W końcu Ginny znalazła się na ziemi. Misja ratowania kota zakończyła się sukcesem. Norka przestała pilnować otoczenia, kobieta wręczyła w jej ręce kota, którego panna Figg przytuliła delikatnie do swojej piersi. - Już spokojnie, będziesz bezpieczny. - Szyszek był nieco wystraszony, ale to nie było dla niej nic nowego. Zajmowali się przecież kotami w azylu, dzięki czemu wiedziała, jak przekonać do siebie kota, jak sprawić, aby poczuł się bezpiecznie. Delikatnie głaskała go wolną dłonią, aby poczuł się dobrze w jej towarzystwie. Miała nadzieję, że to pomoże.
- Bardzo sprytnie go stamtąd ściągnęłaś. - Powiedziała jeszcze z uśmiechem do kobiety, bo faktycznie zdaniem Nory to był niesamowity wyczyn. Ginny posiadała wachlarz niesamowitych umiejętności, które potrafiła wykorzystać w odpowiedni sposób.
- To prawdopodobne, że nie umiał wrócić. Na całe szczęście go odnaleźliśmy. - Wolała nie dzielić się teraz myślami, jakie przychodziły jej do głowy, kiedy rozpoczęli poszukiwania. Bała się, że nie znajdą kota, że coś w Dolinie postanowiło się nimi żywić. Jak widać była jeszcze dla nich nadzieja, skoro odnaleźli jedno z zagubionych zwierząt całe i zdrowe.
- Coś na pewno jest nie tak, skoro tyle kotów zaginęło, na szczęście tę zgubę udało nam się odnaleźć. - Nie mogli uratować wszystkich kotów, chociaż w sumie, może właściwie mogli? To była myśl, na której zamierzała się skupić później. Teraz wypadałoby, aby odnieśli Szyszka do stęsknionej za nim rodziny. Nie mogła się doczekać, aż przekażą im radosną nowinę.
- Tak, zaprowadźmy go do domu, na pewno tam na niego czekąją. - Odwróciła się w końcu na pięcie, aby ruszyć w stronę z której przyszli. Była zadowolona z tego, że udało im się znaleźć zwierzę, uśmiech nie schodził jej z twarzy.
W końcu po dłuższym spacerze trafili do domu, w którym czekała na zgubę jego rodzina. Wręczyli kota właścicielom i mogli udać się w stronę zachodzącego słońca z poczuciem spełnienia swojej misji.