23.01.2023, 04:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2023, 04:30 przez Trevor Yaxley.)
Biorąc pod uwagę jego konflikt z prawem i bycie poszukiwanym przez przedstawicieli Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii to kolejna wyprawa do Londynu była przejawem braku rozsądku albo głupoty z jego strony. Było to obarczone ryzykiem aresztowania, jeśli natrafi na jeden z patrolów. Znów będzie musiał salwować się ucieczką. Niemniej zawsze istniał cień szansy, że na tydzień przed hucznymi obchodami święta Beltane w tych tabunach różnobarwnego i gwarnego tłumu czarodziejów i czarownic zdoła przemknąć niezauważenie. Nikomu przecież nie wadził. Nie szukał nawet przysłowiowego guza i liczył, że jakiegokolwiek kłopoty tym razem go nie znajdą. Zapewne będzie to tylko pobożne życzenie.
Pozostawił za sobą wypełniający Ulicę Pokątną tłum ludzi niosących rozmaite pakunki i zagłębił się w Ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Przemierzając ją przeżuwał ostatni kęs jabłka, które nabył na mijanym wcześniej targu za knuta. Wyrzucił ogryzek na siebie. W tym momencie usłyszał ryk jakiegoś mężczyzny, nakazującego zatrzymać komukolwiek tego drugiego, który przed nim uciekał. W pierwszej kolejności należało temu pierwszemu pogratulować odwagi albo potępić za głupotę. Bo jak inaczej ocenić postępowanie kogoś, kto w pogoni za złodziejem własnej sakiewki wbiega bez wahania na Śmiertelny Nokturn? Prosił się o kłopoty.
To nie była jego sprawa. Nie była to sytuacja, w której właścicielowi sakiewki ani komukolwiek na tej ulicy groziło poważne niebezpieczeństwo. Z drugiej strony... sam wiedział jak to jest ograniczoną płynność finansową. Może okradziony czarodziej nie był zamożny i ciężko pracował na te galeony. Przez wzgląd na swoją sytuację miał podstawy ku temu, aby również zrozumieć tamtego kieszonkowca. Trzeba czymś napełnić brzuch, choć on na jego miejscu poszedłby się upić. Jedzenie zawsze może sobie upolować.
W końcu gnający ile sił w nogach złodziej przebiegł tuż obok niego, potrącając korpulentnego goblina, z którego rąk wypadła skrzynka z narzędziami. Młotek spadł mu na stopę, a z jego ust wyrwała się długa wiązanka siarczystych przekleństw. Niektórych to nawet on nie znał. Bez uzdrowiciela się nie obędzie.
— Nie szarp się, do cholery — Warknął do tego niskiego czarodzieja, gdy jednak nie pozwolił mu uciec. A nuż właściciel sakiewki doceni ten gest z jego strony. Po tym jak go dopadł to przewalił tego czarodzieja na ziemię oraz unieruchomił go, nie używając do tego celu magii. Wykręcona do tyłu wiodąca ręka nie pozwalała kieszonkowcowi czarować. Sakiewka wypadła mu z drugiej ręki. Zamierzał go za chwilę wypuścić. Nie zawlecze go do patrolujących okolicę Brygadzistów, bo go aresztują razem z tym złodziejaszkiem.
Słowa: 388
Pozostawił za sobą wypełniający Ulicę Pokątną tłum ludzi niosących rozmaite pakunki i zagłębił się w Ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Przemierzając ją przeżuwał ostatni kęs jabłka, które nabył na mijanym wcześniej targu za knuta. Wyrzucił ogryzek na siebie. W tym momencie usłyszał ryk jakiegoś mężczyzny, nakazującego zatrzymać komukolwiek tego drugiego, który przed nim uciekał. W pierwszej kolejności należało temu pierwszemu pogratulować odwagi albo potępić za głupotę. Bo jak inaczej ocenić postępowanie kogoś, kto w pogoni za złodziejem własnej sakiewki wbiega bez wahania na Śmiertelny Nokturn? Prosił się o kłopoty.
To nie była jego sprawa. Nie była to sytuacja, w której właścicielowi sakiewki ani komukolwiek na tej ulicy groziło poważne niebezpieczeństwo. Z drugiej strony... sam wiedział jak to jest ograniczoną płynność finansową. Może okradziony czarodziej nie był zamożny i ciężko pracował na te galeony. Przez wzgląd na swoją sytuację miał podstawy ku temu, aby również zrozumieć tamtego kieszonkowca. Trzeba czymś napełnić brzuch, choć on na jego miejscu poszedłby się upić. Jedzenie zawsze może sobie upolować.
W końcu gnający ile sił w nogach złodziej przebiegł tuż obok niego, potrącając korpulentnego goblina, z którego rąk wypadła skrzynka z narzędziami. Młotek spadł mu na stopę, a z jego ust wyrwała się długa wiązanka siarczystych przekleństw. Niektórych to nawet on nie znał. Bez uzdrowiciela się nie obędzie.
— Nie szarp się, do cholery — Warknął do tego niskiego czarodzieja, gdy jednak nie pozwolił mu uciec. A nuż właściciel sakiewki doceni ten gest z jego strony. Po tym jak go dopadł to przewalił tego czarodzieja na ziemię oraz unieruchomił go, nie używając do tego celu magii. Wykręcona do tyłu wiodąca ręka nie pozwalała kieszonkowcowi czarować. Sakiewka wypadła mu z drugiej ręki. Zamierzał go za chwilę wypuścić. Nie zawlecze go do patrolujących okolicę Brygadzistów, bo go aresztują razem z tym złodziejaszkiem.
Słowa: 388