Geraldine miała swoje ulubione trunki na każdą okazję, a niektóre na takie okazje bez konkretnej okazji. Latem najchętniej sięgała po gorzki gin, który pozostawiał na ustach specyficzny posmak, idealnie współgrał ze słodyczą i aurą tej pory roku. Wiosną lubiła pić rześkie likiery, które skutecznie budziły ją do życia, jesienią wybierała ognistą, a zimą, zima kojarzyła jej się właśnie z grzanym alkoholem. Najbardziej lubiła wino, ale nie gardziła też ciepłym piwem. Odpowiednio doprawione potrafiły naprawdę poruszać kubki smakowe.
Tak, zapasy powoli im się kończyły, wypadałoby je uzupełnić, najlepiej jak najszybciej, bo im bliżej Yule, tym ludzie oddawali się bardziej zakupowemu szaleństwu. Już i tak nie ominą ich te wielkie kolejki, może jutro byłoby odpowiednie na wybranie się na większe zakupy, tak to na pewno nie najgorszy pomysł.
- Ochoczo? - Zmierzyła go wzrokiem nieco rozbawiona. Nie zdarzało się to zbyt często, żeby proponowała sama z siebie, że zrobi coś w kuchni, ale, żeby od razu uznał to za ochoczą propozycję? Chciała być po prostu miła, nie zakładała wcześniej, że jakimś cudem wypije w między czasie całą butelkę, ale jakoś tak dziwnie wyparowała.
Póki co jednak jeszcze nie miała zamiaru wstawać, póki mieli chociaż jeden kubek pełen trunku nie musiała tego robić, za chwilę zajmie się tą naglącą sprawą, najpierw jednak wolała przez chwilę wpatrywać się w swojego chłopaka, bo trochę się za nim stęskniła.
- Straszna posucha, z tej nudy aż zaczęłam sprzątać, nie znoszę zimy przez brak zleceń. - Zazwyczaj był to okres, który spędzała daleko, poza granicami Wielkiej Brytanii, w tym roku jednak nie chciała tego robić. Nie zniosłaby rozłąki na zbyt długo, nie potrafiła sobie wyobrazić zbyt wielu dni bez Ambroisa u swojego boku. Wolała więc zostać tutaj i narzekać, to na pewno było lepsze niż niewidzenie go przez kilka miesięcy. Nie zniosłaby tego.
Uśmiechnęła się ciepło, kiedy Ambroise w końcu usiadł koło niej. Dobrze było mieć go na wyciągnięcie ręki. Oczywiście, że skorzystała z propozycji, ledwie dostrzegła gest, który wykonał, a już wpakowała mu swoje nogi na kolana. Teraz to jej dopiero było wygodnie.
- Nie wydaje mi się, żeby miał jej coś więcej do zaoferowania od swoich pieniędzy, chociaż czy on faktycznie jest bogaty? Czy minister magii jest bogaty tylko dlatego, że jest ministrem magii? Jako mugolak pewnie nie miał zbyt wielkiego majątku, teraz my go utrzymujemy, a on za nasz hajs się bawi. - Próbowała sobie rozłożyć to na w miarę logiczne czynniki, szło jej jednak wszystko nieco średnio, liczyła na to, że może faktycznie tok jej rozumowania jest dobry. Głośno myślała, wypiła na tyle dużo grzanego wina, że nie widziała w tym nic złego. Nie oszukujmy się jednak - Yaxley się nie znała na polityce prawie wcale.
- Jest tak obrzydliwy i stary, że dziwi mnie, że one i tak są skłonne wskoczyć mu do łóżka, nie ma chyba rzeczy, którą byłby mi w stanie dać, żebym mogła zrobić coś takiego. - Nie miała pojęcia, jakim cudem te kobiety potrafiły decydować się na takie kroki, czy zakładały mu na głowę worek, gdy dochodziło do zbliżenia? Zmrużyła oczy, skrzywiła się przy tym, jej myśli były zdecydowanie bardzo daleko i naprawdę wolałaby się z nich wyrwać, bo zaczynało się robić coraz bardziej obrzydliwe.
Potrzasneła głową, aby wrócić do rzeczywistości, na szczęście udało jej się wymazać te widoki sprzed oczu. Uff.
- W sumie całkiem rozsądne, tu mu się noga powinie, to tam go przyjmą z otwartymi rękoma, wystarczy, że rzuci jedno, czy dwa zaklęcia i będzie miał plan awaryjny. - To co mówił Roise miało sens. Leach znał mugolski świat, gdyby nie wyszło mu w czarodziejskim to zawsze miał alternatywę. Co to był za spryciarz.
- Czy on naprawdę ryzykował to, że mogą się o nas dowiedzieć dla jakiegoś ich głupiego sportu? Myślałam, że to akurat było kłamstwo, ale przecież te plotki nie biorą się znikąd, ktoś musiał coś widzieć, myślał, że nikt nie zauważy? - Właściwie to nie wyglądał na szczególnie rozgarniętego, nie zdziwiłaby się, gdyby to faktycznie była prawda. Takie rzeczy nie przystawały czarodziejom, używać magii dla jakichś mugolskich głupot? Przecież to nie miało sensu.
- Tak, masz rację. Wiesz, inaczej nawet, gdyby powiedział, że mu odjebało, poniosło go, czy coś, ale te zaprzeczenia mówią same za siebie. To nie wygląda dobrze. - Nie brał odpowiedzialności za decyzje które podejmował, udawał, że wcale nie popełniał błędów, to było bez sensu. Coraz bardziej wydawało jej się, że faktycznie czarodzieje popełnili ogromny błąd postanawiając odejść pierwszy raz od normy i wybierając mugolaka na ministra magii. Zapewne szybko nie zrobią tego ponownie, nie po tym, w jaki sposób Leach ich reprezentował na arenie międzynarodowej. Ciekawe, czy ktokolwiek brał ich jeszcze na poważnie, czy wszystkie kraje zaczęły lekceważyć Wielką Brytanię.
Skrzywiła się, kiedy Roise powtórzył jej słowa, na jej twarzy pojawił się grymas, chociaż miał rację z tym, że próbowała być naprawdę wyrozumiała. Nie miała w zwyczaju jakoś stanowczo się wypowiadać na temat polityki, nie czuła się w tym na tyle biegła. Chociaż czy faktycznie to była aż taką filozofia? No nie. Typ zdecydowanie nie nadawał się do tego, aby zajmować taki wysoki stołek.
- Tak, jestem trochę zbyt łagodna. To nie wygląda dobrze, kiedy kończy się jego kadencja? Jakoś za rok? Za dwa? Myślę, że już nigdy więcej nie wybiorą mugolaka, a może o to właśnie chodziło, żeby pokazać, że się nadają do tego, żeby rządzić naszym światem, może to miało mieć jakiś większy cel? - Nie miała pojęcia, jaka była prawda, tylko i wyłącznie sobie gdybała, zawsze szukała drugiego dna problemu, kto wie, czy i w tym przypadku nie istniał?