Znieruchomiał, gdy wstała, gdy podchodziła do okna. Wyglądała na cholernie zestresowaną. Brenna, którą znał nie była zestresowana, żyła chwilą, bawiła się i pociągała go jak nikt inny. Przesunął znowu dłonią po włosach i zrobił w jej kierunku krok. Nie wydedukował jeszcze, co mogło być nie tak. Nie miał tej wiedzy empirycznej, którą miała ta Brenna z innego wymiaru. Gdy był wystarczająco blisko niej położył ostrożnie dłonie na jej ramionach. Czuł uścisk w gardle, czuł stres w sercu jakiego nigdy nie czuł. Mniej bał się podczas pojedynków z czarnoksiężnikami niż w spotkaniu ze swoją przyjaciółką. Zaczął masować jej ramiona, zawsze był w tym dobry, ale Brenna na to nigdy nie pozwalała. To był jego mały test, aby sprawdzić, czy to była jego Brenna.
– Weź wdech, bo bredzisz Paskudo – powiedział cicho i zabrał dłonie z jej ramion. Wydawało mu się to dziwne, ale bliskość tej kobiety powodowała, że nie mógł zapanować nad sobą samym. – Może chcesz wtedy wyjść na jakiegoś drinka? W pracy i tak wziąłem wolne, aby iść z tobą na tą misje, więc nikt nie zwróci uwagi, że mnie nie ma. Można się zrelaksować – odparł i spojrzał za okno, aby dowiedzieć się na, co ona zerka.
Vincent nigdy nie miał taktu, nigdy nie potrafił wyczuć potrzeb drugiej osoby, dlatego nigdy nie udało mu się zbliżyć do Brenny Longbottom na tyle blisko, aby odkrywać jej sekrety bez jej słów. Inaczej było z ich relacją w prawdziwym świecie. Tam czasami mogli milczeć i wiedzieli, co druga osoba potrzebuje.