05.11.2024, 10:29 ✶
Thomas był trochę zbyt pomocny i ogólnie rzecz biorąc zbyt dobry, aby w ogóle mogło mu to wyjść na dobre. Świat i ludzie lubili takie osoby bezwzględnie wykorzystywać. W pewnym sensie i ona zapędzała go do nagłej roboty, w dodatku w momencie, w którym był zmęczony po treningu i nawet nie ofiarowywała dokładnych wyjaśnień – wyrzuty sumienia były jednak stłumione przez wiele innych emocji, targających nią ostatnimi dniami. Przede wszystkim przez strach o Quintessę. Poza tym sama też pomogłaby mu w podobnych okolicznościach i pewnie na jakiekolwiek wątpliwości odpowiedziałaby, że od tego ma się przyjaciół.
– W takim razie będę czekać tutaj, a gdybyś za długo się nie pojawiał, wpadnę do was – powiedziała więc tylko, zanim oboje znikli z cichym trzaskiem teleportacji.
*
Brenna pojawiła się w Księżycowym Stawie jakiś czas później – z pudełkiem zabawek, kupionym na wszelki wypadek na Pokątnej, opakowaniem pizzy z niemagicznego Londynu (skoro i tak musiała coś ze sobą zrobić, to wykorzystanie tego czasu na kupienie czegoś do jedzenia uznała za dobry plan), kilkoma gazetami i z notatnikiem, który zgarnęła ze swojego mieszkania londyńskiego. Nie mogła go znaleźć w ostatnich dniach i sądziła, że wepchnęła go gdzieś na dno jednego z pudeł, ale teraz już doskonale wiedziała, co się stało.
Gdy Thomas się pojawił, zastał ją siedzącą na popękanej, kamiennej ławce, w zniszczonej altanie, porośniętej częściowo uschniętymi roślinami. Jedną ręką zjadała pizzę, drugą podkreślała w gazetach wszystkie informacje, które mogły być w jej opinii jakoś powiązane z Knieją Godryka.
Parę miesięcy temu badała tę sprawę intensywnie, odbijała się od ściany, a Departament Tajemnic i szefostwo jasno dawali znać, że informacjami dzielić się nie będą, ona zaś ma trzymać się z daleka. Nie działo się nic, Ministerstwo albo to ignorowało, albo odcinania ją od wiadomości, odpuściła więc wreszcie, teraz jednak… ciemność Kniei sięgała znowu po mieszkańców: sięgnęła po jej rodzinę, zagnieżdżając się w głowie Tessy.
Musiała przynajmniej spróbować.
– Jestem! – odparła, podnosząc się z miejsca i wyglądając za Thomasem, a potem rozpromieniła się na widok tego, co niósł. – Cudownie. Dzięki wielkie – powiedziała, włożyła sobie do ust resztkę kawałka pizzy i wyciągnęła z kieszeni chusteczkę, by szybko wytrzeć dłoń. – Reszta pizzy jest twoja, zasłużyłeś sobie na nią – odparła, wskazując na pudełko. Pochyliła się nad blatem i zgarnęła pośpiesznie swoje rzeczy, by zebrać się do Azylu Figgów.
– W takim razie będę czekać tutaj, a gdybyś za długo się nie pojawiał, wpadnę do was – powiedziała więc tylko, zanim oboje znikli z cichym trzaskiem teleportacji.
*
Brenna pojawiła się w Księżycowym Stawie jakiś czas później – z pudełkiem zabawek, kupionym na wszelki wypadek na Pokątnej, opakowaniem pizzy z niemagicznego Londynu (skoro i tak musiała coś ze sobą zrobić, to wykorzystanie tego czasu na kupienie czegoś do jedzenia uznała za dobry plan), kilkoma gazetami i z notatnikiem, który zgarnęła ze swojego mieszkania londyńskiego. Nie mogła go znaleźć w ostatnich dniach i sądziła, że wepchnęła go gdzieś na dno jednego z pudeł, ale teraz już doskonale wiedziała, co się stało.
Gdy Thomas się pojawił, zastał ją siedzącą na popękanej, kamiennej ławce, w zniszczonej altanie, porośniętej częściowo uschniętymi roślinami. Jedną ręką zjadała pizzę, drugą podkreślała w gazetach wszystkie informacje, które mogły być w jej opinii jakoś powiązane z Knieją Godryka.
Parę miesięcy temu badała tę sprawę intensywnie, odbijała się od ściany, a Departament Tajemnic i szefostwo jasno dawali znać, że informacjami dzielić się nie będą, ona zaś ma trzymać się z daleka. Nie działo się nic, Ministerstwo albo to ignorowało, albo odcinania ją od wiadomości, odpuściła więc wreszcie, teraz jednak… ciemność Kniei sięgała znowu po mieszkańców: sięgnęła po jej rodzinę, zagnieżdżając się w głowie Tessy.
Musiała przynajmniej spróbować.
– Jestem! – odparła, podnosząc się z miejsca i wyglądając za Thomasem, a potem rozpromieniła się na widok tego, co niósł. – Cudownie. Dzięki wielkie – powiedziała, włożyła sobie do ust resztkę kawałka pizzy i wyciągnęła z kieszeni chusteczkę, by szybko wytrzeć dłoń. – Reszta pizzy jest twoja, zasłużyłeś sobie na nią – odparła, wskazując na pudełko. Pochyliła się nad blatem i zgarnęła pośpiesznie swoje rzeczy, by zebrać się do Azylu Figgów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.