06.11.2024, 03:08 ✶
Jonathan wciąż szeroko uśmiechnięty, dotknął opuszkami palców miejsca, w którym różdżka Woody'ego zetknęła się z jego plecami i pokręcił głową. Eh, gdyby tylko ten stary dureń po prostu porozmawiał ze swoją była żoną. Ale nie... Lepiej snuć dziwne plany o weselu Tessy i Anthony'ego. Na pewno to mu pomoże.
Chociaż na dobrą sprawę, to chyba trochę zazdrościł mu rozterek miłosnych. Jego własne były niestety nieco bardziej krwawe, a Anthony pojawiał się w nich nie jako obiekt zazdrości, a potencjalna ofiara zazdrości.
Uśmiech mu nieco zrzedł na tę myśl. A potem jeszcze bardziej, gdy usłyszał co takiego postanowił wygadywać Woody o jego przyjacielu.
Ja bym wolał, żeby mi rękę obślinił zarobaczony, wściekły kundel z Nokturnu, niż żebym miał prawicę uścisnąć Anthony’emu Shafiqowi.
Anthony nie był już tym młodym, chudym Krukonem, którego gryfońskie instynkty Jonathana kazały strzec przed wszystkimi zagrożeniami. Anthony nie był już od lat tamtym Krukonem, bo był politykiem, który z nie jednego oskarżenia się wybronił. Tak naprawdę nie musiał nic teraz mówić, mógł zignorować Woody'ego.
Widział coś, czego ty, Tessa i mój nieszczęsny, zaślepiony braciszek do dziś nie widzicie.
Palce same zacisnęły mu się mocniej na różdżce.
Szkoda tylko, że Woody nie widział czegoś więcej, niż zniekształconego obrazu Shafiqa wytworzonego przez jego własny umysł zaślepiony własną nieudolnością Clemensa w miłosnych sprawach. Nie widział lat przyjaźni, pomiędzy całą trójką, a tak naprawdę to czwórką, muszkieterów. Nie widział, jak Anthony pomógł mu, gdy przez skandal ślubny stracił możliwość pracy w teatrze. Nie widział, Anthony'ego, który sam z siebie wiedział jakich Selwyn, który próbował ukryć bezsenność przed przyjaciółmi, używał kadzidełek nasennych i miał je w pogotowiu, kiedy Jonathan zwierzał mu się z problemu z kochankiem. Problemu, za który Anthony się nie wściekł, nawet jeśli przez Selwyna ktoś czyhał na jego życie. Nie widział...
Jonathan gwałtownie przyśpieszył kroku, tak by stanać nagle przed drugim czarodziejem bez względu na to, czy ten na niego wpadł, czy też nie. Jak dobrze było być chociaż odrobinę wyższym od niego!
– Jeśli więcej osoby mówi, że jabłko jest czerwone, a mniej, że niebieskie, to jest większa szansa na to, że to ta mniejszość to daltoniści. Gdyby nie wsparcie Anthony'ego dwadzieścia lat temu, naprawdę nie mogę ci obiecać, że potrafiłbym się jeszcze uśmiechać tak jak jeszcze chwilę temu. – A ty może po prostu porozmawiaj z Tessą jak na dorosłą osobę przystało, zamiast złościć się na innych. Kusiło go aby powiedzieć, ale wstrzymał się, wpatrując się w Woody'ego poważnym spojrzeniem, pozwalając aby te słowa chociaż spróbowały do niego dotrzeć. – Szanuję cię Woody. Naprawdę cię szanuję, a jeśli i ty szanujesz mnie to proszę cię zaufaj mojemu osądowi. Anthony Shafiq to dobry człowiek. – Wierzył w to. Naprawdę w to wierzył. Nie ważne, że Tony'emu zdarzało się robić przekręty, jak ten z Kambodżą. Selwyn znał go zbyt dobrze, by wiedzieć po której stronie biło serce przyjaciela. Gdyby byli bohaterami jakiejś sztuki teatralnej, zarówno dramat, jak i komedia świetnie nadawały się do tej sytuacji, Jonathan powinien by pewnie powiedzieć teraz coś w stylu A jak myślisz, czyją połówką duszy jest Shafiq, a kto odwiedza go nocami w jego łóżku, ale no cóż... Prawdziwe życie nie pozwalały na tak dramatycznych faktów, a do tego pewnie zaliczał się ten ostatni.
