06.11.2024, 08:59 ✶
Przekroczywszy próg łazienki Crow zatrzymał się i wpatrywał w Laurenta dłuższy moment. Może i jutro wszystko miało być w porządku, ale dzisiaj wyglądał wyjątkowo źle. Już wcześniej widział jak ulatuje z niego życie, miał szansę być obserwatorem jego gorszych momentów, ale teraz wiedział, że to chyba jednak nie były wyjątkowe sytuacje, tylko powtarzający się schemat. Spotykali się już któryś raz, w kółko zachowywali się tak samo i robili sobie to samo. On nie narysował pomiędzy nimi linii, on spróbował wyryć ją nożem bez względu na konsekwencje i teraz, kiedy mógłby z niej skorzystać, przesunąć palcami po wgłębieniu, którego nie powinien przekraczać nawet myślami, zrobił krok do przodu. Może dlatego Cora aż tak szybko się schowała? Bo czuła w środku co miało się tutaj stać? Kobiety z jakiegoś powodu wyczuwały takie rzeczy szybciej, a co za tym szło musiała wyczuć porę na usunięcie się w cień. Crow nie zrozumiałby tego porównania, ale chwytając ręcznik z górnej półki szafki toaletowej i zbliżając się do blondyna bezdźwięcznie, czuł się dokładnie tak, jak czuje się syn robiący coś pod nosem rodziców. Coś, od czego spróbowali by go odwieść, a on świadomy tego faktu wybierał ciszę, nie do końca rozumiejąc, że czasami to właśnie cisza była najbardziej podejrzana i zdradzała najwięcej o tym, co łączyło dwójkę ludzi.
Znów mógłby się odezwać. Zadać pytanie, czy to znaczyło, że nadal chciał być jego właścicielem. Znów tego nie zrobił, ale przestał już uciekać spojrzeniem na boki. Wpatrywał się w Laurenta otwartymi szeroko, błyszczącymi oczami, z których dało się wyczytać permanentne, głębokie zmęczenie, ale i jakąś iskrę rozpaloną jeszcze gdzieś pomiędzy makabrycznym opisem i kolejnym zaproszeniem do dotyku. Dotyku bez względu na intencje Laurenta, dla Crowa znaczącego coś więcej. To nie była już przecież żadna tajemnica, że lubił być dotykany i... lubił dotykać. Potrafił to robić w różnych kontekstach, dzisiaj wybrzmiewała w tym dużą ostrożność i delikatność, kiedy wsuwał rękę pod jego kolana i przesuwał go w drugą stronę, tak żeby móc objąć chłopaka od przodu, a nie od tyłu. Ułożył go sobie w wygodnej pozycji do tego, żeby móc opatulić go tym ręcznikiem po pobieżnym starciu z niego ściekającej wody i klęknąć na zimnych kafelkach. Położył stopy Laurenta na swoich udach, przytulił się do jego nóg i ułożył tę swoją smętną twarz pomiędzy nimi. Dopiero stykając się z podłogą poczuł, jak cholernie był rozgrzany. Zdążył się pewnie zaczerwienić, tylko tego nie zauważył, ale wcale nie było mu głupio. Trwał w takiej pozycji dłuższą chwilę, której potrzebował na przynajmniej częściowe opamiętanie się z tym co robił.
Odsunął twarz, spojrzał na niego z ustami rozchylonymi tak, jakby chciał coś powiedzieć. Oczywiście nic nie powiedział. Nie porzucając ciszy, w której tkwił, sięgnął ręką po ubrania porzucone na podłodze, konkretnej mówiąc - po luźne, materiałowe spodnie. I pomógł mu je założyć. Pocałunki składane wzdłuż bladej skóry kiedy naciągał na nią nogawki nie pozostawiały złudzenia odnośnie tego, o czym i w jaki sposób myślał. Nie zawędrował jednak dłońmi gdzieś, gdzie nie powinien. Zupełnie jakby miało to teraz jakiekolwiek znaczenie.
Zacisnął palce na szarej koszulce. Szarej? Pewnie miała jakiś kolor, tylko nie potrafił go dostrzec. Tak jak wielu innych rzeczy, nawet jeśli często zachowywał się jakby pozjadał wszystkie rozumy.
Znów mógłby się odezwać. Zadać pytanie, czy to znaczyło, że nadal chciał być jego właścicielem. Znów tego nie zrobił, ale przestał już uciekać spojrzeniem na boki. Wpatrywał się w Laurenta otwartymi szeroko, błyszczącymi oczami, z których dało się wyczytać permanentne, głębokie zmęczenie, ale i jakąś iskrę rozpaloną jeszcze gdzieś pomiędzy makabrycznym opisem i kolejnym zaproszeniem do dotyku. Dotyku bez względu na intencje Laurenta, dla Crowa znaczącego coś więcej. To nie była już przecież żadna tajemnica, że lubił być dotykany i... lubił dotykać. Potrafił to robić w różnych kontekstach, dzisiaj wybrzmiewała w tym dużą ostrożność i delikatność, kiedy wsuwał rękę pod jego kolana i przesuwał go w drugą stronę, tak żeby móc objąć chłopaka od przodu, a nie od tyłu. Ułożył go sobie w wygodnej pozycji do tego, żeby móc opatulić go tym ręcznikiem po pobieżnym starciu z niego ściekającej wody i klęknąć na zimnych kafelkach. Położył stopy Laurenta na swoich udach, przytulił się do jego nóg i ułożył tę swoją smętną twarz pomiędzy nimi. Dopiero stykając się z podłogą poczuł, jak cholernie był rozgrzany. Zdążył się pewnie zaczerwienić, tylko tego nie zauważył, ale wcale nie było mu głupio. Trwał w takiej pozycji dłuższą chwilę, której potrzebował na przynajmniej częściowe opamiętanie się z tym co robił.
Odsunął twarz, spojrzał na niego z ustami rozchylonymi tak, jakby chciał coś powiedzieć. Oczywiście nic nie powiedział. Nie porzucając ciszy, w której tkwił, sięgnął ręką po ubrania porzucone na podłodze, konkretnej mówiąc - po luźne, materiałowe spodnie. I pomógł mu je założyć. Pocałunki składane wzdłuż bladej skóry kiedy naciągał na nią nogawki nie pozostawiały złudzenia odnośnie tego, o czym i w jaki sposób myślał. Nie zawędrował jednak dłońmi gdzieś, gdzie nie powinien. Zupełnie jakby miało to teraz jakiekolwiek znaczenie.
Zacisnął palce na szarej koszulce. Szarej? Pewnie miała jakiś kolor, tylko nie potrafił go dostrzec. Tak jak wielu innych rzeczy, nawet jeśli często zachowywał się jakby pozjadał wszystkie rozumy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.