Dobrze, że zdawał sobie sprawę, że to było coś więcej. W sumie nigdy tego przed nim nie ukrywała, w jej przypadku rzadko kiedy chodziło o pieniądze, to zawsze był tylko i wyłącznie dodatek do tego, czym się zajmowała. Przede wszystkim chodziło jej o adrenalinę i emocje, które pojawiały się podczas polowań. Uwielbiała stąpać na krawędziach, to powodowało, że chciało się jej żyć. Nie było to do końca typowe, ale ludzie, jak ona tak właśnie mieli. Kochali niebezpieczeństwo, to nie było do końca zdrowe, ale też nigdy nie wspominała o tym, że jest całkiem normalna. Uwielbiała się sprawdzać, testować swoje możliwości, szczególnie podczas realnych sytuacji. Lubiła mieć pewność co do tego, czy faktycznie jest w stanie poradzić sobie z każdym przeciwnikiem, nie wybierała odwrotu praktycznie nigdy, tak już miała. Ostatnio i tak zachowywała się o wiele bardziej racjonalnie, aczkolwiek nadal zdarzały jej się takie typowe dla niej wyskoki, tego nie da się do końca wyplenić, zawsze będzie gdzieś w niej mieszkało.
- Chciałabym się z tobą zgodzić. - Ale właśnie, nie dało się nie zauważyć desperacji, która pojawiła się podczas działania Yaxleyówny. Powoli usychała w domu, była w stanie zajmować się nawet najbardziej banalnymi sprawami, aby tylko zająć czymś ręce.
- W sumie prawda, chodzi o większość. - Nie mogła się z nim nie zgodzić. Mało kto potrafił brać odpowiedzialność za swoje czyny, raczej były to nieliczne jednostki, zresztą sama uważała, że wynosi się to z domu. Nie do końca rozumiała, czym było to spowodowane, ale nie dało się zaprzeczyć, że tak właśnie było.
Cóż, Geraldine nauczyła się tego, że konsekwencje przychodzą zawsze. Nie miała z tym problemu, dosyć szybko zaczęła dostawać po dupie przez swój nieokrzesany charakter i nie miała z tym większego problemu. Potrafiła brać na siebie odpowiedzialność za swoje czyny i słowa, przychodziło jej to naturalnie, może też przez to nie do końca umiała zrozumieć dlaczego nie wszyscy reagują w ten sposób. To było dla niej coś, co nie do końca mogła pojąć. Ogólnie najłatwiej było jej rozumieć świat na podstawie swoich własnych doświadczeń, jak widać, czasem to nie wystarczało, musiała myśleć szerzej.
- Dzięki i przepraszam, ale dalej nie do końca rozumiem te twoje porównania, może kiedyś stanę się w tym nieco bardziej lotna. - Gdyby nieco bardziej skupiała się na tym, gdy opowiadał jej o roślinach pewnie już byłaby w stanie nieco ogarnąć, tyle, że miała dziwny nawyk wyłączania się zawsze, kiedy sięgał po te wszystkie profesjonalne nazwy, zazwyczaj wtedy po prostu przytakiwała i udawała, że wie o co chodzi, chociaż było zupełnie inaczej, nie do końca ją to fascynowało.
Na szczęście nie było potrzeby, aby stali się specjalistami w dziedzinach, którymi się nie zajmowali. Doskonale się dopełniali pod tym względem, każde z nich miało zupełnie inne zainteresowania, dzięki czemu razem mogli zdziałać cuda na wielu płaszczyznach. Nie musieli wnikać w swoje światy, bo nie było takiej potrzeby. Mogli się po prostu uzupełniać i to było wystarczające. Ich drogi nie krzyżowały się jakoś mocno podczas pracy, co też było całkiem niezłym rozwiązaniem. Nie musieli się angażować za mocno w swoje sprawy, bo też nie o to chodziło, potrzebowali nieco przestrzeni, bo do tego przywykli.
- Ludzie są głupi. - Skomentowała jeszcze jakże błyskotliwie, bo w sumie nie miała już nic więcej do powiedzenia na ten temat. Nie mieli wpływu na to, jak kto reagował na to, co działo się na świecie. Każdy powinien mieć swój rozum i wypadałoby, aby potrafił z niego korzystać, jak widać na załączonym obrazku to nie do końca tak działało. Jakim cudem ktokolwiek mógłby uwierzyć w to, że Leach był męczennikiem? Nie miała zielonego pojęcia.
- Obyś miał rację, wolałabym, żeby to zbytnio nie eskalowało. - Tak, ta opcja wydawała się być najbardziej przystępna. Nie wytrzymają trzech lat z takim ministrem, tego była niemalże pewna, sam się prosił o to, aby zrzucić go ze stanowiska.
