- Dorośli piją z umiarem, w większości, kiedy nie muszą pilnować swoich dzieci. - To wydawało jej się być najlepszą odpowiedzią, nie chciała przestraszyć Mabel, ale wypadało, żeby powiedziała Brennie jak właściwie widziała tę sytuację. Nie mogła pozwolić na to, żeby ten chłopiec został sam, w chatce na plaży z najebanym ojcem, co jeśli zrobiłby coś nieprzemyślanego, poszedł w stronę morza, utopił się? Było wiele możliwości, a jej umysł sugerował jej wszystkie najgorsze opcje, właśnie dlatego zdecydowała, że uprowadzą dzieciaka. Teraz nie brzmiało to szczególnie dobrze, ale na pewno nie zmieniłaby decyzji, którą wczoraj podjęli.
- To chwilowe rozwiązanie, nie zabiera się tak dzieci, ale temu chłopcu mogła się stać krzywda, był tam całkiem sam. - Próbowała jeszcze nieco wyjaśnić Mabel jak to właściwie wyglądało. Miała świadomość, że dzięcięce umysły potrafiły sobie wiele dopowiadać.
- Dzięki za wszystko Brenn, przepraszam za bałagan, ale nie mogliśmy nie zareagować. - Samozwańczy złodzieje dzieci, nie ma co, nie spodziewała się, że kiedyś będzie przestępcą, jak widać nawet ona potrafiła podejmować irracjonalne decyzje.
- Thomas, pójdę zobaczyć, co z nimi. - Obiad nie do końca doszedł do skutku, cóż, mogła się tego spodziewać, wyszła w końcu z kuchni i ruszyła do części mieszkalnej.