22.01.2023, 03:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2023, 21:51 przez Morgana le Fay.)
Wystąpienie mężczyzny było chyba najgłupszą rzeczą, jakiej doświadczyła w śmierciożerczej karierze. Odważne, ale bardzo głupie, bo w momencie, gdy przeważnie pierzchano na wszystkie możliwe strony, to ten… się stawiał. Z wrażenia aż uniosła brwi, czego oczywiście nie było widać dzięki masce, jaka zakrywała twarz kobiety. Z czymś takim mogła uchodzić zarówno za młodziutkie dziewczę, jak i starszą kobietę, zwłaszcza że dłonie skrywały rękawiczki, uniemożliwiając dostrzeżenie ich (nie)gładkości, co też mogło być swego rodzaju tropem w odsiewaniu kandydatów na winowajców całej tej afery.
- Och, mój drogi... – zaczęła, skupiając całą swoją uwagę na mężczyźnie. Nie interesowała się specjalnie tym, co robiło jej towarzystwo; zresztą, takie obrócenie biurka w stertę drzazg? Tylko mogłaby to pochwalić, bowiem gest ten stanowił dość dobitną, wyraźną wiadomość.
Nie przybyli tu na ciasteczka i herbatkę.
- … czy byłabym? Hm, pomyślmy... – przez ten czas pani Ainsworth – jak najwyraźniej nazywała się owa nieszczęsna kobieta - wciąż lewitowała głową w dół i bynajmniej nie wyglądało na to, że cokolwiek w tym zakresie się zmieni. Za to Alanna postąpiła parę kroków w stronę Harlana i wymierzyła w niego różdżkę – Nie – rzuciła twardo, po czym nieomal natychmiast posłała w mężczyznę identyczne zaklęcie. Delikwent mógł zaznać „rozkoszy” tkwienia w zawieszeniu.
- Choć to wręcz urocze, że sądziłeś, iż taka opcja jest w ogóle możliwa – wyrzekła niemalże z czułością w głosie. Gdzieś z tyłu błysnęło kolejne zaklęcie, rozległ się krzyk bólu, tak słodko brzmiący w uszach Alanny – najwyraźniej ktoś dopadł chędożoną szlamę, ewentualnie zdrajcę krwi. Co do tego…
- … musisz też zrozumieć, że leczenie szlam nie jest czymś najmądrzejszym – stwierdziła z wyraźną pogardą w głosie. Nie omieszkała podejść jeszcze bliżej i dźgnąć mężczyznę w brzuch końcem różdżki – Ale powiedzmy, że mam dzień dobroci i jak mi obiecasz, że nie będziesz więcej pomagał szlamom oraz ułatwisz mi pewne poszukiwania… hmm, może nawet to miejsce jeszcze będzie stało, jak już stąd odejdziemy – złożyła jakże wspaniałomyślną, szczodrą – oczywiście we własnym mniemaniu – ofertę. Niech zna łaskę, niech ma szansę zawrócenia ze złej drogi. Szkoda by było wyciąć w pień ogrom czarodziejskiej krwi; ta w końcu była cenna.
- Co ty na to, hmmm? – zabrzmiała wręcz słodko, co kontrastowało z odgłosami niszczenia i generalnej paniki, jaka ogarniała klinikę.
- Och, mój drogi... – zaczęła, skupiając całą swoją uwagę na mężczyźnie. Nie interesowała się specjalnie tym, co robiło jej towarzystwo; zresztą, takie obrócenie biurka w stertę drzazg? Tylko mogłaby to pochwalić, bowiem gest ten stanowił dość dobitną, wyraźną wiadomość.
Nie przybyli tu na ciasteczka i herbatkę.
- … czy byłabym? Hm, pomyślmy... – przez ten czas pani Ainsworth – jak najwyraźniej nazywała się owa nieszczęsna kobieta - wciąż lewitowała głową w dół i bynajmniej nie wyglądało na to, że cokolwiek w tym zakresie się zmieni. Za to Alanna postąpiła parę kroków w stronę Harlana i wymierzyła w niego różdżkę – Nie – rzuciła twardo, po czym nieomal natychmiast posłała w mężczyznę identyczne zaklęcie. Delikwent mógł zaznać „rozkoszy” tkwienia w zawieszeniu.
- Choć to wręcz urocze, że sądziłeś, iż taka opcja jest w ogóle możliwa – wyrzekła niemalże z czułością w głosie. Gdzieś z tyłu błysnęło kolejne zaklęcie, rozległ się krzyk bólu, tak słodko brzmiący w uszach Alanny – najwyraźniej ktoś dopadł chędożoną szlamę, ewentualnie zdrajcę krwi. Co do tego…
- … musisz też zrozumieć, że leczenie szlam nie jest czymś najmądrzejszym – stwierdziła z wyraźną pogardą w głosie. Nie omieszkała podejść jeszcze bliżej i dźgnąć mężczyznę w brzuch końcem różdżki – Ale powiedzmy, że mam dzień dobroci i jak mi obiecasz, że nie będziesz więcej pomagał szlamom oraz ułatwisz mi pewne poszukiwania… hmm, może nawet to miejsce jeszcze będzie stało, jak już stąd odejdziemy – złożyła jakże wspaniałomyślną, szczodrą – oczywiście we własnym mniemaniu – ofertę. Niech zna łaskę, niech ma szansę zawrócenia ze złej drogi. Szkoda by było wyciąć w pień ogrom czarodziejskiej krwi; ta w końcu była cenna.
- Co ty na to, hmmm? – zabrzmiała wręcz słodko, co kontrastowało z odgłosami niszczenia i generalnej paniki, jaka ogarniała klinikę.
361/656