Dzielili się swoimi rolami w domu w ten sposób, aby nie do końca kolidowały z ich umiejętnościami. Nie ma się, co oszukiwać, że Roise był zdecydowanie lepszy od niej w kuchni. Nie była w tym przypadku jak większość kobiet, nie radziła sobie zupełnie, zawsze obawiała się, że jej obecność w tym pomieszczeniu mogła przynieść więcej strat niżeli pożytku. Nauczyła się tego, co było przydatne, kiedy chciała zaspokoić najprostsze potrzeby. Jedną z nich było napicie się grzańcą, w chłodną, zimową noc. Trzeba mieć jakieś priorytety w swoim życiu. Bardzo doceniała to, że Ambroise wykazywał się inicjatywą, i gdy trzeba było to potrafił ich nakarmić. To była naprawdę przydatna umiejętność, niestety musieli coś jeść, nie dało się żyć powietrzem, a szkoda. Podglądała go przy tych czynnościach, czasem oferowała swoją pomoc, bo z nożami radziła sobie nieźle, nawet z tymi kuchennymi, gorzej jednak, gdy w grę wchodził ogień i ta cała reszta. Pomocnikiem była nie najgorszym, ale to było jedyne na co było ją stać. Nie widziała w tym układzie nic dziwnego, nie umniejszało to jego męskości w oczach Yaxleyówny, wręcz przeciwnie, uwielbiała mu się przyglądać, kiedy przygotowywał dla nich posiłki, skupiony jak zawsze, kiedy się czymś zajmował. W ogóle uwielbiała na niego patrzeć, szczególnie, gdy się w coś mocno angażował i mogła dostrzec ten charakterystyczny błysk w jego oczach.
Przyglądała mu się dłuższą chwilę, kiedy zadał jej pytanie. To było całkiem miłe, ale czy faktycznie jej chłopak powinien organizować jej pracę? Zwahała się przez krótki moment, właściwie to przecież nie mieli problemu z tym, aby pomagać sobie na różnych płaszczyznach, może to wcale nie był taki głupi pomysł? - Jeśli masz czas i chęć, to będę wdzięczna. - Znali różnych ludzi, być może jemu uda się coś znaleźć, kiedy poruszy swoje kontakty. To byłaby na pewno miła odmiana od siedzenia w domu. Powoli zaczynało ją to męczyć, bo nie była typem człowieka, który przepadał za siedzeniem w miejscu. Potrzebowała wyzwań, zleceń do tego, aby żyć. Dusiła się w czterech ścianach. Jasne, mogłaby polować sama dla siebie, ale szkoda by jej było tych wszystkich komponentów, które mogły się zmarnować. Nie zabijała tych zwierząt dla przyjemności (no, może czasami). Zdecydowanie lepiej to wyglądało, kiedy faktycznie miała konkretną przyczynę, ale ostatnio żadne stworzenia nie męczyły czarodziejów.
- To nie musi być nic porywającego, wystarczy cokolwiek. - Nie miała zbyt wielkich oczekiwań, bo wiedziała, jak wyglądał aktualnie rynek, najważniejsze, aby znalazł się powód do wyjścia do lasu, tak zdecydowanie chodziło tylko o to. Chętnie weźmie swój łuk i zniknie na cały dzień. Właściwie to głównie przez to nie przepadała za zimą, szczególnie w tym miejscu. Był to dobry moment na przyjmowanie najdziwniejszych zleceń, mogła wtedy szukać tych stworzeń po całym świecie, tyle, że teraz, no to nie było jej priorytetem. Nie miała zamiaru zniknąć na tygodnie i pojawić się później jakby nigdy nic. Nie czuła z tego powodu rozczarowania, aktualnie miała inne priorytety, a właściwie to jeden priorytet. Ambroisa, który siedział na przeciwko niej i gładził ją po łydce. Nie oddałaby tej chwili za żadne polowanie.
- Tego się spodziewałam. - Czyli faktycznie jej rozumowanie szło w odpowiednim kierunku. Może wcale nie była taką ignorantką, jakby się jej mogło wydawać, albo całkiem nieźle szło jej gdybanie i rozważanie tego, jak wygląda życie ministra magii.
- Gdyby miał w sobię chociaż odrobinę przyzwoitości robiłby to dyskretniej, jak można być takim idiotą? - Nie miała pojęcia dlaczego się z tym nie krył. Cały czarodziejski świat o tym plotkował, to nie brało się znikąd, najwyraźniej mężczyzna pozwalał sobie na zbyt wiele. Powinien zacząć panować nad tym, co działo się wokół niego. Nie był chyba jednak wystarczająco bystry, czy inteligentny, zresztą czego innego mogli się spodziewać po mugolaku, który właśnie napawał się władzą, jaką dostał w ich świecie? To było do przewidzenia.