Chociaż na dobrą sprawę, to chyba trochę zazdrościł mu rozterek miłosnych. Jego własne były niestety nieco bardziej krwawe, a Anthony pojawiał się w nich nie jako obiekt zazdrości, a potencjalna ofiara zazdrości.
Uśmiech mu nieco zrzedł na tę myśl. A potem jeszcze bardziej, gdy usłyszał co takiego postanowił wygadywać Woody o jego przyjacielu.
Ja bym wolał, żeby mi rękę obślinił zarobaczony, wściekły kundel z Nokturnu, niż żebym miał prawicę uścisnąć Anthony’emu Shafiqowi.
Anthony nie był już tym młodym, chudym Krukonem, którego gryfońskie instynkty Jonathana kazały strzec przed wszystkimi zagrożeniami. Anthony nie był już od lat tamtym Krukonem, bo był politykiem, który z nie jednego oskarżenia się wybronił. Tak naprawdę nie musiał nic teraz mówić, mógł zignorować Woody'ego.
Widział coś, czego ty, Tessa i mój nieszczęsny, zaślepiony braciszek do dziś nie widzicie.
Palce same zacisnęły mu się mocniej na różdżce.
Szkoda tylko, że Woody nie widział czegoś więcej, niż zniekształconego obrazu Shafiqa wytworzonego przez jego własny umysł zaślepiony własną nieudolnością Clemensa w miłosnych sprawach. Nie widział lat przyjaźni, pomiędzy całą trójką, a tak naprawdę to czwórką, muszkieterów. Nie widział, jak Anthony pomógł mu, gdy przez skandal ślubny stracił możliwość pracy w teatrze. Nie widział, Anthony'ego, który sam z siebie wiedział jakich Selwyn, który próbował ukryć bezsenność przed przyjaciółmi, używał kadzidełek nasennych i miał je w pogotowiu, kiedy Jonathan zwierzał mu się z problemu z kochankiem. Problemu, za który Anthony się nie wściekł, nawet jeśli przez Selwyna ktoś czyhał na jego życie. Nie widział...
Jonathan gwałtownie przyśpieszył kroku, tak by stanać nagle przed drugim czarodziejem bez względu na to, czy ten na niego wpadł, czy też nie. Jak dobrze było być chociaż odrobinę wyższym od niego!
– Jeśli więcej osoby mówi, że jabłko jest czerwone, a mniej, że niebieskie, to jest większa szansa na to, że to ta mniejszość to daltoniści. Gdyby nie wsparcie Anthony'ego dwadzieścia lat temu, naprawdę nie mogę ci obiecać, że potrafiłbym się jeszcze uśmiechać tak jak jeszcze chwilę temu. – A ty może po prostu porozmawiaj z Tessą jak na dorosłą osobę przystało, zamiast złościć się na innych. Kusiło go aby powiedzieć, ale wstrzymał się, wpatrując się w Woody'ego poważnym spojrzeniem, pozwalając aby te słowa chociaż spróbowały do niego dotrzeć. – Szanuję cię Woody. Naprawdę cię szanuję, a jeśli i ty szanujesz mnie to proszę cię zaufaj mojemu osądowi. Anthony Shafiq to dobry człowiek. – Wierzył w to. Naprawdę w to wierzył. Nie ważne, że Tony'emu zdarzało się robić przekręty, jak ten z Kambodżą. Selwyn znał go zbyt dobrze, by wiedzieć po której stronie biło serce przyjaciela. Gdyby byli bohaterami jakiejś sztuki teatralnej, zarówno dramat, jak i komedia świetnie nadawały się do tej sytuacji, Jonathan powinien by pewnie powiedzieć teraz coś w stylu A jak myślisz, czyją połówką duszy jest Shafiq, a kto odwiedza go nocami w jego łóżku, ale no cóż... Prawdziwe życie nie pozwalały na tak dramatycznych faktów, a do tego pewnie zaliczał się ten ostatni.