07.11.2024, 03:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2024, 04:08 przez Thomas Figg.)
Westchnął, przeklinając w duchu samego siebie, że nie dopytał Nory o konkretniejszą poradę. Jak miał płynąć z prądem, skoro jedyne co potrafił to tonąć w pustce? Rozmawianie o uczuciach to jedne problem, ale ich zrozumienie było kolejnym orzechem do zgryzienia dla niego.
Przeszkadza jej to. Nie chce cię tu... Pewnie by wolała, żeby tamten wieczór nigdy się nie wydarzył
Zerknął na nią badawczo usilnie ignorując głos, który chciał go wystraszyć, żeby znów uciekł... Przyszedł tutaj nie z litości, nie dlatego, ze ktoś mu powiedział, żeby za nią poszedł. Nawet to nie poczucie obowiązku po złożonej obietnicy. Choć nie chciał tego do końca przyznać nawet przed samym sobą głównym powodem była chęć bycia obok. I to go przerażało, że pierwszy raz pragnął bardziej czyjejś obecności niż bycia samemu ze sobą.
Zapewne byłoby łatwiej gdyby oboje, albo choć jedno z nich potrafiło rozmawiać...
Zostaniesz sam, jak zawsze...
- Tak, to prawda. Czyści go z myśli chyba najskuteczniej ze wszystkiego. Napijmy się zatem... - potwierdził odzywając się bardziej, zęby zagłuszyć natrętny głos, ale jednocześnie może to było to co powinien zrobić - przestać myśleć tak bardzo. Już przecież nie starał się nawet na powrót przywdziewać maski, którą nosił na codzień, a która opadła zanim tu wszedł do pokoju Millie. Przez chwilę wpatrywał się w nią jakby spojrzeniem starał się wyczytać z niej odpowiedź na pytanie, które zdał w momencie odwracania się ku jej pracom. - Ża-żałujesz tamtych "halucynacji"? - w myślach zrugał sam siebie, że głos mu zadrżał, ale nic na to nie potrafił poradzić. Musiał znać odpowiedź na to pytanie nie ważne jak bardzo mogła rozerwać go od środka.
W oczekiwaniu na odpowiedź przeglądał prace. Uderzało go jak bardzo były podobne do tego co sam widział w samotnych chwilach, kiedy był tylko on i jego myśli. Może nie potrafił rysować i malować, jednak nie były mu obce te widoki. Zupełnie jakby wyciągała to z jego umysłu i przelewała to w sztukę. Uderzyło go jak dużo może swoich myśli zobrazować za pomocą jej obrazów, szkiców... Jak wiele każda z prac mogła wykrzyczeć w jej imieniu, ukryty w obrazach niemy krzyk. Czy liczyła, że ktoś dostrzeże w niej uczucia? On mógł zrozumieć rzeczy, które ją bolą, przecież nie różniły się tak bardzo od jego własnych.
Jej by się przydał ktoś kto będzie jej ostoją, zbroją, a nie tykającą bombą jak ty. Chcesz być jej bohaterem a sam potrzebujesz być uratowany
Kpił z niego głos i Thomas wiedział, że nie jest on tak daleki od prawdy, miał spieprzony umysł i nic tego nie ukryje. Odłożył delikatnie trzymany w dłoniach zapewne autoportret Millie i dopiero teraz odważył się na nią spojrzeć.
- Zamierzasz tu zamieszkać na stałe? - zapytał nim odpowiedział na prośbę o pomoc w przenoszeniu wszystkich jej rzeczy tutaj. To było raczej jasne, naprawdę nie musiał zadawać tak idiotycznych pytań, zaraz sobie pomyśli, że jest jakiś opóźniony w rozwoju. Ale to by znaczyło, że będą się często widzieć, obiecał Brennie prace nad zabezpieczaniami Stawu. - Oczywiście - wypalił bez najmniejszego zawahania powoli podchodząc do niej. - Możesz na mnie liczyć, zajmę się tym… I nim... No rozmową - zakończył nieco niezgrabnie, ale poważnie i nie myśląc zbyt wiele, a raczej wcale, opadł na łóżko obok Moody i otoczył ją ramieniem, żeby mogła poczuć faktycznie jego wsparcie a nie tylko słyszeć puste słowa, że nie jest sama.
