06.11.2024, 22:26 ✶
- Możesz być pewny, że będę się nimi dzielić, choć... niekoniecznie z własnej woli - obiecała, a potem uśmiechnęła się nieśmiało, może nawet nieco przepraszająco. Omijała wspomnienie o wcześniejszych kondolencjach, ale prędzej czy później Charles sam zauważy, że nie jest gołosłowna. - To... miłe, że chcesz być moim powiernikiem, Charlie. - Spojrzała mu w oczy i zauważyła delikatne drżenie niepewności, jakby bał się, że już ją odstraszył. Była świadoma, że niewiele osób chciałoby zrozumieć jej niechęć do opowieści o wizjach, zwłaszcza że często czuła się jak intruz we własnej przyszłości. Myśl o dzieleniu się tym z kimś innym zdawała się równie niekomfortowa, co kojąca. - Przepraszam, że nie spytałam wcześniej, ale czy mogę tak cię nazywać? Charlie? - Zorientowała się nagle, że mógł się przecież czuć niekomfortowo ze zdrabnianiem jego imienia. Ponoć niektórzy czuli się infantylizowani słysząc pieszczotliwe wersje własnych imion.
Jego słowa, że traktuje ją na równi, wywołały w niej cichy rezonans, przypominając o własnych staraniach, by odnaleźć swoje miejsce w świecie, który nigdy nie przestawał jej oceniać. Być może Charles miał być jednym z niewielu wyjątków. Może on potrafił widzieć w niej coś więcej niż mieszankę cech, które sama uważała za przeszkodę.
- Przestań mnie już przepraszać - zażądała, marszcząc brwi na moment. Po kilku uderzeniach serca zorientowała się, że mogła zabrzmieć na zezłoszczoną; jej wyraz twarzy momentalnie zelżał, wzięła oddech, a następnie spojrzała na Charlesa, dostrzegając wyraźne zmieszanie w jego oczach - Wybacz, to nie miało tak oskarżycielsko zabrzmieć. Nie jestem zła. Znaczy, jestem, że mnie tak usilnie przepraszasz, ale nie jestem zła na ciebie - poczęła wyjaśniać łagodnym tonem, czując, że sama gubi się we własnym przesłaniu. - Czy to ma sens? Jejku, zamotałam się znowu... - Mruknęła wyraźnie zakłopotana. Podrapała się odruchowo po głowie, a potem nerwowo wcisnęła dłuższe kosmyki włosów za uszy. - Nie słuchaj mnie, mogę nie być do końca poczytalna. Niemniej na obiad nadal chcę z tobą pójść. Nawet jeszcze bardziej po tym, jak na dobre otworzyłeś usta - zaśmiała się nieco, mówiąc to, po czym spuściła wzrok, cichym gestem próbując zapanować nad własnym wstydem. Podświadomie czuła, że ta rozmowa wywołała w niej dawno skrywane uczucia - dziwną mieszankę ulgi i ostrożnej ufności. Może otwieranie się przed kimś nie musiało być aż tak trudne.
- Powinnam pozwolić ci pracować, prawda? - Oznajmiła, widząc, że zwolnił z postępami swojej pracy odkąd nawiązali rozmowę. Podniosła się z siedzenia i odruchowo poprawiła materiał ubrania, gładząc go dłońmi. - Czy napiszesz do mnie? Czy ja mam do ciebie napisać? W sprawie obiadu, mam na myśli? -
Jego słowa, że traktuje ją na równi, wywołały w niej cichy rezonans, przypominając o własnych staraniach, by odnaleźć swoje miejsce w świecie, który nigdy nie przestawał jej oceniać. Być może Charles miał być jednym z niewielu wyjątków. Może on potrafił widzieć w niej coś więcej niż mieszankę cech, które sama uważała za przeszkodę.
- Przestań mnie już przepraszać - zażądała, marszcząc brwi na moment. Po kilku uderzeniach serca zorientowała się, że mogła zabrzmieć na zezłoszczoną; jej wyraz twarzy momentalnie zelżał, wzięła oddech, a następnie spojrzała na Charlesa, dostrzegając wyraźne zmieszanie w jego oczach - Wybacz, to nie miało tak oskarżycielsko zabrzmieć. Nie jestem zła. Znaczy, jestem, że mnie tak usilnie przepraszasz, ale nie jestem zła na ciebie - poczęła wyjaśniać łagodnym tonem, czując, że sama gubi się we własnym przesłaniu. - Czy to ma sens? Jejku, zamotałam się znowu... - Mruknęła wyraźnie zakłopotana. Podrapała się odruchowo po głowie, a potem nerwowo wcisnęła dłuższe kosmyki włosów za uszy. - Nie słuchaj mnie, mogę nie być do końca poczytalna. Niemniej na obiad nadal chcę z tobą pójść. Nawet jeszcze bardziej po tym, jak na dobre otworzyłeś usta - zaśmiała się nieco, mówiąc to, po czym spuściła wzrok, cichym gestem próbując zapanować nad własnym wstydem. Podświadomie czuła, że ta rozmowa wywołała w niej dawno skrywane uczucia - dziwną mieszankę ulgi i ostrożnej ufności. Może otwieranie się przed kimś nie musiało być aż tak trudne.
- Powinnam pozwolić ci pracować, prawda? - Oznajmiła, widząc, że zwolnił z postępami swojej pracy odkąd nawiązali rozmowę. Podniosła się z siedzenia i odruchowo poprawiła materiał ubrania, gładząc go dłońmi. - Czy napiszesz do mnie? Czy ja mam do ciebie napisać? W sprawie obiadu, mam na myśli? -
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga