Wbiegła do tego nieszczęsnego kręgu. Było jej zimno, to nie był jednak chłód spowodowany niską temperaturą, czymś zupełnie innym i dotykał niemalże jej całej, wdzierał się praktycznie do kości. Bała się, ona rzadko kiedy się bała, nie było to uczucie często jej towarzyszące. Istoty najwyraźniej nie mogły przekroczyć kręgu, to był spory plus, bo inaczej pewnie cała ich trójka byłaby już martwa. Geraldine zdawała sobie z tego sprawę. Czuła niepokój, wiedziała, że jest to spowodowane obecnością tych dziwnych stworzeń, które miały zamiar zrobić sobie z nich kolację.
Wilkołaczyca najwyraźniej była zmęczona przemianą, bo zasnęła. Jeden problem z głowy, nie musieli się martwić, że ona za bardzo się nimi zainteresuje. Skunks spojrzał na niedźwiedzia, jednak nie podchodziła do niego zbyt blisko. Przechadzała się po wewnętrznej stronie kręgu.
Faye zmieniła się znowu w człowieka, Yaxleyówna rzuciła jej krótkie spojrzenie. Niech śpi spokojnie, to musiało być dla niej wyczerpujące, nie miała pojęcia dlaczego postanowiła wbiec do Kniei, na szczęście póki co nikomu nie stała się krzywda. Musieli przeczekać noc.
Yaxleyówna postanowiła przyjrzeć się bliżej kamieniom z których był zbudowany krąg, była ciekawa, jak wyglądają, pozostawała jednak w odpowiedniej odległości, aby przypadkowo go nie przekroczyć, bo wiedziała, że może się to skończyć źle, jej małe skunksie oczka wpatrywały się więc w katalizatory, nie miała pojęcia, czy kiedyś widziała już coś podobnego.
Krytyczna porazka
Sukces!