- Pewnie go znajdą, jeśli odwali taki numer, przecież to się nie godzi żyć między dwoma światami. - Powinien wybrać jeden z nich, skoro zadecydował o tym, że zostanie ministrem magii nie powinien w ogóle angażować się w mugolską politykę, przecież to się gryzło. Nie potrafiła zrozumieć, jak on sobie to wyobrażał, jak nie pójdzie mu w jednym świecie, to wróci do tego drugiego? To było żałosne.
- Przynajmniej wszyscy widzą jego niekompetencję, mam wrażenie, że ostatnio to jest temat o którym mówią wszyscy. - Zresztą nie mogło być inaczej, sam wybór mugolaka na ministra wzbudzał spore kontrowersje, a im się trafił jeszcze mugolak imbecyl, który nie miał żadnej władzy nad swoim własnym fiutem. To prosiło się o spekulacje.
- To strasznie dużo czasu, może jeszcze sporo namieszać, stracić zaufanie tych, którzy mają jego resztki. Muszą nas wyśmiewać na całym świecie. - Nie do końca było się przecież czym chwalić. Minister mugolak, czy to na pewno był dobry pomysł? Zdaniem Yaxleyówny w tym wypadku zdecydowanie lepiej byłoby się trzymac tradycji, kroczyć znanymi ścieżkami. Mogli później żałować tej decyzji przez wiele lat, bo zapewne zdąży ich jeszcze bardziej upokorzyć, ciekawe ile czasu zajmie im odbudowanie swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Wolała o tym nie myśleć, ale na pewno to będzie miało na to spory wpływ.
Nie znała się szczególnie na polityce, od lat gardziła ministerstwem magii, uważała, że działania, które podejmują są nieudolne. Zresztą teraz miała ku temu kolejne potwierdzenie. Tyle, że nawet ona, która miała w dupie tę politykę widziała, że tak źle jeszcze nigdy nie było. Zastanawiała się na czym to się skończy, jak wiele szkód wyrządzi, bo nie sądziła, aby ten postęp i obsadzenie mugolaka na takim stanowisku było czymś, czego potrzebowali. Nie w tę stronę powinien zmierzać ich świat.
- Ciekawe, czy będzie co obsadzać po poprzednim mugolaku, może zdąży rozpierdolić wszystko, co tacy jak my budowali przez lata. - Wydawało się jej, że wie ku czemu zmierza Ambroise, faktycznie miał rację, teraz pewnie będą na przemian wybierać sobie ministrów z różnym pochodzeniem, skoro już jeden taki się nawinął, to na pewno pojawi się ktoś kolejny. To nie wyglądało dobrze. Nie ufała im, kiedy chodziło o rządzenie całym, czarodziejskim światem. Szczególnie, że nie należeli do niego od zawsze, wręcz przeciwnie, pojawiali się tutaj zostając uczniami Hogwartu, tam odbywali szybki kurs jak zostać czarodziejem i myśleli sobie, że wiedzieli już wszystko. Nie byli zapoznani z ich tradycjami, nie tak dokładnie jak arystokracja, to przynosiło różnice w rozumowaniu i podejściu. Dlaczego ludzie nie zamierzeli zrozumieć, że to był bardzo głupi pomysł?
- Zawsze to lepsza opcja, półkrwi nie są zupełnie nowi w naszym świecie, chociaż chyba mimo wszystko wolałabym kogoś od nas, takiego wiesz, od pokoleń. - To nie tak, że nie ceniła sobie czarodziejów mieszanej krwi, czy mugolaków, tyle, że uważała, że powinni mieć swoje miejsce w hierarchii i zdecydowanie nie widziała ich na samym szczycie ministerstwa piastujących takie wysokie stanowiska. To nie było wskazane.
- Kto wie jak skończy ten Leach, wszyscy o nim gadają, może w końcu się wkurwią i ukrócą jego władzę? - Przeniosła wzrok ponownie na Roisa, bo nie miała pojęcia, czy nie pieprzyła głupot. Właściwie to musiało się dać go zrzucić ze stanowiska. Były szanse, że sam się podłoży i odpierdoli kolejny skandal, którego społeczeństwo już nie zaakceptuje, nawet tutaj było jakieś światełko nadziei.
Sięgnęła w końcu po kolejną fajkę, aby zająć czymś dłonie, nie poczęstowała szlugiem Roisa, bo wiedziała, że gardził dosyć mocno jej tytoniem. Wyciągnęła z kieszeni koszuli zapalniczkę, którą odpaliła ćmika, zaciągnęła się dymem. Nie do końca spodziewała się, że będą w ten wieczór rozmawiać o takich sprawach, ale w sumie z Roisem mogła dyskutować o wszystkim, nigdy nie oceniał braków w jej wiedzy, jak wielkie by one nie były, doceniała to, bo miała świadomość, że nie każdy wybaczyłby jej pierdolenie farmazonów.