-Myślę, ze z nas dwóch to Theo by go bardziej potrzebował - powiedział, uśmiechając się do Theo w taki sam sposób, w jaki on uśmiechał się do Jaspera. Skoro Theo próbował zarzucać mu lenistwo, to niech myśli, że wygląd mu się zaczyna pogarszać. -Ostatnio nie spałem w nocy najlepiej - odpowiedział już matce.
Zmarszczył lekko brwi, obserwując, jak Charlotte przeglądała zawartość swojej torebki.
-Mówimy o naszej mamie. Ona lubi nas zaskakiwać - Theo miał co prawda rację, ale Charlotte Kelly zawsze potrafiła czymś zaskoczyć.
Chociażby tym, że faktycznie nałożyła na siebie worek tylko po to, żeby udowodnić mu swoją rację.
Mruknął cicho i skrzywił się, kiedy podejrzenia padły na nowe meble, które zostały przecież zakupione przez jego ojca chrzestnego. Nie, to nie mógł być powód tej dziwnej zmarzliny.
-Jonathan ma wiele kreatywnych pomysłów, ale w życiu nie kupiłby nam mebli, które zmieniłyby nasze mieszkanie w lodowiec - ta opcja odpadała.
I jeszcze Benji zaczął się bać. Jessie kliknął językiem, dostrzegając szron również na podłodze i pochylił się, by podnieść psa i przycisnąć go do siebie. Psiak drżał, a jego głowa opadła na ramię czarodzieja.
-Rita przecież by wyszła się przywitać, skoro mama wróciła - powiedział, zanim jeszcze Theo prześlizgnął się do drzwi, prowadzących do pokoju ich siostry.
Powinien zamknąć Benjiego w swoim pokoju? Mógłby od razu wziąć swoją różdżkę, ale czy dobrym pomysłem było zostawianie teraz psiaka samego? I to w zamkniętym pokoju, do którego lód i tak mógł się dostać? Ale moment...
-Mamo, czy Benji czegoś nie stłukł, kiedy do ciebie biegł? - bo przecież to właśnie trzask go obudził. -Nie mieliśmy w mieszkaniu czegoś, czego nie powinniśmy mieć, prawda?
Bo to, że teraz Charlotte nic nie przyniosła, nie oznaczało, że nie zrobiła tego wcześniej.
W imię nauki, oczywiście.
-Theo, widzisz tam coś?