• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise

[12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
08.11.2024, 15:34  ✶  

- Dziękuję. - Rzuciła jeszcze cicho, bo to było bardzo miłe, nie musiał tego robić, ale najwyraźniej chciał. Dawno zresztą ustalili, że nic nie musieli. Doceniała to, że zamierza pomóc jej znaleźć zajęcie, nie zapytałaby o to sama, bo było jej trochę głupio, brakowało tylko tego, żeby jej szukał roboty. To nie wyglądało najlepiej, jednak skoro sam wyszedł z inicjatywą nie miała zamiaru odrzucać wyciągniętej dłoni. Dobrze mieć świadomość, że to też nie było mu obojętne. Zdawał sobie sprawę z tego, że dłuższe siedzenie w czterech ścianach nie do końca jej służyło. Wariowała gdy nie miała co robić, nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Nie była nauczona do pozostawania w domu, nigdy zresztą nie mówiła, że widzi się w roli gospodyni domowej. To zdecydowanie nie leżało w kręgach jej zainteresowań. Urocze, że sam zamierzał jej podsunąć jakieś zajęcie i nie miał problemu z tym, aby korzystać ze swoich kontaktów.

Był to taki okres czasu, w którym warto było mieć jakąś zwyczajną pracę, no, tyle, że Yaxleyówna nie widziała siebie w żadnej takiej, co nieco utrudniało jej egzystencję. Właściwie to zajmowała się jedynie rodzinną działalnościa i tymi swoimi, własnymi drobnymi usługami, które świadczyła na czarnym rynku. Najwyraźniej jednak i mieszkańcy Nokturnu byli zaangażowani w świętowanie Yule.

- Jestem aktualnie tak zdesperowana, że mogę pójść nawet łapać muchy siatkoskrzydłe, zbierać żaby, cokolwiek. - rzadko kiedy cieszyła się tak nudnymi zajęciami, ale nawet te teraz wydawały się być dla niej atrakcyjne. Gdyby zdecydowała się wziąć udział w którejś z wypraw Artemis zapewne aktualnie polowałaby na sfinksy i buchorożce, nie zamierzała jednak narzekać, muchy też nie były najgorsze, wszystko byleby tylko nie siedzieć dłużej w czterech ścianach, bo całkowicie ochujeje.

Wielka Brytania nie była jej ulubionym miejscem do zimowania, był to raczej czas bali, spędów i innych takich zupełnie niepotrzebnych wydarzeń, w który średnio lubiła brać udział, z racji na to, że nie miała nic innego do roboty nie zamierzała w tym roku przegapić ani jednego z nich. Zdążyła już nawet odwiedzić Rosierów, aby zaopatrzyć się w nowe suknie, co zdarzało się bardzo rzadko. Nie do końca zresztą się to jej podobało, bo to nie były aktywności, które wynikały z jej zainteresowań, nie okazywała jednak swojego niezadowolenia, ale wiedziała, że na przyszły rok będzie musiała się nieco bardziej przygotować, aby znowu nie utknąć. Nie zamierzała oczywiście też wyjeżdżać, była bowiem pewna tego, że nadal będą żyć razem, właściwie to zakładała, że spędzi resztę życia u boku Ambroisa więc wypadałoby, aby faktycznie zastanowiła się nad tym, jak mają wyglądać jej kolejne zimy.

- Nie wszyscy są przyzwyczajeni do brania odpowiedzialności za swoje czyny. - Nie do końca to akceptowała, bo rozumiała to, że każdy może mieć różne zachcianki, ale wypadałoby jednak, żeby nie uciekał przed tym, co zrobił. Nie udawał, że to się nie wydarzyło, skoro wszyscy o tym mówili. To wymagało jednak odwagi, której najwyraźniej ich aktualny minister nie miał. Nie wszyscy byli Gryfonami...

- Najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy nie potrafia zdecydować się na nic konkretnego. Mało jest ludzi czynów. - Sama zresztą nie uważała, że powinna się w jakiś sposób w to angażować, tyle, że nie należała do tych osób, które głośno wykrzykiwały swoje opinie. Zupełnie przeciwnie, raczej rzadko w ogóle rozmawiała na temat polityki, bo to nigdy nie leżało w obszarze jej zainteresowań. Zupełnie nie kręcił ją ten temat, nie czuła się w nim pewnie, mogła jedynie powiedzieć to co myśli Ambroisowi, bo mu ufała, wiedziała, że nie będzie oceniał tego, co miała do powiedzenia.

