- Wiem, co nie zmienia faktu, że będzie na ciebie czekał fartuszek. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Tak, zamierzała mu udowodnić, że te jego żarty wcale nie miały racji bytu. Była profesjonalistką w swojej dziedzinie, miała od niego większe doświadczenie, które powinien szanować, a nie sięgać po żarty, które uwłaczały płci pięknej. Szczególnie, że był to dla niej dosyć mocno drażliwy temat, bo od zawsze musiała udowadniać swoją wartość. Nie miała pojęcia dlaczego ci, którzy mieli kutasy myśleli, że tylko oni mogą radzić sobie z bronią, zresztą wiele razy udawało się jej utrzeć im nosa, co ją okropnie satysfakcjonowało. Tak właściwie, to wydawało jej się, że ma największego fiuta z nich wszystkich, nawet jeśli był on tylko i wyłącznie wyimaginowany.
- Tak, nie zesraj się z tą swoją nieśmiertelnością. - Kiedyś była taka sama. Uważała, że nic nie ma szansy jej pokonać, nikt, ani nic. Niestety życie bardzo szybko ją zweryfikowało. Sporo się zmieniło od czasu, kiedy była taka beztroska. Teraz stała się ostrożniejsza. Szczególnie, że świat był pełen pojebanych ludzi, którym przyjemność sprawiało krzywdzenie innych. To też już przeżyła, zaliczyła kilka nieprzyjemnych spotkań z śmierciożercami, mimo, że nigdy nie chciała tego robić. Do tego gdy była nieco młodsza od niego zaliczyła bardzo bliskie i nierozsądne spotkanie z kelpie, które zakończyło się praktycznie jej przejściem na drugą stronę. Nikt nie był nieśmiertelny, nauczyła się tego niestety poprzez najgorsze z lekcji, bo na własnym doświadczeniu.
Biegła przed siebie, szukała jakichkolwiek śladów, które mogły ją doprowadzić do wampira. Nie odwracała się za siebie, bo mogłoby to spowodować, że straci przewagę, którą zyskała na samym początku, nie oszukujmy się - chciała to wygrać. Niby był to tylko głupi zakład, ale jak zawsze chciała postawić na swoim. Pokazać bratu, kto ma rację, udowodnić mu, że to od niej powinien się uczyć.
Zatrzymała się dopiero w momencie, w którym w oddali usłyszała krzyk. Rozchodził się po lesie. Najgorsze było to, że rozpoznawała ten głos, rozpoznawała do kogo należał. Astaroth. To skłoniło ją do tego, aby się ruszyć. Biegła w stronę z której dochodził dźwięk. Pędziła tak szybko, jak nigdy, bo jej bratu działa się krzywda, a jej nie było obok. Nie mogła mu pomóc. Jaka była durna, że dała się wmanewrować w polowanie w pojedynkę. Musiała biec jeszcze szybciej, bo nie miała pojęcia, co się dzieje. Nie wiedziała, jak daleko się od niej znajduje, chociaż krzyk wydawał się być coraz bliżej. Musiała mu pomóc. Łzy zaczęły jej cieknąć po policzkach, bo nadal go nigdzie nie widziała. Była bezsilna, kiedy on cierpiał. To ją wkurwiało i doprowadziło do tego, że przez te emocje pojawiły się łzy.
W końcu ich dostrzegła. Sięgnęła wtedy po kuszę, musiała jakoś mu pomóc. Stanęła pewnie na nogach, wsadziła strzałę do broni i wystrzeliła. Wiedziała, że nie trafi w brata, bo on leżał na ziemi. Wampir stał nad nim. Powtórzyła ten manewr kilka razy, aby wystraszyć bestię, aby ją zabić, sama nie wiedziała, co chciała zrobić. Strzelała jednak przed siebie, bo musiała się zbliżyć do Astarotha.