się w nią igiełkami strachu. Skupiona na tym, na opracowaniu planu, co zrobić, do kogo iść - Morpheus, brat babki? - nie od razu odpowiedziała Prewettowi. Po chwili jednak wymieniane przez niego szczegóły uruchomiły ciąg skojarzeniowy...
- Zaraz, masz na myśli Rodericka Pluma? - spytała, czując nagle mdłości.
Roderick Plum, który dokonał paru włamań w magicznym Londynie, od kilku miesięcy siedział przecież w więzieniu.
Podniosła się wreszcie z tego zielonego fotela, którego obcość kuła ją niemal w fizyczny sposób. Zatrzymała się przy oknie, wyglądając przez nie w dużej mierze dlatego, że nie chciała pokazywać Vincentowi twarzy. O ile to był Vincent.
Myśl, nakazała sobie, bo przecież nie mogła cofając się o trzy dni zmienić tak wielu rzeczy, sięgających daleko wstecz. Rodericka aresztowano pół roku temu.
Czy uszkadzając czasozmieniacz, uszkodziła coś jeszcze?
I czy da się to naprawić?
Brenna utkwiła spojrzenie w ulicy, a choć pochłonięta myślami od razu czuła, że coś jest nie tak, dopiero po chwili zrozumiała, co konkretnie. Mugolskie auta sunęły po ulicach, trzymając się prawej strony: dokładnie tak, jak w innych krajach Europy. A przecież to, do cholery, była Anglia. To ludzie robili dokładnie odwrotnie, bo tak.
Oszalałam wreszcie, pomyślała Brenna, zaciskając palce mocno na parapecie. Łatwiej było uwierzyć w szaleństwo własne niż całego świata. Łatwiej było uznać, że jej odbiło niż że zmieniło się wszystko i... cholera, czy to jej wina?
- Jeśli chcecie dorwać Rodericka, sprawdźcie Pearl Vegas. To jej pseudonim. Tak naprawdę jest jego siostrą - powiedziała martwym głosem, chociaż zaraz uświadomiła sobie, że Pearl Vegas może nie być siostrą Rodericka, nie tutaj, nie... w tej linii czasu? Chociaż... najwyraźniej ona była dalej siostrą Erika.
Który chciał od niej pieniędzy i z którym nie utrzymywała kontaktów.
- Podziemne ścieżki dziś odwołane, coś mi wypadło.
Wpadłam w dziurę w czasie i przestrzeni i muszę wymyślać, jak wrócić do siebie.
Do domu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.