Póki co właściwie jeszcze sama nie do końca wiedziała, jak ugryzie temat, ale pojawiła się iskra, która zachęcała ją do działania. Lubiła takie momenty, mogła z nich wynosić to, co najlepsze. Miała zamiar podejść do sprawy rozsądanie, podpytać, najlepiej najbliższych, a dopiero później działać. To mogło przynieść im sporo korzyści, chętnie rozwijała te umiejętności, które faktycznie mogły się im na coś przydać. Tutaj widziała dosyć sporo możliwych zastosowań, więc na pewno zajmie się tym tematem. Zresztą na pewno dobrze jej zrobi aktualnie zafiksowanie się na czymś konkretnym, będzie mogła od siebie odsunąć te wszystkie nieprzyjemne myśli, które zaczynały ją gnębić. To było bardzo dobre rozwiązanie.
Na to już było trochę za późno, bo Yaxleyówna wiele lat temu wsiąknęła w towarzystwo łowców. Należała do niego, miała świadomość, że nie wzbudzali oni zbyt pozytywnych emocji, ale udało jej się z biegiem czasu nawet zyskać ich szacunek. Z początku spoglądali na nią dość niepewnie, jak na jedną z rozpieszczonych dziewcząt, która nie do końca wiedziała, czego chce od życia. Dosyć szybko jednak udowodniła im, że się mylą. Nie bez powodu ojciec od lat dbał o to, aby faktycznie znała się na rzeczy, widział w niej potencjał, a ona robiła wszystko, aby był z niej faktycznie dumny, zresztą naprawdę kochała to co robiła, nie widziała dla siebie żadnej innej drogi. Próbowała zresztą nawet pracy w ministerstwie, którą bardzo szybko porzuciła, to nie była jej bajka.
Wiedziała, że Ambroise miał powody, aby kwestionować ten pomysł. Nie wykazała się ostatnio zbyt wielkim rozsądkiem, ale nie skreślał jej. To było dla niej ważne. Na pewno zamierzała mu pokazać, że wróciła na dobre tory, nie chciała po raz kolejny nadszarpywać jego zaufania. Musieli wrócić do tego, co mieli jeszcze jakiś miesiąc temu. Powoli próbowała to odbudować, nie chciała popełniać kolejnych błędów, bo mogło ich to kosztować zbyt wiele. Zdecydowanie wolała, żeby wszystko im się układało, tak jak było do tej pory. Nie mogła dopuścić do tego, aby to, co zbudowali runęło.
To zresztą miało im pomóc, tylko dlatego zamierzała się tym zająć. Musieli szukać jak największej ilości możliwości, sposobów, które mogły pomóc im się odnaleźć w świecie, w którym przyszło im żyć, nie do końca znajomym i zdecydowanie mniej przyjaźnie nastawionym.
Wyczytała wszystko co miał jej do powiedzenia na ten temat z jego spojrzenia oraz tego kiwnięcia głową. Zresztą była z nim szczera, nie ukrywała, że zamierza się tym zająć, więc wiedziała, że musiało to być zrobione w odpowiedni sposób. Nie mogła już więcej ryzykować, to musiało zostać za nią. Na pewno zamierzała się tym zająć jak najbardziej właściwie, bez kolejnych przebojów związanych z jej nieodpowiedzialnością.
- Doceniam to, naprawdę... - Westchnęła jeszcze ciężko, bo szkoda, że akurat okazywał to właśnie w tej sytuacji. Dobrze jednak, że nieco odeszli od tych przygnębiających tematów i zaczęli rozmawiać w lżejszym tonie. To zdecydowanie im się przydało. Nie mogli wiecznie myśleć o tych nieprzyjemnych sprawach.
Ona sama raczej rzadko kiedy skłaniała się do wyszukanych słów. Nie była dobrym mówcą, miała tego świadomość. Kiedy mówiła robiła to raczej w sposób dosadny, nieszczególnie barwny i pełen wymyślnych epitetów. Nie miała czasu, żeby zastanawiać się nad słowami, które padały z jej ust. Robiła to raczej automatycznie, nim zdążyła wszystko dokładnie przemyśleć. Często żałowała, że nie ugryzła się w język, bo to, co miała do powiedzenia nie do końca brzmiało tak jak powinno.
- Możesz powtórzyć tę część o tym, że doskonale się ci się z tym żyje? - Rzuciła jeszcze rozbawiona tą sytuacją. Niby nie potrzebowała ponownych zapewnień, ale skoro już się skłonił do tego, aby mówić o tym tak otwarcie... to cóż, zresztą zamierzała zapamiętać te słowa i wyciągnąć je w momencie, w którym będzie się tego najmniej spodziewał. Tak, na pewno wykorzysta je w przyszłości, uczyła się w końcu od najlepszego w tej dziedzinie. Oby tylko kiedyś uczeń nie przerósł mistrza.
