09.11.2024, 14:13 ✶
- Inna sprawa, że zupełnie nie pasuje na hobbita. Oni są raczej spokojnymi duchami, a nie tak że wszędzie ich pełno. No chyba, że jednym z Took'ów - zachichotał komentując jej słowa. I zastanowił się nad tym co powiedziała, nim dodał jeszcze - Chyba musimy postawić na bardziej tradycyjne rozwiązania jak przebicie mu serca mieczem czy odcięcie głowy. Ale to nadal potrzebujemy śmiałka do tego - pokręcił głową rozbawiony wizją, że jakiś rycerz na białym koniu zjawi się i pomoże im rozwikłać problem Voldemorta. Wydawało się to tak bardzo nierealne, że aż zabawne. Bo skąd miałby się pojawić? Ich największą nadzieją był Dumbledore, ale czy dyrektor Hogwartu miał nadal w sobie tyle sił, aby stawić w swoim długim życiu czoła drugiemu wielkiemu czarnoksiężnikowi? Thomas nie wątpił w niego, nie chciał, ale czasami trzeba było być gotowym na najgorszy możliwy scenariusz.
Westchnął głęboko, jedna osoba potrafiła wpłynąć swoją decyzją na tak wiele istnień, a tak naprawdę nie była u faktycznej władzy. Zasiała strach i panikę w tak wielu sercach, a w jeszcze większej ilości dopiero zasieje. Jak wiele istnień musiało zostać naznaczonych piętnem Voldemorta zanim zdołają go pokonać? I kto się tym zajmie? Czy był w ogóle taki ktoś poza Dumbledorem? Drgnął kiedy ponownie usłyszał głos Brenny, powoli zaczynał odpływać wśród paproci, dlatego też podniósł się z nich.
- Czekoladowe żaby brzmią wspaniale - powiedział łapiąc za pudełko i bez chwili wahania otwierając je. Czekolada zawsze była dobra na poprawę humoru, jeszcze nie widział, żeby odrobina czekolady zaszkodziła komuś przybitemu. Dlatego też nie pozwolił żabie uciec tylko dość szybko ją pochłonął. - Od razu lepiej - skomentował patrząc na kartę kogo też mu się trafiło.
- Archibald Alderton, to trochę przykre, że umieszczają cię na karcie bo wysadziłeś jakąś wioskę. Ale z drugiej strony przynajmniej o nim pamiętająp - stwierdził po przeczytaniu krótkiej historii z tyłu karty i wsadził ją do kieszeni. Może Mabel będzie chciała, chyba je zbierała? Niemal każde dziecko je zbierało.
- Wiesz, nie planowałem wkradać się d twojego królestwa, królowo wspinaczki, ale skoro zapraszasz - dodał z łobuzerskim uśmiechem. Trochę mu się już poprawiło, nadal targały nim sprzeczne myśli, ale obecność Brenny, to miejsce i czekoladowa żaba sprawiły, że trudno mu było pogrążać się w zamyśleniu i smutku. Szczególnie, że nie zrobił niczego co zmuszałoby go teraz do nurzania się w wyrzutach sumienia.
Dlatego też dźwignął się na nogi i podszedł do dębu, na którym siedziała Longbottomówna. Jak on dawno tego nie robił, chodzenie po drzewach kojarzyło mu się tylko z dzieciństwem, po skończeniu Hogwartu wspiął się może raz czy dwa. - Wyszedłem z wprawy, więc nie śmiej się jak spadnę... No a przynajmniej nie za bardzo - dodał jeszcze nim wspiął się na pierwszą, najniższą z gałęzi.
Westchnął głęboko, jedna osoba potrafiła wpłynąć swoją decyzją na tak wiele istnień, a tak naprawdę nie była u faktycznej władzy. Zasiała strach i panikę w tak wielu sercach, a w jeszcze większej ilości dopiero zasieje. Jak wiele istnień musiało zostać naznaczonych piętnem Voldemorta zanim zdołają go pokonać? I kto się tym zajmie? Czy był w ogóle taki ktoś poza Dumbledorem? Drgnął kiedy ponownie usłyszał głos Brenny, powoli zaczynał odpływać wśród paproci, dlatego też podniósł się z nich.
- Czekoladowe żaby brzmią wspaniale - powiedział łapiąc za pudełko i bez chwili wahania otwierając je. Czekolada zawsze była dobra na poprawę humoru, jeszcze nie widział, żeby odrobina czekolady zaszkodziła komuś przybitemu. Dlatego też nie pozwolił żabie uciec tylko dość szybko ją pochłonął. - Od razu lepiej - skomentował patrząc na kartę kogo też mu się trafiło.
- Archibald Alderton, to trochę przykre, że umieszczają cię na karcie bo wysadziłeś jakąś wioskę. Ale z drugiej strony przynajmniej o nim pamiętająp - stwierdził po przeczytaniu krótkiej historii z tyłu karty i wsadził ją do kieszeni. Może Mabel będzie chciała, chyba je zbierała? Niemal każde dziecko je zbierało.
- Wiesz, nie planowałem wkradać się d twojego królestwa, królowo wspinaczki, ale skoro zapraszasz - dodał z łobuzerskim uśmiechem. Trochę mu się już poprawiło, nadal targały nim sprzeczne myśli, ale obecność Brenny, to miejsce i czekoladowa żaba sprawiły, że trudno mu było pogrążać się w zamyśleniu i smutku. Szczególnie, że nie zrobił niczego co zmuszałoby go teraz do nurzania się w wyrzutach sumienia.
Dlatego też dźwignął się na nogi i podszedł do dębu, na którym siedziała Longbottomówna. Jak on dawno tego nie robił, chodzenie po drzewach kojarzyło mu się tylko z dzieciństwem, po skończeniu Hogwartu wspiął się może raz czy dwa. - Wyszedłem z wprawy, więc nie śmiej się jak spadnę... No a przynajmniej nie za bardzo - dodał jeszcze nim wspiął się na pierwszą, najniższą z gałęzi.