11.11.2024, 10:11 ✶
Gdy druga grupa badawcza podeszła, Roselyn odsłoniła jedno ucho. Spojrzała na Norę i Ambroise nieco zrezygnowanym wzrokiem.
- Witka, którą odcięła Victoria, rozpadła się. Dosłownie - zmieniła się w piasek - powiedziała, dłonią wskazując na próbkę piasku, który zebrała Victoria. - Odcinanie części rośliny, jakichkolwiek, skończy się zapewne tak samo. Musimy pobrać sok.
Dodała, zerkając na pozostałych. Potem powróciła wzrokiem do brata i uniosła brew, dziwiąc się, że chce wesprzeć panią Abbott w tym konkretnym zakresie. Spodziewała się raczej, że będzie próbował bezpośrednio pobrać soki, ale... Uniosła dłoń do nausznika i podrapała się za uchem, a potem przeniosła wzrok na Norę. Nie miała z nią do czynienia za bardzo, ale w zasadzie teraz nie miały wyboru: skoro Ambroise chciał, żeby on i Victoria zajęli się zaklęciami, by wesprzeć Abbott i jej asystenta, to pozostawały one dwie oraz Selwyn. Selwyn z kolei chyba nie potrafił pobierać soków z rośliny, a przynajmniej tak zakładała, bo przecież on tu tylko dostarczał roślinę, a nie odpowiadał za badanie. Sięgnęła po dwie wielkie strzykawki z długimi, grubymi igłami. Jedną podała Norze.
- To co, będziemy kłuć pacjenta, Nora? - uśmiechnęła się, chociaż jakoś takoś nerwowo. Co prawda niejednokrotnie robiła to, co teraz zamierzała, ale cholera jasna - wtedy roślina nie próbowała jej zabić. A na dodatek w tej sytuacji nie mogła polegać na magii, więc musiała być na wyciągnięcie ręki, musiała to zrobić ręcznie. Może Nora użyje różdżki...? Spojrzała na nią, sięgając pamięcią do wspólnych spotkań towarzystwa. Nie widziała, by Nora czarowała, ale przecież na spotkaniach nikt wtedy nie czarował. Bo, niespodzianka, nic nie próbowało ich zabić. Mieli wtedy czyste pole do działania, nie walczyli z czasem, jak oni teraz.
- Witka, którą odcięła Victoria, rozpadła się. Dosłownie - zmieniła się w piasek - powiedziała, dłonią wskazując na próbkę piasku, który zebrała Victoria. - Odcinanie części rośliny, jakichkolwiek, skończy się zapewne tak samo. Musimy pobrać sok.
Dodała, zerkając na pozostałych. Potem powróciła wzrokiem do brata i uniosła brew, dziwiąc się, że chce wesprzeć panią Abbott w tym konkretnym zakresie. Spodziewała się raczej, że będzie próbował bezpośrednio pobrać soki, ale... Uniosła dłoń do nausznika i podrapała się za uchem, a potem przeniosła wzrok na Norę. Nie miała z nią do czynienia za bardzo, ale w zasadzie teraz nie miały wyboru: skoro Ambroise chciał, żeby on i Victoria zajęli się zaklęciami, by wesprzeć Abbott i jej asystenta, to pozostawały one dwie oraz Selwyn. Selwyn z kolei chyba nie potrafił pobierać soków z rośliny, a przynajmniej tak zakładała, bo przecież on tu tylko dostarczał roślinę, a nie odpowiadał za badanie. Sięgnęła po dwie wielkie strzykawki z długimi, grubymi igłami. Jedną podała Norze.
- To co, będziemy kłuć pacjenta, Nora? - uśmiechnęła się, chociaż jakoś takoś nerwowo. Co prawda niejednokrotnie robiła to, co teraz zamierzała, ale cholera jasna - wtedy roślina nie próbowała jej zabić. A na dodatek w tej sytuacji nie mogła polegać na magii, więc musiała być na wyciągnięcie ręki, musiała to zrobić ręcznie. Może Nora użyje różdżki...? Spojrzała na nią, sięgając pamięcią do wspólnych spotkań towarzystwa. Nie widziała, by Nora czarowała, ale przecież na spotkaniach nikt wtedy nie czarował. Bo, niespodzianka, nic nie próbowało ich zabić. Mieli wtedy czyste pole do działania, nie walczyli z czasem, jak oni teraz.