Zatęskniła za wiosną. Wtedy spędzali godziny na plaży, zajęci tylko i wyłącznie sobą. Dzisiaj nie mogli sobie pozwolić na zbyt wiele zapomnienia, a szkoda, bardzo chętnie tkwiłaby w tym uścisku, całowała go do utraty tchu. Szkoda, że aktualnie raczej nie było widać rychłej nadziei na szybkie pojawienie się tej przyjemniejszej pory roku. Jeszcze będzie przepięknie, tak, tego się trzymała. Udało im sie ukraść jednak chociaż drobną chwilę w której mogli się zatracić.
Nie do końca wiedziała co knuje, ale dostrzegła to w jego oczach. Zwróciła uwagę na ten uśmiech, tyle, że nie miała pojęcia, co chciał jej przekazać, a może właśnie nie chciał. Przeszywała go spojrzeniem próbując rozgryźć o co może mu chodzić, jednak się poddała. Może uchyli jej rąbka tajemnicy, zawsze to robił, prędzej lub nieco później. Nie mieli przed sobą przecież tajemnic.
Dotyk jego ust pozostawił na wychłodzonej dłoni przyjemne ciepło. Nie mogła się doczekać momentu, w którym wrócą do domu i zajmą się tymi bardziej przyjemnymi czynnościami, póki co jednak wypadało się skupić na tym, co powinni dokończyć. Nagroda miała wynagrodzić to oczekiwanie.
- Spróbuję, aczkolwiek nie mogę obiecać, że je zapamiętam, sam wiesz, jak to ze mną jest. - Tak miała bardzo dobrą pamięć, tyle, że krótką. To nie tak, że te pytania zniknęłyby z jej głowy na dobre, ale pewnie wróciłby do niej w najmniej oczekiwanym momencie, w którym lepiej byłoby ich nie zadawać. Tak już to u niej wyglądało.
Uśmiechnęła się do siebie, kiedy usłyszała ten charakterystyczny akcent w słowach, które wypowiedział. Nie zdarzało mu się to często przy innych, ale przy niej wydawał się zapominać. Zresztą tak jak ona, dosyć często wpadała w ten swój słowotok, kiedy nie do końca panowała nad sposobem w jaki mówi. Nie każdy mógł ją wtedy zrozumieć, ale on nigdy nie miewał z tym problemu, najwyraźniej przyzwyczaił się do tego i rozumiał ją nawet wtedy. Cóż, nie wzięło się to znikąd, w końcu spędzali ze sobą naprawdę wiele czasu, byli dla siebie stworzeni, tak właściwie to słowa nie były im potrzebne do komunikacji.
- Jest w tym trochę twojej winy, a może zasługi? - Tak, zdecydowanie to była ta druga opcja. Ambroise spowodował, że naprawdę wierzyła w siebie i swoje umiejętności. Nauczyła się je doceniać, przestała być skromna, wręcz przeciwnie nauczyła się być dumna z tego, co potrafiła. Miała świadomość, że nie jest biegła w każdej dziedzinie, ale to nie zmieniało faktu, że w niektórych z nich była naprawdę wyśmienita. Nie uważała tego za coś złego. Nie było ludzi idealnych, takich którzy potrafili robić wszystko, czego się tylko dotknęli. To nie było możliwe. Fałszywa skromność nie była tutaj więc wskazana, nie po tym, jak przez tyle lat powtarzał jej te wszystkie komplementy.
Oczywiście, że wybrała opcję, w której mogła się zaagnażować w jego działania. Nie zamierzała bezczynnie przyglądać się temu, jak sam się wszystkim zajmował. Mogła mu pomóc chociaż w tych czynnościach, które nie potrzebowały jakiejś tajemnej wiedzy. Wcale nie uważała tego za coś gorszego, przyjemność sprawiało jej to, że chociaż w ten sposób mogła dorzucić coś od siebie. Przy okazji dzięki temu Roise skończy szybciej to, czym się tutaj zajmował, a to była naprawdę spora zaleta. Jeszcze chwila, moment, a będą mogli wrócić do domu. Rozgrzać się, spędzić przyjemnie dalszą część poranka. Ta sytuacja była pełna zalet.
- Nie chyba, a na pewno, coś się wydarzyło, więc to musi działać. - Skoro i on i ona widzieli to chwilowe światło, które się nad nimi pojawiło, to faktycznie te jego czary musiały przynieść jakiś efekt. Nie mogło być inaczej. Cóż, jak zawsze pokazał, że jeśli się uprze to nie było dla niego rzeczy nie do przeskoczenia. Była z niego strasznie dumna i zazdrościła mu w tej chwili tego zawizięcia, bo okazało się to być całkiem skuteczne.
- Jasne, mogę zebrać świece. - Ledwie się odezwała już ruszyła przed siebie, aby czynić swoją powinność. Była już mniej skupiona na tej czynności, bo aktualnie nic nie mogła popsuć. Zbierała je jedna za drugą, tak, aby nie przegapić żadnej z nich.
Przystanęła wreszcie i spojrzała na Ambroisa, próbowała zorientować się, czy wykonał swoją część zadania. - Pomóc ci? Czy kończysz? - Zbliżyła się w jego kierunku, tak, czy siak, miała albo go wesprzeć w przysypywaniu kręgu śniegiem, albo wsunąć mu rękę pod ramię i w końcu udać się do domu.