10.11.2024, 21:26 ✶
Zaśmiał się z rozkazu, ale przysiadł na gałęzi i zaczął opowiadać. Nie trzeba mu było więcej, ściągałbym gwiazdy z nieboskłonu, albo je tam umieszczał, żeby tylko zobaczyć uśmiech na twarzy bliskich mu osób.
Spędzony tu czas zdecydowanie był najlepszym momentem dzisiejszego dnia, no poza tym, że skończyli cali i zdrowi (a przynajmniej Brenna) po straciu z tamtym czarnoksiężnikiem. Powiódł za nią wzrokiem samemu nie podnosząc się, chciał tu zostać z nią jeszcze chwilę. W tym miejscu czaiło się poczucie bezpieczeństwa, normalności ,a tam wokół? Cały czas tliło się zagrożenie wojna.
- Muuusimyyy? - zapytał błagalnie, ja dziecko, które wzbrania się przed pójściem spać i próbuje jeszcze ugrać choć pięć minut. Ale podniósł się be zmarudzenia, wiedział dobrze, że nie mogą ukrywać się przed światem, już i tak zbyt długo tutaj się zasiedzieli. Tylko tak prosto było spędzać tutaj czas i rozmawiać z Brenną.
- Tak, obiecałem ci ciasto i mówiłem, że mam coś dla ciebie - pokiwał twierdząco głową i otrzepał sobie tyłek z ziemi i trawy, która przyczepiła mu się do spodni. - To co, wskakujesz na plecy, żebym mógł ci pokazać, że wcale nie ważysz za dużo żeby cię nosić? - dodał żartobliwie, może nie dzisiaj, ale jeszcze jej udowodni, że się myliła. Sięgnął już bez słowa po swoją nową różdżkę. Obrócił ją w palcach i zaraz za nią zniknął z cichym pyknięciem z polany, zostawiali za sobą śpiew ptaków i szelest liści, wracali do świata nadgryzionego przez mrok.
***
- Tak, choć samo przekonanie o tym tego człowieka zajęło kolejny dzień, bo nadal nam nie wierzył i upierał się, ze czuje przemożne łaknienie krwi i jest blady bo zmienia się wampira. A on po prostu jak się okazało miał jakieś niedobory, czegoś tam we krwi i był blady bo musiał unikać słońca - wzruszył ramionami, nie zawsze każde zlecenie na zdejmowanie klątw było wielkim wyzwaniem, czasami wręcz nie było żadnych klątw i trzeba było ludzi o tym uświadamiać, a ci rzadko dobrze to znosili.Spędzony tu czas zdecydowanie był najlepszym momentem dzisiejszego dnia, no poza tym, że skończyli cali i zdrowi (a przynajmniej Brenna) po straciu z tamtym czarnoksiężnikiem. Powiódł za nią wzrokiem samemu nie podnosząc się, chciał tu zostać z nią jeszcze chwilę. W tym miejscu czaiło się poczucie bezpieczeństwa, normalności ,a tam wokół? Cały czas tliło się zagrożenie wojna.
- Muuusimyyy? - zapytał błagalnie, ja dziecko, które wzbrania się przed pójściem spać i próbuje jeszcze ugrać choć pięć minut. Ale podniósł się be zmarudzenia, wiedział dobrze, że nie mogą ukrywać się przed światem, już i tak zbyt długo tutaj się zasiedzieli. Tylko tak prosto było spędzać tutaj czas i rozmawiać z Brenną.
- Tak, obiecałem ci ciasto i mówiłem, że mam coś dla ciebie - pokiwał twierdząco głową i otrzepał sobie tyłek z ziemi i trawy, która przyczepiła mu się do spodni. - To co, wskakujesz na plecy, żebym mógł ci pokazać, że wcale nie ważysz za dużo żeby cię nosić? - dodał żartobliwie, może nie dzisiaj, ale jeszcze jej udowodni, że się myliła. Sięgnął już bez słowa po swoją nową różdżkę. Obrócił ją w palcach i zaraz za nią zniknął z cichym pyknięciem z polany, zostawiali za sobą śpiew ptaków i szelest liści, wracali do świata nadgryzionego przez mrok.
Koniec sesji