- Bielu czego? - Skrzywiła się na moment, bo zaczął mówić w języku, którego nie rozumiała. Mimo tego, że spędzała z nim tyle czasu, to nadal praktycznie wcale nie odróżniała od siebie roślin, podejrzewała się bowiem, że postanowił skorzystać z porównania do zielarstwa, które było jej bardzo odległe.

- Posrany pomysł, dobra, jasne, teraz mi się rozjaśnia. - Te słowa zdecydowanie do niej dotarły. Oczywiście, że Yaxleyówna widziałaby raczej na tym stanowisku kogoś czystokrwistego, mniejszym złem od mugolaka był jednak zawsze czarodziej półkrwi. Tylko dlaczego musieli wybierać między złem, a mniejszym złem? To też było bez sensu.

- Szkoda, że od nich odeszli. - Powiedziała całkiem szybko, bez większego zastanowienia. Yaxleyówna czasem była fanką tych najprostszych, najbardziej brutalnych metod. One mogły doprowadzić do porządku.

Nie wydawało jej się, żeby ludzie chcieli wracać do publicznych egzekucji, a szkoda, bo może wtedy rządzący poszliby po rozum do głowy i choć chwilę zastanawiali się nad tym, co robią. Aktualnie zdecydowanie nie ponosili żadnych konsekwencji za swoje czyny. Gdyby to dotyczyło tylko ich, to jasne, nic takiego się nie działo, w tym wypadku jednak sprawa była zdecydowanie dużo bardziej skomplikowana i miała wpływ na całe społeczeństwo czarodziejów. To nie wyglądało dobrze.

Najwyraźniej mieli podobne zdanie na ten temat, nie, żeby przejmowała się specjalnie, gdyby było przeciwnie. Roise na pewno nikomu by nie wspomniał o metodach, które uważała za słuszne, ale zgadzali się nawet i w tym. W sumie nie ma się co dziwić, pochodzili z rodzin o dosyć mocno zakorzenionej tradycji, należeli do tej części rodzin, która faktycznie powinna mieć coś do powiedzenia. Nie bez powodu od pokoleń dbali o swoją pozycję w hierarchii ich świata. Tyle, że aktualnie to chyba nie wystarczało do tego, aby mieć większy wpływ.

Na całe szczęście nie rozpoczął kolejnego wykładu na temat jej chujowych fajek. Powinien się już pogodzić z tym, że raczej nie zmieni swojego zdania w tym temacie. Lubiła te zwyczajne, mugolskie szlugi, to je paliła od samego początku swojej palaczowej ścieżki.

- Czymże sobie zasłużyłam na taki komplement? - Wypuściła do góry zgrabne kółko z dymu, jakby chciała mu udowodnić, że faktycznie ma w tym wprawę.

- Zresztą nadal nie mam pojęcia, jak to się stało, że uważasz się za specjalistę od ciągnięcia...- Nie mogła nie dodać jakiegoś pokracznego komentarza, bo sam się o to prosił.

Powoli kończyła palić swojego szluga, to był chyba moment, w którym miała ochotę wlać w siebie jeszcze nieco alkoholu, bo przestawała czuć jego smak na swoich ustach, a był całkiem przyjemnie słodki, więc nie chciałaby się go pozbywać. - Czy jest to moment, w którym powinnam podnieść swój tyłek i zająć się przygotowaniem grzańca? - Zapytała się jeszcze, bo w sumie to nie miała pojęcia, czy sama wypije całą butelkę, całkiem przyjemnie się im gawędziło, więc może faktycznie warto było zająć się przygotowywaniem kolejnej porcji trunku.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (7408), Geraldine Greengrass-Yaxley (6863)




Wiadomości w tym wątku
[12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.11.2024, 23:20
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 00:11
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 09:25
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 11:03
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 18:31
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 21:40
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 23:56
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.11.2024, 04:45
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.11.2024, 15:34
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.11.2024, 22:08
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.11.2024, 16:25
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.11.2024, 04:57
RE: [12.1966] Między prawdą, a kłamstwem | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 00:04

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa