06.11.2024, 15:43 ✶
Trzecie Oko, aby otworzyło się naprawdę szeroko, potrzebowało kilku rzeczy: talentu, chęci, użytkowania oraz ćwiczeń. Florence dysponowała przez większość swojego życia głównie pierwszym i trzecim. Dar płynął w jej krwi, jak kiedyś w Ravenclaw, a ona używała go niejako odruchowo, wychowana w domu, w którym często odpowiadano na niezadane pytania albo po jednym spojrzeniu znało się nastrój drugiej osoby. Nigdy jednak nie przywiązywała do niego naprawdę wielkiej wagi, nigdy nie poświęcała wiele czasu na ćwiczenia. Dopiero wizja przed Ostarą wywołała niepokój na tyle duży, by Florence zaczęła wiosną bardziej zgłębiać temat – a wizja z Lammas wstrząsnęła nią do głębi i sprawiła, że Bulstrode doszła do wniosku, że musi wiedzieć i potrafić więcej.
Obserwowała Morpheusa z uwagą, mimo to nic nie powiedziała, gdy się zgarbił, i nagle wyprostował: nie zaoferowała słów pocieszenia ani pocieszającego gestu. Nie sądziła, by ich teraz chciał. By w ogóle to zauważyła.
– Nie jestem pewna, czy te sprawy są powiązane – powiedziała z zastanowieniem. – Chodzi mi o wizję Abbottów i moją. Jeżeli Londyn stanie w ogniu, wątpię, aby skierowano tabuny aurorów i klątwołamaczy akurat do sadu. Ja widziałam śmierciożerców, tymczasem Knieja cierpi po Beltane, o tym wszyscy wiemy. Rośliny szaleją. Słyszałam o ostatnich wydarzeniach w Dolinie, być może więc… już dzieje się tam coś złego, niezwiązanego z tym domniemanym atakiem? Być może należałoby spytać Abbottów, czy nie wyraziliby zgody na zbadanie sadu przez specjalistów od przyrody, Limbo i klątwołamaczy.
Wątpiła wprawdzie, by wyrazili zgodę, zawsze warto jednak było próbować. Nie była świadoma, że w gruncie rzeczy Zakon miał tutaj całkiem duże możliwości, po bo zebraniu, na którym zasugerowano ostrzeżenie, mogli posłać tam Figgów.
– Ta druga wizja sugerowałaby, że do napaści dojdzie zarówno w Londynie, jak i w Dolinie – stwierdziła Florence, wciąż ze spokojem, chociaż przed oczyma już miała sale w Mungu, przepełnione rannymi. – Nie znamy dat. Głos wspominał o Samhain, ale mówił też o Beltane, a złocista jesień nie pasuje do początku listopada. W moim przypadku nie widziałam niczego, co pozwoliłoby ją określić. Mogę zadbać, aby w Mungu zwiększono produkcję eliksirów leczniczych, pomocnych przy obrażeniach od ognia, ale… bez choćby przybliżonego terminu ciężko zaplanować coś więcej.
Frustrowało ją to. Florence nie pchała się może nigdy na pierwszy ogień, jakkolwiek by to teraz nie brzmiało, ale też nie lubiła bezczynności.
Obserwowała Morpheusa z uwagą, mimo to nic nie powiedziała, gdy się zgarbił, i nagle wyprostował: nie zaoferowała słów pocieszenia ani pocieszającego gestu. Nie sądziła, by ich teraz chciał. By w ogóle to zauważyła.
– Nie jestem pewna, czy te sprawy są powiązane – powiedziała z zastanowieniem. – Chodzi mi o wizję Abbottów i moją. Jeżeli Londyn stanie w ogniu, wątpię, aby skierowano tabuny aurorów i klątwołamaczy akurat do sadu. Ja widziałam śmierciożerców, tymczasem Knieja cierpi po Beltane, o tym wszyscy wiemy. Rośliny szaleją. Słyszałam o ostatnich wydarzeniach w Dolinie, być może więc… już dzieje się tam coś złego, niezwiązanego z tym domniemanym atakiem? Być może należałoby spytać Abbottów, czy nie wyraziliby zgody na zbadanie sadu przez specjalistów od przyrody, Limbo i klątwołamaczy.
Wątpiła wprawdzie, by wyrazili zgodę, zawsze warto jednak było próbować. Nie była świadoma, że w gruncie rzeczy Zakon miał tutaj całkiem duże możliwości, po bo zebraniu, na którym zasugerowano ostrzeżenie, mogli posłać tam Figgów.
– Ta druga wizja sugerowałaby, że do napaści dojdzie zarówno w Londynie, jak i w Dolinie – stwierdziła Florence, wciąż ze spokojem, chociaż przed oczyma już miała sale w Mungu, przepełnione rannymi. – Nie znamy dat. Głos wspominał o Samhain, ale mówił też o Beltane, a złocista jesień nie pasuje do początku listopada. W moim przypadku nie widziałam niczego, co pozwoliłoby ją określić. Mogę zadbać, aby w Mungu zwiększono produkcję eliksirów leczniczych, pomocnych przy obrażeniach od ognia, ale… bez choćby przybliżonego terminu ciężko zaplanować coś więcej.
Frustrowało ją to. Florence nie pchała się może nigdy na pierwszy ogień, jakkolwiek by to teraz nie brzmiało, ale też nie lubiła bezczynności.