Nie był w stanie określić ile czasu minęło, nim dziewczyna wreszcie się obudziła. A skoro się obudziła, oznaczało to, że nadszedł czas na przemyślenie, w jaki sposób mieli wynieść się z Kniei i nie stać się ofiarą dla tych cholernych zjaw.
"Dobry misio" pochylił lekko łeb, bez słów (bo nie umiał mówić) i kłapania szczękami odpowiadając na jej pytanie. A gdyby umiał mówić, mając pysk, powiedziałby, że pobiegł za nią, bo się martwił, i teraz musieli wymyślić jakiś sposób, żeby wrócić do domów. Może jednak powinien się przemienić i jednak z nią porozmawiać?
Podniósł łapę i otarł nią ucho i pysk, jakby w ludzkiej formie targał sobie włosy.
Jeszcze jedno spojrzenie na zjawy, na skunksa i znów na zjawy. Wziął kolejne dwa wdechy, pokręciła łbem i skupił się, by w kilka krótkich chwil znów zamienić się w człowieka. Tak, szczęka go bolała.
-Ekhem... Jak się czujesz? - pytanie skierowane było do Faye, ale wzrok caly czas przeskakiwał ze zjawy na zjawę. -Masz... Ze sobą różdżkę?... Nie do końca wiem, jak to wszystko działa w Kniei, ale... Możemy spróbować się teleportować... Mogę spróbować odciągnąć uwagę tych paskud, ale jest ich sporo, więc nie wiem, czy któreś nie pobiegną za tobą, kiedy tylko opuścić ten dziwny krąg... Albo mogę spróbować... Cię stąd wynieść - mówił dość szybko, wciąż ze słyszalnym, twardym akcentem. -No i... Nie wiem, czy chciałbym go tu zostawiać - tu jego spojrzenie padło na ich małego towarzysza. -Chyba że masz lepszy pomysł.
Bo raczej nie było sensu czekać, aż pojawi się ktoś z zewnątrz, kto znałby Knieję lepiej i byłby w stanie ich wyprowadzić. On był otwarty na każdą z dostępnych opcji, chociaż żadna z nich nie brzmiała na dobrą, więc wybór był między złym a gorszym.
I jeżeli teleportacja nie wchodziła w grę i Faye wybrała któraś z pozostałych opcji, on był gotowy od razu zmienić się znów w niedźwiedzia i wprowadzić plan w życie.