- Moje plany nie są wcale podstępne, chciałabym cię spić i wykorzystać, o czym oczywiście wspominam, żebyś miał tego świadomość, w końcu nie mamy przed sobą tajemnic... - Yaxleyówna wcale nie była taka przebiegła, jakby się mogło wydawać. Wolała poinformować swojego chłopaka o planach, jakie przewidziała na ten wieczór, aby miał świadomość na co powinien być gotowy. Nie zakładała, że uda jej się to zrealizować, bo sama była już nieco podpita, ale zawsze warto próbować. - Tak, to była część planu, miałam ci dolewać wina do kubka dopóki nie będziemy podobnie upojeni. - Rozgryzł ją dosyć szybko, ale jej to nie przeszkadzało. To wcale nie było takie trudne, od razu można było odczytać jej intencje, zresztą chyba je częściowo zdradziła. Mistrzyni zbrodni.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby spędzili ten wieczór wlewając w siebie niezliczoną ilość alkoholu, dyskutując właściwie o niczym i przysnąć nad ranem. Ceniła sobie te ich wspólne chwile. Czuła wtedy spokój, który okazał się być całkiem przyjemną emocją. Nigdy się z nim nie nudziła, nawet jeśli leżeli w milczeniu i wpatrywali się w sufit.
- Nie zamierzam więc podważać tej twojej pewności, niech ci będzie. - Przez te kilka miesięcy stała się naprawdę bardzo łagodna. Kiedyś pewnie chętniej udowadniałaby swoje racje, teraz nauczyła się przerywać temat w odpowiednim momencie, aby nie doprowadzać do niepotrzebnej dyskusji, która mogłaby się skończyć zbędną kłótnią. Yaxleyówna zdecydowanie przy nim złagodniała.
Nie przejmowała się tym, co było kiedyś. Każde z nich miało swoją historię, która doprowadziła ich do miejsca w którym aktualnie się zajmowali. Nie było potrzeby w tym grzebać, liczyło się tylko i wyłącznie to co mieli teraz, nic innego. Szczególnie, że już na samym początku nie mieli oporów przed tym, aby dzielić się ze sobą tym, co kiedyś robili. To nie był temat tabu, nie mieli przed sobą żadnych tajemnic, nie było więc opcji, że mógłby kiedyś ich zaatakować, jak jakieś trupy z szafy.
Teraz było zupełnie inaczej, wydawali się doskonale odnajdywać w tej stałej relacji, chociaż pewnie żadne z nich w ogóle nie przypuszczałoby, że jest to możliwe. Jak widać wiele się mogło zmienić, wystarczyło tylko trafić na odpowiednią osobę.
- Kanapa brzmi dobrze. - Tak, nie mogła się doczekać, aż na niej zalegną z kubkami pełnymi grzanego wina. Lubiła spędzać czas w kuchni, jednak salon był zdecydowanie dużo wygodniejszą opcją. Mieszała w między czasie zawartość swojego garnka, bo nie chciała, żeby jej trunek okazał się być nie do końca smaczny, jej pewnie ten smak aktualnie byłby obojętny, ale Roise w przeciwieństwie do Yaxleyówny jeszcze był trzeźwy, więc wolała się chociaż odrobinę postarać.
- U was też nudno? Co za okropny czas. - Niby lubiła Yule, jednak aktualnie wydawał się to jej być najgorszy moment w roku. Dawno nie czuła takiej stagnacji, wydawało jej się, że w przypadku uzdrowicieli może być zdecydowanie inaczej, bo przecież aktualnie trwały te wielkie przygotowania do świąt, a wtedy dochodziło do dziwnych, nietypowych wypadków, najwyraźniej jednak się myliła.
Już bez przesady, Geraldine zdecydowanie nie przywiązywała, aż takiej wagi do tego, w jaki sposób gotowała im to wino. Najważniejsze - miało być ciepłe i w miarę dobre w smaku, aby mogli to jakoś przełknąć, jeszcze tego brakowało, żeby mierzyła w między czasie temperaturę, to chyba zbyt wiele jak na nią.
- Dziękuję. - Powiedziała cicho, nieco speszona. Zapewne nie zauważył rumieńca który pojawił się na jej policzkach, bo już wcześniej były różane przez alkohol który zdążyła wypić, ale zapiekły ją, więc wiedziała, że jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Nadal nie przywykła do tych komplementów, którymi ją raczył zupełnie znienacka.
Poczuła otaczający ją zapach mężczyzny, który był bardzo przyjemny, może trochę przebijał się przez to szpital, ale i on już nie kojarzył jej się źle, wręcz przeciwnie, bo tylko i wyłącznie z Roisem.
Westchnęła cicho, kiedy się od niej odsunął, w sumie była nieco niezadowolona, że trwało to tylko chwilę, bo było to całkiem przyjemne, ale zdążą się jeszcze trochę poprzytulać na kanapie, najpierw wypadałoby skończyć zajmować się tym winem.
- Tak, jeśli możesz, to pomoc się przyda, sam wiesz, że nie jestem w tym najlepsza. - Zdecydowanie nie do końca radziła sobie z takimi czynnościami, a szkoda by było, aby połowa zawartości znalazła się na palenisku, czy gdzieś obok.
Zajęło im to krótką chwilę, a później mogli się wreszcie udać w kierunku salonu, aby zalegnąć na kanapie i po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, noc przecież była jeszcze młoda.