Przeszkadza jej to. Nie chce cię tu... Pewnie by wolała, żeby tamten wieczór nigdy się nie wydarzył
Zerknął na nią badawczo usilnie ignorując głos, który chciał go wystraszyć, żeby znów uciekł... Przyszedł tutaj nie z litości, nie dlatego, ze ktoś mu powiedział, żeby za nią poszedł. Nawet to nie poczucie obowiązku po złożonej obietnicy. Choć nie chciał tego do końca przyznać nawet przed samym sobą głównym powodem była chęć bycia obok. I to go przerażało, że pierwszy raz pragnął bardziej czyjejś obecności niż bycia samemu ze sobą.
Zapewne byłoby łatwiej gdyby oboje, albo choć jedno z nich potrafiło rozmawiać...
Zostaniesz sam, jak zawsze...
- Tak, to prawda. Czyści go z myśli chyba najskuteczniej ze wszystkiego. Napijmy się zatem... - potwierdził odzywając się bardziej, zęby zagłuszyć natrętny głos, ale jednocześnie może to było to co powinien zrobić - przestać myśleć tak bardzo. Już przecież nie starał się nawet na powrót przywdziewać maski, którą nosił na codzień, a która opadła zanim tu wszedł do pokoju Millie. Przez chwilę wpatrywał się w nią jakby spojrzeniem starał się wyczytać z niej odpowiedź na pytanie, które zdał w momencie odwracania się ku jej pracom. - Ża-żałujesz tamtych "halucynacji"? - w myślach zrugał sam siebie, że głos mu zadrżał, ale nic na to nie potrafił poradzić. Musiał znać odpowiedź na to pytanie nie ważne jak bardzo mogła rozerwać go od środka.
W oczekiwaniu na odpowiedź przeglądał prace. Uderzało go jak bardzo były podobne do tego co sam widział w samotnych chwilach, kiedy był tylko on i jego myśli. Może nie potrafił rysować i malować, jednak nie były mu obce te widoki. Zupełnie jakby wyciągała to z jego umysłu i przelewała to w sztukę. Uderzyło go jak dużo może swoich myśli zobrazować za pomocą jej obrazów, szkiców... Jak wiele każda z prac mogła wykrzyczeć w jej imieniu, ukryty w obrazach niemy krzyk. Czy liczyła, że ktoś dostrzeże w niej uczucia? On mógł zrozumieć rzeczy, które ją bolą, przecież nie różniły się tak bardzo od jego własnych.
Jej by się przydał ktoś kto będzie jej ostoją, zbroją, a nie tykającą bombą jak ty. Chcesz być jej bohaterem a sam potrzebujesz być uratowany
Kpił z niego głos i Thomas wiedział, że nie jest on tak daleki od prawdy, miał spieprzony umysł i nic tego nie ukryje. Odłożył delikatnie trzymany w dłoniach zapewne autoportret Millie i dopiero teraz odważył się na nią spojrzeć.
- Zamierzasz tu zamieszkać na stałe? - zapytał nim odpowiedział na prośbę o pomoc w przenoszeniu wszystkich jej rzeczy tutaj. To było raczej jasne, naprawdę nie musiał zadawać tak idiotycznych pytań, zaraz sobie pomyśli, że jest jakiś opóźniony w rozwoju. Ale to by znaczyło, że będą się często widzieć, obiecał Brennie prace nad zabezpieczaniami Stawu. - Oczywiście - wypalił bez najmniejszego zawahania powoli podchodząc do niej. - Możesz na mnie liczyć, zajmę się tym… I nim... No rozmową - zakończył nieco niezgrabnie, ale poważnie i nie myśląc zbyt wiele, a raczej wcale, opadł na łóżko obok Moody i otoczył ją ramieniem, żeby mogła poczuć faktycznie jego wsparcie a nie tylko słyszeć puste słowa, że nie jest sama.