05.11.2024, 17:39 ✶
Jeżeli rzeczy jakie robił i mówił przy nim Laurent były jakąś próbą manipulacji, to wychodziła mu ona bardzo dobrze. Udawanie, że wszystko jest w porządku było jego działką, a nie ludzi, którym można było pomóc. Blondyn pociągnął więc za wszystkie odpowiednie struny, za jakie powinien, chcąc pozbawić Flynna gruntu pod nogami. Za dużo myśli naraz, za dużo zazdrości. Z jednej strony świadomość, że tak się mówi o niepotrzebowaniu niczego i to nic nie znaczy, z drugiej - ten diabeł szepczący o jego winie. Znowu oszczędzał słowa do samego końca, ale powiedział coś, co ich podzieliło.
Kolejna cegła do tego, żeby nie odezwać się już nigdy, ale jednocześnie nie mógł tego nie skomentować. Dlaczego nie zauważył momentu, w którym życie zrobiło się jeszcze trudniejsze niż normalnie?
- Przestań - stęknął, chwiejąc się przez moment i oparcie znalazł we wspomnianym wcześniej stole, ten jednak nie był do końca stabilny i przesunął się razem z nim, wprawiając w nagły ruch zabarwioną na czerwono wodę z naczynia. Nie chciał do tego doprowadzić - to było nieporadne, ale nijak nie mógł wyzbyć się tego uczucia w żołądku, tego nacisku sprawiającego, że zwyczajnie głupiał. Przetarł dłonią usta i zdecydował się na rzucenie zaklęcia na naczynie i wszystko, co zdążyło się rozlać - uniosły się w górę i powoli przesuwały w kierunku zlewu, a on odkleił się od blatu i bezskutecznie próbował patrzeć mu w oczy. Wzrok wędrował gdziekolwiek indziej - na deski podłogi, szafę, sufit...
- Zaryczysz się do snu, a ja nie zasnę, póki nie wzejdzie słońce. - Prawda była jednak taka, że nie zamierzał zmuszać go do zostania. Gdyby Prewett zdecydował się wyjść, Crow by to zaakceptował. Stanowczość w jego głosie miała jednak wywrzeć nacisk. - Moje jedyne pytanie brzmi: czy przynieść ci jakieś ubrania? - O ile dało się potraktować go poważnie, kiedy znów skubał skórki wokół swoich paznokci. Dzisiaj miał lecieć do Paryża. Chyba nie poleci, ale może to i dobrze - bo każde kolejne spotkanie z Norą przybliżało go do tego, że wreszcie zacznie kłamać jej w żywe oczy. - T-te fioletowe drzwi to łazienka. - Po tym ugryzł się w wargę. Nie miał pojęcia, dlaczego się zająknął i chciał coś z tym zrobić. Cokolwiek. Gdyby tylko pewne sceny dało się rozgrywać w nieskończoność aż do oczekiwanego rezultatu, zupełnie tak jak w scenariuszach, które człowiek układał sobie w głowie przed snem.
- Nadejście dnia nie zaszkodzi w powrocie do domu bez uczucia lęku.
Blondynka stojąca teraz w przejściu zgodziła się z nim, ale jej głos, a także dotyk jej dłoni na ramieniu, kiedy zbliżyła się do ich dwójki, zamiast otulić go komfortem, wywołał na plecach Crowa zimny dreszcz.
- Zamknij drzwi na klucz, ale nie zostawiaj go w zamku.
Mężczyzna pokiwał głową. Jeszcze kilka długich sekund gapił się na swoje skarpetki, dopiero kiedy Cora zniknęła, nabrał powietrza i podał Laurentowi rękę.
Kolejna cegła do tego, żeby nie odezwać się już nigdy, ale jednocześnie nie mógł tego nie skomentować. Dlaczego nie zauważył momentu, w którym życie zrobiło się jeszcze trudniejsze niż normalnie?
- Przestań - stęknął, chwiejąc się przez moment i oparcie znalazł we wspomnianym wcześniej stole, ten jednak nie był do końca stabilny i przesunął się razem z nim, wprawiając w nagły ruch zabarwioną na czerwono wodę z naczynia. Nie chciał do tego doprowadzić - to było nieporadne, ale nijak nie mógł wyzbyć się tego uczucia w żołądku, tego nacisku sprawiającego, że zwyczajnie głupiał. Przetarł dłonią usta i zdecydował się na rzucenie zaklęcia na naczynie i wszystko, co zdążyło się rozlać - uniosły się w górę i powoli przesuwały w kierunku zlewu, a on odkleił się od blatu i bezskutecznie próbował patrzeć mu w oczy. Wzrok wędrował gdziekolwiek indziej - na deski podłogi, szafę, sufit...
- Zaryczysz się do snu, a ja nie zasnę, póki nie wzejdzie słońce. - Prawda była jednak taka, że nie zamierzał zmuszać go do zostania. Gdyby Prewett zdecydował się wyjść, Crow by to zaakceptował. Stanowczość w jego głosie miała jednak wywrzeć nacisk. - Moje jedyne pytanie brzmi: czy przynieść ci jakieś ubrania? - O ile dało się potraktować go poważnie, kiedy znów skubał skórki wokół swoich paznokci. Dzisiaj miał lecieć do Paryża. Chyba nie poleci, ale może to i dobrze - bo każde kolejne spotkanie z Norą przybliżało go do tego, że wreszcie zacznie kłamać jej w żywe oczy. - T-te fioletowe drzwi to łazienka. - Po tym ugryzł się w wargę. Nie miał pojęcia, dlaczego się zająknął i chciał coś z tym zrobić. Cokolwiek. Gdyby tylko pewne sceny dało się rozgrywać w nieskończoność aż do oczekiwanego rezultatu, zupełnie tak jak w scenariuszach, które człowiek układał sobie w głowie przed snem.
- Nadejście dnia nie zaszkodzi w powrocie do domu bez uczucia lęku.
Blondynka stojąca teraz w przejściu zgodziła się z nim, ale jej głos, a także dotyk jej dłoni na ramieniu, kiedy zbliżyła się do ich dwójki, zamiast otulić go komfortem, wywołał na plecach Crowa zimny dreszcz.
- Zamknij drzwi na klucz, ale nie zostawiaj go w zamku.
Mężczyzna pokiwał głową. Jeszcze kilka długich sekund gapił się na swoje skarpetki, dopiero kiedy Cora zniknęła, nabrał powietrza i podał Laurentowi rękę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.