10.11.2024, 11:17 ✶
- Na pewno nie. Większość prac domowych z Hogwartu brzmi jak bełkot. Na szczęście ty jesteś inteligentniejszy od większości absolwentów - stwierdziła z beztroską Charlotte. Mniemanie miała o sobie ogromne, a co za tym idzie uważała, że jej dzieci też muszą być bardzo mądre: wszak miały jej geny i w dodatku to ona je wychowała. Zaczepki pomiędzy chłopcami puszczała zaś pomimo uszu, bo cóż, znowu, to szkodliwe dość podejście "to tylko chłopcy" dość mocno zinternalizowała.
Co do Jonathana nie była taka pewna. Nie dałby im niczego niebezpiecznego, ale może uznał, że meble, które po uruchomieniu jakiejś opcji zamieniają okolicę w salę tronową królowej śniegu to coś w sam raz dla niej? A nie wspomniano mu w sklepie, że wtedy w mieszkaniu zrobi się zimno jak w chłodni?
- Kto wie? Jonathan mógł uznać to za zabawne. Albo stylowe, lodowa kraina w salonie - powiedziała, zaglądając do salonu. Ale kanapa i fotele wyglądały zupełnie normalnie, a choć na oknie osiadał szron, nie wyglądało na to, że źródło dziwnego chłodu znajduje się właśnie w tym pomieszczeniu. - Oczywiście, że nie, Jessie. Wszystko, co jest w moim pokoju, właśnie tam powinno się znajdować.
Przynajmniej w mniemaniu Charlotte, a że ktoś mógłby się z nią nie zgodzić, to już w jej opinii nie miało żadnego znaczenia. Na przykład odnośnie papierów podebranych zmarłemu współpracownikowi. Przecież jemu i tak nie były już potrzebne, prawda? A oczywiście nie mogła dopuścić, żeby trafiły w ręce na przykład jego krewnych.
- Poza tym drzwi do mojego pokoju są zamknięte. Benji nie mógł nic potłuc... hm... Och do licha, ta temperatura... przecież to... - wymamrotała, gdy nagle dotarło do niej, że przecież doskonale zna takie "objawy", ot nie spodziewała się ich we własnym domu.
Nawiedzenie.
Mieli tutaj ducha.
Theo i Jessie zaglądając do pokoju Rity mogli się przekonać, że tam jest najzimniej, lód całkiem pokrył okno i szybę w oknie, a na podłodze faktycznie leżały szczątki pojemnika, który zapewne zniszczył psiak. Teraz winowajca zaskomlał cicho w ramionach swojego człowieka, wyraźnie czymś zaniepokojony.
Co do Jonathana nie była taka pewna. Nie dałby im niczego niebezpiecznego, ale może uznał, że meble, które po uruchomieniu jakiejś opcji zamieniają okolicę w salę tronową królowej śniegu to coś w sam raz dla niej? A nie wspomniano mu w sklepie, że wtedy w mieszkaniu zrobi się zimno jak w chłodni?
- Kto wie? Jonathan mógł uznać to za zabawne. Albo stylowe, lodowa kraina w salonie - powiedziała, zaglądając do salonu. Ale kanapa i fotele wyglądały zupełnie normalnie, a choć na oknie osiadał szron, nie wyglądało na to, że źródło dziwnego chłodu znajduje się właśnie w tym pomieszczeniu. - Oczywiście, że nie, Jessie. Wszystko, co jest w moim pokoju, właśnie tam powinno się znajdować.
Przynajmniej w mniemaniu Charlotte, a że ktoś mógłby się z nią nie zgodzić, to już w jej opinii nie miało żadnego znaczenia. Na przykład odnośnie papierów podebranych zmarłemu współpracownikowi. Przecież jemu i tak nie były już potrzebne, prawda? A oczywiście nie mogła dopuścić, żeby trafiły w ręce na przykład jego krewnych.
- Poza tym drzwi do mojego pokoju są zamknięte. Benji nie mógł nic potłuc... hm... Och do licha, ta temperatura... przecież to... - wymamrotała, gdy nagle dotarło do niej, że przecież doskonale zna takie "objawy", ot nie spodziewała się ich we własnym domu.
Nawiedzenie.
Mieli tutaj ducha.
Theo i Jessie zaglądając do pokoju Rity mogli się przekonać, że tam jest najzimniej, lód całkiem pokrył okno i szybę w oknie, a na podłodze faktycznie leżały szczątki pojemnika, który zapewne zniszczył psiak. Teraz winowajca zaskomlał cicho w ramionach swojego człowieka, wyraźnie czymś zaniepokojony.